Znowu giną ludzie w górnictwie. Najpierw „Pniówek”, teraz „Zofiówka” (były „Manifest Lipcowy”), obecnie ruch kopalni „Borynia”. Nie jestem ekspertem w tej branży jednak jako żurnalista – recydywista otarłem się o nią.

Najpierw w latach 1980 do 1981 pracowałem w dwutygodniku „Górnicze Wiadomości” (Wodzisław Śląski). Miałem do czynienia głównie z kopalnią Rydułtowy oraz Anna. W tej pierwszej związkowcy przeczołgali mnie przez chodnik o wysokości 40 cm, żeby pokazać w jakich warunkach fedrują. Dyrekcji się to nie spodobało.

Kilka miesięcy miesięcy mieszkałem także w domu górnika… Pisywałem również o hajerach i czarnym złocie do takich gazet jak – „Wieczór”, „Goniec Górnośląski”, czy też „Dziennik Zachodni”. Ukoronowaniem w tym względzie było redagowanie przez 6 miesięcy w 2005 roku gazety Jastrzębskiej Spółki Węglowej pod nazwą „Nowe Sygnały Jastrzębskie”.

W sumie na dole byłem 10 razy. Także w kopalni „Pniówek”. Pamiętam, że w tej ostatniej lekarz nie chciał dopuścić mnie do zjazdu. Ciśnienie skoczyło mi na 180 plus coś tam i dopiero po 2 godzinach oczekiwania mogłem się przebrać za górnika. Co innego przebrać, założyć biały kask dozoru i iść na wycieczkę. A co innego być tym górnikiem.

Z tych czasów pochodzi mój tekst o ratownikach z kopalni „Borynia”. Pozwalam sobie go przypomnieć.

Zbigniew ZEW Wieczorek

RATOWNICY Z „BORYNI”

Ratownictwo górnicze poważna rzecz, jednak być może pierwszym w dziejach świata specjalistą w tej dziedzinie miałby szansę zostać …Noe. A to niby dlaczego? We wnętrzu góry Ararat do dzisiaj płoną pokłady węgla a ponieważ pożar podziemny rządzi się swoimi prawami i potop być może nie byłby w stanie im zaszkodzić.

Jeżeli chodzi o polskie górnictwo to najdłuższe tradycje w zakresie przestrzegania zasad bezpieczeństwa mają kopalnie soli. Pierwsze reguły i przepisy pojawiły się tam już w XVIII wieku. I tak nakazano m. in. aby w kaplicach nie ustawiać drewnianych figur; na dole nie wolno także było używać broni palnej oraz palić tytoniu. W każdy dzień miesiąca specjalni ludzi czuwali z beczkami, wężami i sikawkami, aby reagować na wypadek pożaru. Nagrody wypłacano, jakże by inaczej, w …soli.

Obecnie bez ratowników nie wyobrażamy sobie życia w żadnej z kopalni. My złożyliśmy w połowie lutego 2005 roku wizytę w Kopalnianej Stacji Ratownictwa Górniczego KWK “Borynia”.

  • Stacja liczy tyle lat ile kopalnia. Aktualnie drużyna ratownicza składa się ze 162 osób. Są to nie tylko ratownicy czynni, których jest 143 lecz także kierownicy, mechanicy i specjaliści. Praca nasza polega na stałej dyspozycyjności, wykonywaniu szeregu działań o charakterze profilaktycznym mających miejsce np. w przypadku zakończenia eksploatacji w ścianie oraz szkoleniu załogi w zakresie używania niezbędnego sprzętu – powiedział nam pierwszy mechanik sprzętu ratowniczego KWK “Borynia” Krzysztof Osemlak.

8 lat temu przyszedł na kopalnię w Szerokiej z nieistniejącej już KWK “Żory”. Ratownicy są bowiem jak kapitan – opuszczają okręt ostatni; tuż przed nimi są służby bhp oraz ochrona. Ich zadaniem jest bowiem odpowiednie zabezpieczenie likwidowanej kopalni – odpowiedzialny to obowiązek, ale i smutny, zwłaszcza w przypadku zakładu w którym się parę lat przepracowało.

A jak wygląda codzienna praca ratownicza? Przykładowo w środę, 16 lutego 2005 roku, kiedy to byliśmy w “Boryni” na dół zjechały dwa zastępy ratownicze. Każdy z nich liczy 5 osób a jego skład tworzą dowódca – zastępowy oraz fachowcy o różnych, uzupełniających się specjalnościach takich jak ślusarz, elektryk i górnik. Zakres obowiązków ratownika jest bowiem bardzo szeroki, a poza tym te zastępy, które są na dole w razie zagrożenia idą do akcji na pierwszy ogień.

