Motto: „…jadą sobie zwłoki czyjeś,
rodzinka łka
on już umarł – a ja żyję
wesoło mi, cha – cha !”
Jerzy Jurandot, „Wesoło mi”

Był chłodny poranek 5 marca roku Pańskiego 1953. Kilka godzin wcześniej w niewyjaśnionych do końca okolicznościach skonał w swojej willi pod Moskwą w otoczeniu najbliższych współpracowników krwawy wódz ZSRR, tryumfator II Wojny Światowej, Iosif Wissarionowicz Stalin czyli Gruzin Szoszo Dżugaszwili, radziecki rewolucjonista i póżniejszy dyktator, sławny z najgorszych zbrodni przeciwko ludzkości, w tym najbardziej przeciw tym narodom, którymi jako satrapa w funkcji sowieckiego imperatora sam władał i miał, żeby tak powiedzieć, do swojej i swoich służb dyspozycji.

Gazety Moskwy i podległych jej państw kominternu wybiły we wszystkich krajach i miastach bloku wschodniego fakt ten największymi z możliwych czytelnych czcionek i czarnymi literami ogłosiły światu złowrogą traumę. Dla beneficjentów komunizmu żałoba i trwoga z tego faktu płynąca była oczywista. Jednak wśród narodów bloku wschodniego, uciskanych przyjacielskimi kamaszami Stalina zapanowała głęboko skrywana i bezgraniczna radość. Nareszcie… Liczono nawet trochę na to że podniesie się choć na chwilę żelazna kurtyna, ale nie wiedziano że już dawno łańcuchy jej mechanizmów rozkradziono na wódkę a samą kurtynę głęboko wbetonowano, by komuś nie przyszło do głowy uniesienie jej choćby na milimetr. Dla niektórych spośród kilku otaczających dyktatora podwładnych taka dziura w płocie komunizmu mogła być nawet zbawienna. Śmierć satrapy oznaczała w dyktaturze sowieckiej potężne trzęsienie ziemi, tornado na szczytach i aresztowania na wszystkich szczeblach władzy. Można to przyrównać do rzezi niewiniątek, zwłaszcza że już samo zejście Josifa Wasirionowiecza było dosyć zagadkowe.

Niesłychany jak na tę okoliczność traf zechciał,że w tym samym dniu  w cieniu Wielkiego Wodza odszedł na zawsze także inny sławny z ZSRR w świecie obywatel, symbol komunistycznego dobrodziejstwa i rewolucyjnej muzycznej neosztuki, wielki radziecki artysta, kompozytor, i pianista-wirtuoz Sergiusz Prokofiew. Fakt ten odnotowano w tych samych co i w przypadku śmierci Stalina gazetach ale małym druczkiem w dolnym rogu ich pierwszych stron, dzięki czemu tylko nieliczni mogli się zorientować czyja smierć miała dla świata mniejsze znaczenie.

Sergiusz Prokofiew, wychowanek paryskiego konserwatorium i najlepszej jak na owe czasy szkoły kompozytorskiej pod dyrekcją sławnej pedagog Nadii Boulanger od czasu, gdy hucznie powrócił do ZSRR uważany był za głównego reprezentanta muzyki radzieckiego socrealizmu i wojującego antyburżuazyjnego antyformalistę, sławiącego w swojej niezwykłej sztuce dobrodziejstwa dokonań sowieckiego imperium. Z biegiem czasu dawał temu głębiej wyraz w coraz bardziej ponurych i dekadenckich kompozycjach o ciężkawej późnoromantycznej formie a także w stylistyce, uciekającej w banał i ironię przeszytą bolesnym sarkazmem. Szczytem tych osiągnięć jest choćby uważany za arcytrudny wykonawczo i wyjątkowo szaleńczy w wyrazie jego 5. koncert fortepianowy.

