Co pewien czas czytam na różnych forach wpisy na temat wojskowych w stylu: „na armii, to się pan zna, ale niech pan nie zabiera głosu w sprawie… (i tu konkretna sprawa)”.

Wojskowi traktowani są jak troglodyci, którzy poza bieganiem z karabinem i kopaniem okopów, o niczym innym nie mają pojęcia. Jako oficer rezerwy – zdaniem wielu – nie mam prawa oceniać działań polityków czy systemu edukacji dotykającego moich dzieci tylko dlatego, że nosiłem mundur. Nikt natomiast tego prawa nie odmawia – przy całym szacunku – panu Zenkowi spod budki z piwem.

Być może dla wielu jest to szokiem, ale przeciętny oficer jest zazwyczaj lepiej wykształcony i bardziej obyty w świecie od przeciętnego absolwenta wyższej szkoły tego i owego. Jest też nieco bardziej doświadczony w praktyce działania w swoim obszarze od wielu „biurkowych specjalistów”.

Podobnie jak wielu moich kolegów na krajowych i zagranicznych uczelniach spędziłem prawie 10 lat życia. Dowodząc różnego rodzaju poddziałami i oddziałami odpowiadałem za ludzi, sprzęt, realizację zadania, bezpieczeństwo cywili żyjących na terenie moich działań. Byłem rozliczany ze skuteczności, nie z procedowania. Z działania, nie dyskutowania. Przywództwo i kierowanie kilkusetosobowymi zespołami zaliczałem w terenie: w byłej Jugosławii, Kosowie, Iraku czy Afganistanie. Często na gadanie nie było czasu. Nie oznacza to jednak, że nie mam swojego zdania, z którym zamierzam się kryć w jakiś okopach.

Przyjęto uważać, że cywilna kontrola nad armią to eleganckie określenie pospolitego kagańca. Jednocześnie się oczekuje, że przez ten kaganiec my – wojskowi – niczym pies na łańcuchu będziemy gryźć. Z jednej strony słyszymy, że żołnierze powinni się „stawiać” niekompetentnym politykom, z drugiej – że mają milczeć nawet wtedy, gdy nie łamią podległości służbowej i innych przepisów. Trochę trudno spełnić te sprzeczne oczekiwania.

Rozumiem, że niektórym moje opinie czy poglądy nie odpowiadają. Że wielu rozczarowałem, bo nie jestem fanatycznym wyznawcą tej czy innej opcji i bezkrytycznym wielbicielem niektórych postaci. Nawet mnie to cieszy. Nie jestem zupą pomidorową, żeby mnie wszyscy lubili. Ci, którzy nie mogą mnie znieść, zawsze mają możliwość usunięcia się z grona znajomych. A Tych, którzy decydują się pozostać bardzo proszę, by nie oczekiwali, że będę głosił ich, a nie swoje, opinie i poglądy.

Z żołnierskim pozdrowieniem dla Wszystkich!

Autor: gen. dyw. dr Roman Polko
Generał dywizji Wojska Polskiego, oficer dyplomowany wojsk powietrznodesantowych i sił specjalnych, doktor nauk wojskowych w specjalności kierowanie organizacją. Dowódca JW 4115, 1328, 2305, Zastępca Szefa BBN, p.o. Szefa BBN podczas prezydentury prof. Lecha Kaczyńskiego, były dowódca GROM. Uczestniczył m.in. w operacjach UNPROFOR, KFOR, II wojna w Zatoce Perskiej. W 2005 r. została wydana książka pt.: „Gromowładny”, będąca wywiadem-rzeką Magdaleny Łukaszewicz z Romanem Polko. W 2008 r. ukazała się jego publikacja – koncepcja systemu zwalczania terroryzmu „GROM w działaniach przeciwterrorystycznych” oraz napisana wspólnie z żona książka – poradnik „Armia. Instrukcja obsługi”. W styczniu 2012 roku ukazała się jego kolejna publikacja napisana wspólnie z żoną Pauliną Polko pt.: „RozGROMić konkurencję”, a w 2014 roku kontynuacja – „Szefologika, czyli logika szefowania”.

Fot. Rys Jan