Felieton głównie z inspiracji jednym z wpisów redaktora Jerzego Karwelisa pt. „Czemu Polacy nie dymią? Próbka analizki”, lecz nie tyle zajmę się zagadnieniem ujętym w tamtym artykule dlaczego Polacy nie protestowali przeciwko koronapropagandzie i wszystkiemu, co z tym związane, ale pokażę przypomnę prawdziwą genezę krajowych podziałów politycznych, konkretnie, że są one starsze, niż wojna plemienna POPiS.
Odnosząc się do współczesności redaktor Karwelis słusznie wskazuje na fakt przyprawiania gęby Konfederacji, bo to widać gołym okiem, natomiast jest to część tej oczywistej prawdy, bowiem nie da się ukryć, że to środowisko także niestety samo przyczyniło się do negatywnych opinii na swój temat, nawet, gdy działali wcześniej pod innymi nazwami, czyli sami też nie są bez winy i warto o tym pamiętać i mówić wspierając ich działania konstruktywne.
Wojna plemienna POPiS rzeczywiście od samego początku stała się bardzo wyraźna i bardzo wielu okopało się po jednej lub drugiej stronie tego sporu i takie głosy o konieczności zaistnienia nowej prawicowej elity, jak choćby ten wspomniany przeze mnie w „Busolach dla młodych” były mniej popularne.
Swego czasu zastanawiałem się nad tym, jaka byłaby moja pozycja w moim szeroko pojętym gronie znajomych na uczelni, gdybym wówczas nie wspierał PO, przy czym myślę nie o sytuacji, gdy popierałbym PiS, ale takiej, gdyby już wówczas istniała ta prawidłowa wiarygodna siła polityczna dla Polski. Myślę, że miałbym tak czy tak dobrą pozycję społeczną, zresztą można domniemywać, że wielu w moim gronie w wypadku istnienia tego czegoś lepszego popieraliby ten ruch, a nie PO, jak też nie wszyscy byli już wtedy za Platformą.
Warto wspomnieć o tym, że osoby nie z grona uczelnianego, które wypominały mi wspieranie PO same politycznie dałyby pociąć się za Unię Wolności, a Leszek Balcerowicz wiele lat był dla nich wręcz świeckim świętym.
W tym miejscu dochodzimy do tej kwestii wartej przypomnienia, choć wielu na naszych łamach pewnie ma tego świadomość.
Często słyszy się jak to według jednych PO, a według innych PiS podzieliły rodziny i w ogóle Polaków, lecz nie jest to prawdą, bo te podziały są jeszcze starsze. Doskonale pamiętam choćby to, jak stosunek do Leszka Balcerowicza i kształtu przemian bardzo mocno dzielił rodziny i w ogóle Polaków. Z kolei ta strona dziś pisowska również miała swoje ówczesne świętości.
Pułkownik Piotr Wroński często mówi w kontekście początku przemian, że gdyby wtedy głosił to wszystko, co obecnie mówi i pisze, ludzie by go zlinczowali i powiesili. To jak najbardziej prawda, co więcej należy to rozciągnąć na dalszy czas, czyli na drugą połowę lat 90, a nawet to zahaczało jeszcze o początek lat dwutysięcznych.
Jestem akurat w takim wieku, że miałem możliwość to zaobserwować i dlatego wiem, o czym mowa bardzo dobrze to pamiętam. Faktycznie było właśnie tak, że jakakolwiek krytyka Lecha Wałęsy, czy też wtedy Akcji Wyborczej Solidarność, a nawet opowiadanie modnych wtedy dowcipów o Lechu Wałęsie, czy też właśnie o Marianie Krzaklewskim i całej AWS groziły społecznym ostracyzmem i była grupa dzisiejszych mniejszych lub większych sympatyków PiS, którzy tak do tego podchodzili.
Warto odnieść się jeszcze do pewnego postulatu w zakresie prawa wyborczego i uczynię to właśnie w tym miejscu, bowiem niektórzy pokładają w nim nadzieje widząc w tym odpowiednie narzędzie kreacji nowej elity.
Co jakiś czas pojawia się postulat obowiązkowego udziału w głosowaniu w wyborach i jednym z głosicieli tego punktu programu jest Witold Kowalczyk publikujący na trybunalscy.pl, zresztą ilekroć jest o tym mowa pojawia się argument, że jest tak w kilku krajach i że warto pójść w tym kierunku także u nas.
Może jest to myślenie, że dzięki temu ci, którzy nie są politycznie wyrobieni będą mieli większą świadomość.
Nie wydaje mi się, aby w Polsce jedno z drugim mogło iść w parze, dlatego do postulatu obowiązku udziału w głosowaniu mam stosunek sceptyczny, nawet przy zrozumieniu potencjalnych celów przyświecających zwolennikom tego rozwiązania.
Jestem natomiast za zniesieniem ciszy wyborczej.
Zostaw komentarz