Kiedy politycy zostali pozbawieni stanowisk, zeszli z pierwszych stron gazet i mogą mówić nie to, co do tej pory służyło zdobyciu i/lub utrzymaniu władzy – zaczynają mówić prawdę. Popełniłam ten artykuł, gdyż codziennie próbując się leczyć doświadczamy skutków oddania systemu ochrony zdrowia w ręce…. polityków. To najgorsze ręce, w jakie mogliśmy powierzyć tak ważne dla każdego z nas – bo wszyscy jesteśmy pacjentami – poczucie bezpieczeństwa zdrowotnego. Tak zadecydowaliśmy w kolejnych wyborach, tak decydujemy od lat….. czy świadomie? mam wątpliwości. A jeśli nieświadomie i bezrefleksyjnie, to trzeba zacząć się bać….

Pani była premier i była minister zdrowia oraz były lekarz wykonujący ten zawód powiedziała wreszcie prawdę o systemie eWUŚ.

Tzw. weryfikację ubezpieczenia zdrowotnego wprowadziła już w ustawie refundacyjnej, nie dając żadnych narzędzi kontroli ubezpieczenia. Lekarze przy preskrypcji leków refundowanych byli „obowiązani” (sic!) refundować lek jedynie pacjentom ubezpieczonym. Narzędzie kontroli budżetu NFZ stało się batem na lekarza. I na chorego – bo pacjent, który nie potrafił udowodnić zgłoszenia do ubezpieczenia i opłacania składek, był zmuszony do leczenia lekiem z odpłatnością 100%.

Ustawa praktycznie znosiła leczenie zgodne ze standardami medycznymi i aktualną wiedzą medyczną, bo refundowane leki przysługiwały temu i wyłączne temu choremu, który: udowodnił swoje aktualne ubezpieczenie + przeszedł gęste sito ChPL + znalazł swój lek na zmieniającej się jak w kołowrotku liście leków refundowanych + leczył się wyłącznie u lekarza należącego do szczególnej kategorii lekarzy, a mianowicie „uprawnionego”.

Jak można się domyślać – mało kto z chorych te skomplikowane meandry cynicznej i perfidnej myśli politycznej pani Kopacz et cons. przebył, docierając do sedna i istoty swego ubezpieczenia zdrowotnego – leczenia w ramach płaconych składek na chorobę, która tego leczenia wymaga, u lekarza, który opiera leczenie na aktualnej wiedzy medycznej. Bożkiem ustawy był budżet NFZ, czyli KŁAMSTWO polityczne, że w Polsce możliwe jest leczenie wszystkich chorób, zawsze, o każdej porze, przez zawsze dyspozycyjnego lekarza, z dyktatem tzw. pacjenta, który ma prawo żądać, bo „mu się należy” – za składki, które płaci połowa ubezpieczonych.

My byliśmy zakładnikami tego kłamstwa, które odmieniane przez wszystkich polityków z lewa i z prawa, miały za zadanie zdobycie władzy i/lub jej umocnienie. Lekarz leczy, a nie umacnia. Lekarz nie zajmuje się bezwzględną walką o stołki i nie uczestniczy w walkach buldogów pod dywanem. Lekarz realizuje swoje powołanie w warunkach ekonomicznych i systemowych stworzonych przez polityków wybranych przez wyborców. Protest zwany pieczątkowym był tego dowodem. Przegraliśmy, bo z siłą władzy gotowej kłamstwa bronić za wszelką cenę wygrać nie sposób.

Dzisiaj, kiedy politycy zostali pozbawieni stanowisk, zeszli z pierwszych stron gazet i mogą mówić nie to, co do tej pory służyło zdobyciu i/lub utrzymaniu władzy – zaczynają mówić prawdę.

Nie cieszmy się jednak. Nikt ich już nie słucha. Przyszli następni. Oni też mają tę wiedzę, którą my zdobyliśmy w boju – nie ma takiego argumentu, którego skutecznie mógłby użyć lekarz bez sprzeniewierzeniu się swojemu powołaniu. To nasza wielka siła, ale i też wielka słabość. Oni to wiedzą, dlatego odwołując się do naszej siły korzystają z lekarskiej apolitycznej wiedzy medycznej ratując swoje zdrowie i życie, a słabość bezwzględnie wykorzystują do walki politycznej.

Tę walkę przegramy zawsze. Wygramy wtedy, kiedy społeczeństwo zacznie mieć świadomość, że najgorszą rzeczą, którą robi, to oddanie swojego życia i zdrowia w ręce zawodowych polityków, czyli ludzi o psychopatycznym rysie osobowości, nieustannie walczących o władzę przy pomocy wszelkich możliwych środków, mających za nic tych, którzy pokładali w nich zaufanie.

Czy czekanie na dojrzałość społeczną będzie czekaniem na Godota?