Co by było gdybym siedział przez długi czas pomiędzy Barneyem i Fredem? Było by z pewnością wesoło, ale po jakimś czasie było przerażająco! Fred zapewne śmierdziałby nieludzko starym potem a Barney cały czas niemiłosiernie pierdziałby grochem. Powoli też zacząłbym myśleć i robić to co ci dwaj Panowie. Kiedy pokazali by mi pierdzenie pachą i picie kamienną rurką przez nos, a wkrótce potem poszlibyśmy wyśmiewać ludzi przez Flinstono łącza… prawdopodobnie zwątpiłbym i wyszedł.

A jak jest dzisiaj? Anatomia problemu

Pytanie postawione w tytule, ma bardzo oczywistą odpowiedź. Każdy, kto interesuje się polityką w naszym kraju kiedyś je sobie postawił.
Odpowiedź jest mniej więcej taka: ,,Nie ma na kogo zagłosować, głosuje na mniejsze zło” (więc jest mi wszystko jedno kogo wybiorę. Bo i tak nic się nie zmieni -żelazna logika). Traktujemy partie w Polsce jakby prawie niczym się nie różniły, modyfikując wcześniejsze zdanie otrzymujemy: ,,Nie ma na kogo zagłosować, wygra albo PiS albo PO i ci są źli i tamci też byli źli, dlatego nie ma różnicy a na innych nikt nie głosuje, czy i tak nigdy nie zagłosuje”.

W tym wpisie jednak nie będziemy rozwijali tego zdania. Dziś chodzi o nasze myślenie i postrzeganie. Zostaliśmy sprowadzeni do roli ciemnego, tępego obywatela, któremu wpaja się medialną papkę. Sztaby PRowców, ludzi od reklamy i strategii politycznych starają się rozegrać typowego Polaka, tak aby zawsze machnął ręką a w czasie wyborów i ugryzł wzrokiem najlepszą możliwą ofertę.

Co powinniśmy zrobić?

Do wyborów powinniśmy podejść, poprzez to, co dane ugrupowanie głosi i realnie może zrobić. Głosując na coś z miejsca będącego nierealnym nie posuwamy się do przodu, a kolejne pokolenie ma 4 lata do tyłu. Tak więc kiedy zobaczysz historię przypominającą ,,złoty pociąg” Polaku zastanów się czy historia jest bardziej bajką, czy naukową tezą znanych archeologów.

Internet pełni w dzisiejszym świecie rolę pacyfikatora nastrojów, ale również narzędzia, które te nastroje potrafi w niesamowity sposób podkręcić. Tysiące, dziesiątki tysięcy osób wyrażając niepochlebne opinie wyrzuca z siebie całe wkurzenie na władzę i widzi, że nie jest z nią samo.
Pojawiają się obrazki przedrzeźniające polityków, pokazujące ich durne wypowiedzi lub przerysowujące ich w karykatury ludzi. Dzięki temu, ktoś będący jakimś autorytetem zostaje wrzucony do jednego worka z Ryszardem Petru, mówiącym o sześciu królach i wchodzącym ostatnio w retorykę antysystemowca – śmiać się czy płakać oto jest pytanie (wywiad dla RP 23 sierpnia
http://fakty.interia.pl/prasa/news-petru-dla-rzeczpospolitej-po-i-pis-to-ten-sam-uklad,nId,2256375).
A co dzieje się kiedy w internetowym tyglu mieszają się osoby maksymalnie wkurzone i te o skrajnych poglądach? Wtedy pisanina może przeistoczyć się w realne działania.

W sieci ludzie często stają się ociężali i leniwi, dowodem na to jest, że w dobie wujka Googla nie potrafią sprawdzić informacji z obrazka. Tutaj można pomylić ,,mema” z cytatem. Bo jeżeli nie napisali i nie powiedzieli to cytatu prawdopodobnie nie było. Co więcej wychwalają czasem kłamstwa np. przekłamanie z gorszym sortem. Na antenie Telewizji Republika – wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego brzmiała tak:
„To powrót do metod z lat 2005-2007, ale także z czasów rządu Jana Olszewskiego, czyli też naszych, bo to był też rząd Porozumienia Centrum. To się powtarza. Ten nawyk donoszenia na Polskę zagranicę. W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. I to jest właśnie nawiązywanie do tego. To jest w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków. Ten najgorszy sort właśnie w tej chwili jest niesłychanie aktywny, bo czuje się zagrożony.”
Albo po prostu idą w zaparte pisząc:
,,-Ten polityk to kłamca”, nie wiedząc o nim dosłownie nic. Ile razy widziałem starsze osoby krytykujące coś non stop, które zapytane dlaczego tak mówią, nie umiały nic odpowiedzieć. Jeżeli w ogóle coś wydukały, to nic sensownego:
– ,,A bo tak!”
Poszperajcie ludzie w Wikipedii, poczytajcie trochę o polityce na blogach, wejdźcie na kształcące filmiki na Youtube, zróbcie modny ostatnio research w temacie wcześniejszych „osiągnięć” aktualnych gwiazd polityki… I nie pozwólcie plasować się gdzieś pomiędzy Fredem a Barneyem z Flinstonów.

Internet robi nam praktyczne ,,dziury w mózgu”. Nie wyłapując faktów i nie zapamiętując chociażby źródła informacji pozostają nam w głowie jedynie proste skojarzenia z informacją, że coś nas bawiło, coś zbulwersowało albo doprowadziło do łez. Czytamy nagłówki, bo teksty są zbyt długie, aby przeczytać je od początku do końca. Ile razy zdarzyło mi się zapytać ,,eksperta” o jakiś temat a potem dowiedzieć się:
– A sorry czytałem tylko nagłówek.
-,, A sorry” już kojarzy mi się z dziadowskim podejściem do rzeczy. Ale ,,ekspert” umiał napisać coś w stylu: ,,no co za debil, jemu to już nic nie pomoże”
Nie czytałeś czegoś to nie komentuj – powinno być świętą zasadą panującą w Internecie. Tak rozpoznaje się papugi od mądrych ludzi. Słowo hejter jest słowem przereklamowanym, czasami hejterami są zwyczajni niedoinformowani ludzie.

Skoro społeczeństwo nie chce się edukować, nie chce poznawać nowych rozwiązań, jakie mogłyby się pojawić w ich ojczyźnie, to zaczyna narzekać. Narzekamy poczynając od polityków, poprzez złe jedzenie, na siebie na wzajem: w rodzinie, wśród przyjaciół, w sklepie, w kolejce w piekarni czy u lekarza. Słuchać się tego nie da! Tylko, że to właśnie my jesteśmy za to odpowiedzialni, bo nie chcemy zmieniać ani naszych decyzji, ani postępowania. Jak mawiał Albert Einstein ,, głupotą jest robić ciągle to samo i oczekiwać różnych rezultatów”. Po tym cytacie pytanie do młodych, tak bardzo chcecie udawać mądrych ale jednocześnie chcecie być niepoważnymi?

Zatem obywatele stańcie na starcie wyścigu, poproście żony, mężów, dzieci o zrobienie porządnego przeglądu, spośród ugrupowań stojących na scenie politycznej. Sprawdźcie co już zrobili (co obiecali ale się nie wywiązali), co chcą zrobić i śledźcie ich poczynania. Wtedy, podczas przyszłych wyborów nie pójdziecie znowu do urn i nie wypowiecie słów:
,,Nie ma na kogo zagłosować, głosuję na mniejsze zło”