Jako wyborca tej partii, jej sympatyk, zdecydowanie oceniam, że Konfederacja w wyborach jest ugrupowaniem przegranym. Gdybyśmy nie obserwowali sceny politycznej przez ostatnie 4 lata, to moglibyśmy być zdziwieni taką tezą. Konfederacja zwiększyła ilość mandatów z 11 do 18, zwiększyła też ilość głosujących na nią wyborców z 1.256.953 do 1.547.364. Prawie 300.000 głosów więcej. Czyli sukces…? Nie, porażka.

Po pierwsze nie da się nie brać pod uwagę oczekiwań i obietnic. Konfederacja miała zebrać 30-50 mandatów, miała być realną trzecią drogą. Tak się nie stało.
Po drugie Konfederacja powinna była dokonać jakościowego skoku. Od partii kontestacji, krytyki (często niezwykle trafnej) działań obu stron politycznego sporu, do partii mającej realny wpływ na władzę. Czy to poprzez posiadanie „pakietu kontrolnego” w zablokowanym układzie, czy to poprzez proponowanie ustaw i polityczne wymuszanie ich wprowadzania. A trudno drugi raz, przez następne cztery lata efektywnie robić to samo i nie mieć wpływu na politykę.

Ale dlaczego Konfederacja przegrała?

Podobnie jak poprzednio przyczyny jakie widzę podzielę na dwie grupy: przyczyny generalne i szczegółowe. I nie roszczę sobie żadnych praw do tego, że mam rację.

Generalia

1. Kto jest adresatem programowych postulatów Konfederacji? No oczywiście przede wszystkim najmłodsza grupa wyborców (18-30 lat) oraz grupa małych i średnich przedsiębiorców.
Z takiego społecznego i demograficznego rozkładu wynika kilka wniosków. Każdego roku na „rynek wyborczy” wchodzi coraz mniejsza grupa wyborcza. Czyli przekaz Konfederacji kierowany do tej grupy wyborców jest potrzebny, ale musi być rozszerzany na grupy wychodzące z tego wieku, wchodzące w życie rodzinne i inny rodzaj życia zawodowego. Wydaje się, że tego nie dostrzeżono, albo nie wyciągnięto z tego wniosku. Kampania w swojej treści i formie miała praktycznie wymiar show lub stand-upów, co może podobać się wyborcom najmłodszym, ale nie do końca starszym (wiem, wiem, sam mam 62 lata…).

2. Konfederacja konsekwentnie, aż do przyjmowania zakładów, stała na stanowisku i takie publicznie głosiła, że w nowym sejmie nie poprze żadnej z głównych sił opozycyjnych. Za żadne skarby! To części wyborców odpowiadało, część zaś wolałaby deklarację, że nie poprzemy na pewno Lewicy, a poparcie innych uzależniamy od poparcia kluczowych postulatów (i tu można wymienić naprawdę te, na której Konfederacji zależy). Czy to realnie coś by zmieniło? Może nie, ale w odbiorze wyborców trochę tak. Bo zamiast myślenia, że popieranie Konfederacji to wysokie prawdopodobieństwo nowych wyborów (tak się długo to układało), a powtarzania nieprzyjemnego rytuału nikt nie chce (stąd być może przerzucenie części głosów na TD), wyborca miałby poczucie, że dobrze grają o wysoką stawkę. I wina za ewentualne wybory obarczałaby partie wiodące, nie Konfederację.

Szczegóły

1. Profesjonalizacja chyba się nie udała. Piszę „chyba”, bo nie mam wiedzy, dochodzą mnie jedynie słuchy. Poleganie na własnej intuicji i politycznym słuchu jet dobre, ale tylko do pewnego momentu. Wchodząc w poważną politykę powinniśmy zapytać o ważne rzeczy specjalistów. Czego oczekują nasi wyborcy? Które postulaty są najważniejsze, a jakie mogłyby przyciągnąć dodatkowe grupy? Czy retoryka kampanii powinna być bardziej wyrazista czy stonowana? Decyzje i tak podejmowane byłyby przez sztab, ale czy sztab taką wiedzę miał, czy zlecił jej pozyskanie?