KOPALNIA TO ORGANIZM ŻYWY

Biblią ratowników w “Boryni” (podobnie jak w innych kopalniach) jest “Plan ratownictwa”. Jest on bez przerwy zmieniany i aktualizowany ponieważ po pierwsze kopalnia to organizm żywy, będący w ciągłym ruchu dlatego też zmieniają się miejsca eksploatacji oraz np. związane z tym drogi ucieczki; po drugie – w składzie drużyny ratowniczej zachodzą ciągłe zmiany personalne.

Ratownicy to elita do której dostać się niełatwo, bo też obciążenia psychiczne i fizyczne związane z tym zawodem są znaczne. Dodatkowo jeszcze każdy z ludzi w białych hełmach z czerwonym paskiem ma w ręku jeden, albo kilka fachów. Teoretycznie kandydat na ratownika powinien przepracować w kopalni co najmniej rok i mieć ukończone 21 lat. Pozostaje jeszcze, bagatela, przejść badania wydolnościowe w Ośrodku Badań Ratowniczych w Bytomiu.

50 STOPNI TO NIE PRZELEWKI

„Najmilej” ci, którzy to już przeszli wspominają pobyt w komorze cieplnej. Trwa on 1,5 godziny a temperatura dochodzi tam do 50 stopni! Trzeba mieć naprawdę serce jak dzwon, aby to wytrzymać. Jeszcze do niedawna badano kandydatów przed i po wyjściu z tej „sauny” – od tego roku jednak mają być oni w trakcie podłączeni do aparatury badawczej, która kontrolować będzie reakcję organizmu na podwyższoną temperaturę.

W tej chwili nie ma ograniczenia wiekowego, jeżeli chodzi o ratowników. Jedynie po 45-tym roku życia badania przechodzi się nie co rok, a co 6 miesięcy. A jak jest z liczeniem stażu pracy? Zasada 1 rok równa się 18 miesięcy obowiązuje owszem, ale liczy się to jedynie do nagród jubileuszowych. Czyli wychodzi 5 lat ratowniczych w porównaniu do 3 lat górniczych.

Słowo jeszcze o szkoleniach każdy z górników przechodzi je w Kopalnianej Stacji Ratownictwa Górniczego KWK “Borynia” w zakresie obsługi aparatów AU9L i SR 100 oraz 60 dwa razy do roku. Sami pracownicy stacji mają do dyspozycji już aparaty ratownicze W-70, czyli wyższą szkołę jazdy. Jeden, z pełnym oprzyrządowaniem, kosztuje zresztą ok. 20 tys. zł (producent „Faser”, Tarnowskie Góry). Co jeszcze – specjalnością ratowników z „Boryni” jest pogotowie pomiarowe, dysponujące chromatografem oraz sekcja nurków, jedyna bodajże w przemyśle wydobywczym w Polsce. Zresztą w stacji jest specjalna sala, gdzie są stroje nurków oraz butle tlenowe (produkcji niemieckiej firmy Dreger).

SĄ I NURKOWIE

Zwraca tam uwagę okazały hełm z brązu, dar Polskiego Ratownictwa Okrętowego. Ratownicy żartują, że byłby on gratką dla zbieraczy surowców wtórnych. Nurkowie z kopalni mają za zadanie penetrować (w razie potrzeby) zatopione szyby. Póki co ćwiczą na basenie w Jastrzębiu Zdroju oraz na dorocznych obozach kondycyjnych. W 2004 r. takie zgrupowanie miało miejsce w Białokoszy (Wielkopolska).

Spokoju braci ratowniczej i kopalni strzeże znajdująca się w sali z aparatami W-70 figura Świętej Barbary. Jak na razie opieka ta jest bardzo skuteczna. I oby tak było jak najdłużej!

Z. A. Wieczorek

PS. Dziękuję za pomoc w przygotowaniu tego materiału udzieloną mi przez mgra inż. Mieczysława Kocota.

JESZCZE RAZ AUTOR

O tym co się stało z polskim górnictwem i czy tak być musiało dzieli się swymi uwagami dr Jerzy Markowski w swym wczorajszym artykule (Dziennik Zachodni). Rozdarci między Unią a Rosją chyba już nie zdążymy się nauczyć.

Z awangardy klasy robotniczej a także planów gazyfikacji węgla oraz innych pomysłów pozostało tylko wspomnienie. ZEW

Zdjęcia okładka gazety JSW. Górnicy z kopalni „Krupiński”. Rzeźba Górnicza Rodzina. Orkiestra KWK Zofiówka.