Od chwili podpisania porozumienia prezesa PiS ze Zbigniewem Ziobrą (Solidarna Polska) i Jarosławem Gowinem (Porozumienie) najsłabszym jego ogniwem był J. Gowin i jego partia. Z czasem jak upływały lata rządów prawicy coraz wyraźniej było widać, iż liberałom z Porozumienia coraz mniej podobają się reformy prowadzone przez PiS, a zwłaszcza sfera socjalna. Kwestią czasu było, kiedy dojdzie w Zjednoczonej Prawicy do ostrego kryzysu.
Pierwszym poważnym jego zwiastunem był styczniowy wpis Gowina na Twitterze, w którym poparł propozycję okrągłego stołu ws. sądownictwa bez konsultacji z PiS.
Dużo poważniejszym, który doprowadził do opuszczenia rządu przez szefa Porozumienia jest sprzeciw wobec wprowadzenia głosowania korespondencyjnego.
By państwo skutecznie działało musi być stabilna władza, która skupia się głównie na walce z koronawirusem i sprawnym funkcjonowaniu gospodarki. Nie może równocześnie zajmować się wielomiesięczną kampanią wyborczą. Dlatego wybory powinny być przeprowadzone jak najszybciej
Nie potrafię do dziś zrozumieć J. Gowina, który sprzeciwia się by wybory odbyły się 10 maja w formie korespondencyjnej, uzasadniając, że „nie można dopuścić do wyborów w żadnym terminie, w którym spotęgowałoby to epidemię, tego żaden odpowiedzialny polityk nie zrobi”. „Jest dla mnie oczywiste: wybory nie mogą odbyć się 10 maja. Będę do tego przekonywał cały obóz Zjednoczonej Prawicy, bo Polska potrzebuje naszej jedności” – napisał na Twitterze lider Porozumienia.
Jako polityk powinien doskonale zdawać sobie sprawę, że w chwili obecnej nikt na świecie nie jest w stanie przewidzieć ile może trwać chińska zaraza, a tym bardziej, kiedy przypadnie jej szczyt. Według opinii ekspertów może ona trwać nawet trzy lata. To, kiedy według niego powinny się one odbyć – za trzy lata?
Na Twitterze J. Gowin napisał „nie czas na gry polityczne. Proponuję zmianę Konstytucji: 7-letnia kadencja prezydenta bez możliwości reelekcji. Jednocześnie wydłużenie kadencji Andrzeja Dudy o 2 lata i przeprowadzenie wyborów po epidemii. To wybór za życiem lub za śmiercią”.
Tylko, że ta propozycja wymaga zbudowania większości konstytucyjnej, co jest nierealne.
Na żądanie opozycji by rząd wprowadził stan klęski żywiołowej stwierdził, że jeśli zostanie ogłoszony, to Polska może zbankrutować, bo będzie musiała wypłacić gigantyczne odszkodowania zagranicznym koncernom.
Sprawa odszkodowań jest zapisana w „ustawie o wyrównywaniu strat majątkowych wynikających z ograniczenia w czasie stanu nadzwyczajnego wolności i praw człowieka i obywatela” z 2002 roku.
Tak, więc Gowin nie chce się zgodzić na głosowanie korespondencyjne, mimo, iż nikt nie potrafi powiedzieć jak długo chińska zaraza będzie trwała, wie, że wprowadzenie stanu klęski żywiołowej doprowadzi do bankructwa państwa, mówi o potrzebie jedności prawicy, i zamiast ratować państwo, które znalazło się w arcytrudnej sytuacji, podaje się do dymisji.
W chwili, gdy Zjednoczona Prawica powinna wszystkim pokazać swą siłę i zjednoczenie następuje jej rozbicie. Co z tego, że szef Porozumienia oświadczył, iż jego ugrupowanie pozostaje częścią Zjednoczonej Prawicy.
Tylko pytanie na jak długo. Pojawiło się pęknięcie, którego nie da się zlikwidować. Uważam, że jeżeli Porozumienie nie zmieni podejścia do wspólnych celów Zjednoczonej Prawicy i spory w niej nie ustaną, to nie dotrwa ona do końca kadencji.
Chłopiec powinien „kury szczać prowadzać, a nie politykę robić” – jak powiedział klasyk.
Foto:internet
Zostaw komentarz