2. Brak struktur, czyli problem niemal każdej młodej partii.
Oddziaływanie na wyborców jedynie przez media to dobry sposób, ale pamiętajmy że przekazami politycznymi w mediach interesuje się wąska grupa „wyznawców”. Odnajdywanie i wzmacnianie lokalnych liderów, częste spotykanie się z ludźmi w terenie, jak najwięcej otwartych spotkań, które kończyłyby się tworzeniem choćby małych struktur to konieczność. Rozpisany harmonogram, ciężka praca, objazd całej Polski, każdej gminy. Nie wiem czy to było realne, ale chyba konieczne.

3. Mocny start kampanii, a potem…, no właśnie co? Rozumiem, że początek był ważny, przeciwnicy dopiero się zbierali, a Konfederacja zrobiła bardzo efektowne i bardzo merytoryczne otwarcie. Przyniosło to efekt we wzroście sondaży. Zabrakło jednak chyba pomysłów na ciąg dalszy, bo spotkania Bosak-Mentzen w ograniczonej grupie dużych miast, które nie wiadomo dlaczego nie były transmitowane, ani dostępne potem w Internecie, to i za mało i ograniczało przekaz tylko do swoich.

4. Konfederacja musiała mieć świadomość wrogiego otoczenia, w jakim znajdzie się w kampanii. I politycznego i medialnego. Wydaje się, ze nie wyciągnęła wniosków.

– wiedząc, że będą przyglądać jej się skrupulatnie można było uniknąć chyba tych „wielbłądów” na listach. Pal licho same osoby, ale one wysysały tlen z każdego wywiadu, z każdej rozmowy;

– Nowa Nadzieja powinna była naprawę się zastanowić nad wystawieniem JKM na listy. Może by się obraził, może byłyby jakieś kwasy, ale ostatecznie chyba mniej ważne niż ciągłe tłumaczenie się z „wieku zgody”, „lekkiej pedofilii” czy roli kobiet w społeczeństwie. Znowu, to Konfederatów dusiło w każdej rozmowie.

– rozumiejąc młodzieżowy styl prowadzenia kampanii, swoisty show, którego inni nie pokazywali, nie można jednak abstrahować od tego, że Polacy traktują politykę w okresie kampanijnym jako coś poważnego. Latający Mentzen, który w sumie odbył w dwa dni 10 spotkań to na pewno sprawa efektowna, ale czy przyniosła realny przyrost? Bo na pewno przyrostu nie przyniosły fruwające po Internecie filmiki z zataczającym się Mentzenem (osobiście bardzo Pana Mentzena, jego sposób argumentowania lubię).

– i ostatnia sprawa wynikająca (chyba!!!) z braku badań. Na końcu kampanii Polacy byli totalnie wykończeni młócką w wykonaniu głównych autorów. Zauważył to DT, który nagle złagodniał, zauważyli liderzy TD, którzy ciągle powtarzali pojednawczo „Dość kłótni…”, nie zauważyła Konfederacja, która musiała szarpać się medialnie, a nie z uśmiechem zwrócić z pokojowym przekazem.

———–

Osobiście uważam, że Konfederacja wciąż stanowi szansę w polskiej polityce, ale w jej działania musi wejść pełna profesjonalizacja. Czyli show jest ok, ale też dobry, merytoryczny przekaz do innych grup społecznych.
No i trochę prywaty, jak widzicie można być starszym człowiekiem i na Konfederację głosować. Demografia Was zniszczy, jeżeli tego nie zrozumiecie. Proponuję Konfederacji stworzenie takiego „Porozumienia Pokoleń”, w którym z jednej strony emerytom zagwarantowalibyście realną stabilność ich emerytur, ale poprosilibyście ich o zgodę na rezygnację z dodatkowych świadczeń w imię najnormalniejszego interesu ich dzieci i wnuków. Bo to przecież oni – dzieci i wnukowie – będą ten garb dźwigali.

Trzymam za Was kciuki!

Fot. Wikimedia