Wielki Czwartek to dzień narodzin kapłaństwa, ale dla mnie to przede wszystkim czas wdzięczności za ludzi, których Bóg ubrał w stułę i postawił na moich krętych drogach.

Piszę to jako człowiek, który niejedno widział i niejedno przeszedł. Od momentu, gdy jako sześcioletni chłopiec musiałem pożegnać Ojca, przez lata trudnej służby publicznej i brania odpowiedzialności za innych, aż po osobistą walkę z nowotworem i lęk o gasnące serce Mamy. To są chwile, w których wiara przestaje być teorią, a staje się jedynym ratunkiem, jakiego można się uchwycić.

Dziękuję dziś tym wszystkim Kapłanom, którzy towarzyszyli mi w tych trudnych momentach mojego życia. Tym z czasów licealnych, którzy formowali kręgosłup młodego chłopaka, i tym, z którymi na pielgrzymkach, czy podczas adoracji szukałem odpowiedzi na trudne pytania. Dziękuję moim współpracownikom od spraw beznadziejnych – księżom, z którymi ramię w ramię organizowaliśmy akcje charytatywne, niosąc realną pomoc tam, gdzie brakowało już nadziei. Wasza gotowość do działania była dla mnie zawsze dowodem na to, że Kościół to nie mury, ale żywa obecność przy drugim człowieku.
Jednak nade wszystko dziękuję Wam za obecność w moich osobistych „Wielkich Piątkach”. Gdy choroba uderzyła ponownie, gdy lęk o najbliższych paraliżował codzienność – byliście. Nie potrzebowałem wtedy wielkich kazań, ale Waszego świadectwa, że Bóg nie opuszcza człowieka w trudnych chwilach. Wasze dłonie niosące Sakramenty były i są dla mnie namacalnym dowodem na to, że Miłość jest silniejsza niż lęk, a życie ma sens głębszy, niż potrafimy to sobie wyobrazić w chwili cierpienia.

Drodzy Księża, Przyjaciele. Życzę Wam, abyście nigdy nie stracili tego ognia, który każe Wam iść do człowieka, zwłaszcza tego poturbowanego przez los. Niech Wasze kapłaństwo będzie zawsze takie, jakiego ja doświadczyłem: odważne, bliskie i autentyczne.
Życzę Wam siły proroka i serca ojca, byście potrafili być ostoją dla tych, którzy tracą grunt pod nogami. Pamiętajcie, że Wasza służba, choć często cicha i niedoceniana, rzeźbi w nas – ludziach, których spotykacie – trwałe ślady wieczności.

Dziękuję, że jesteście. Zapewniam Was o mojej modlitwie – niech będzie ona dla Was dzisiaj tak realnym oparciem, jak Wasza obecność była dla mnie w moich najtrudniejszych godzinach.