Rankiem owego pamiętnego dnia gdy świat dowiedział się o śmierci Ojca Narodu Radzieckiego a przy okazji także o śmierci wielkiego artysty Sergiusza Prokfiewa, katowickimi ulicami zmierzał na próbę Wielkiej Symfonicznej Orkiestry Polskiego Radio jej słynny polski dyrygent Grzegorz Fittelberg, mijając po drodze wyeksponowane w kioskach nagłówki wszystkich gazet a szczególnie jednej, PRL-owskiej tuby radzieckiej propagandy czyli Trybuny Ludu, głoszące śmierć Josifa Stalina. Wokół panowała grobowa cisza, życie zdawało się, zupełnie zamarło. Tylko ptaszki najbezczelniej radośnie wieściły zbliżającą się wiosnę. Stanąwszy przed orkiestrą zauważył wśród muzyków niemałe zafrapowanie. Panował jednoznaczny nastrój.

Fittelberg jako świetny psycholog postanowił więc rozładować napięcie, podkreślając na swój sposób doniosłość i wyjątkowość tej chwili.

– Szanowni Państwo, zwrócił się do orkiestry – dzisiaj w nocy jak zapewne wszyscy Państwo już wiecie zmarł w Moskwie wielki człowiek. Opuścił ten świat ktoś, komu ludzkość zawdzięcza wielki kulturowy wkład w jej dzieje, Europa w historię światowej rewolucji i przemianę kultury, a także nadzwyczajny rozwój cywilizacji socjalistycznej. Powstańmy więc i uczcijmy jego pamięć minutą ciszy, uczcijmy pamięć wielkiego człowieka.

Muzycy, co nieco zdumieni ale i przejęci bez szmeru powstali z miejsc. Nastała minuta grobowej ciszy. Obecni rutynowo na sali i zawodowo prawie niewidoczni funkcjonariusze urzędu bezpieczeństwa publicznego nie posiadali się z radości. Towarzysz dyrygent Fittelberg przeszedł ich najśmielsze oczekiwania i spełniał pokładane w nim od tylu lat przez komunistyczną partię nadzieje. I oni podnieśli się ze swoich miejsc. A gdy po długiej minucie czczenia grobową ciszą pamięci wielkiego człowieka muzycy usiedli wreszcie na swoich miejscach i wzięli w ręce instrumenty, Fittelberg, z figlarnym grymasem na twarzy dorzucił: – Słyszałem że Stalin też dzisiaj umarł?

Fazit: Stalin przeszedł do historii jako potwór i zbrodniarz. Prokofiew jako mimo wszystko dzielny, cierpiący w sowieckiej Rosji artysta i wizjoner muzyki, i sztuki. Artysta tworzący bardzo osobliwą i pełną wyrazu, niezwykłą sztukę. Za to cenią go do dzisiaj muzyka i muzycy. Ale, ciekawe że odeszli obydwaj akurat w tym samym dniu. Nieszczęścia odchodzą parami? A może seryjni samobójcy to nie jest wymysł naszych czasów? Dodajmy że z relacji świadków wynika że radziecką towarzyszką życia Prokofiewa była wysoko postawiona funkcjonariusz KGB, pani oficer, i prawdopodobnie ta sama osoba, która postarała się o to by jego pierwszą, przywiezioną z Hiszpanii żonę, skutecznie odesłano. Skutecznie i na zawsze, tam, skąd już się na ogół w Rosji prędko nie wracało. Stało się to podobno za wiedzą i zgodą Prokofiewa. Czegóż nie robi się dla sztuki…

Grzegorz Fittelberg zaś wiele lat później, przeniósłszy się służbowo do Warszawy, by pokierować artystycznie Orkiestrą Filharmonii Narodowej, wypełniając w druku formularza gablotkę: życiorys, wpisał: „Patrz – leksykon!”. I za to także bardzo go cenimy!

Autor: Tomasz Trzciński
Pianista, kompozytor i dyrygent
Więcej: www.tomasz-trzcinski.info