Przyroda budziła się do życia. Młoda kobieta czuła, że nadszedł czas rozwiązania. Była sama — męża zbójcy zabili krótko po ślubie. Do chaty przybyły dwie baby, co niejedno nowe życie na świat przyjęły.
Po chwili rozległ się krzyk.
— To potwór… Urodziłaś potwora!
Dziewczynka miała ogromne, wyłupiaste oczy, nieproporcjonalnie długie kończyny i wielki guz na plecach.
— Czart musiał na ciebie urok rzucić, gdy zbierałaś zioła na Diabelskiej Łące — rzekła jedna z kobiet.
Kobieta tylko kiwnęła głową. Nikt nie miał prawa tam chodzić. Kto się zapuścił, nie wracał wcale albo zostawał kaleką.
— Musiałam… musiałam… — szeptała ledwo żywa. — Męża chciałam z ran uleczyć…
Zapadła w ciemność. Zemdlała.
— Dziecka trza się pozbyć jak najszybciej. To diabelskie nasienie. Gdy się obudzi, powiemy, że pomarło.
Jak postanowiły, tak też uczyniły. Wyniosły dziecko na leśną polanę i porzuciły je na pastwę losu.
Niedźwiedzica, co dopiero z gawry wyszła, natknęła się na zawiniątko. Wzięła je w zęby i zaniosła do legowiska. Czekały tam na nią dwa maluchy. Dziewczynka zaczęła płakać. Po chwili cała trójka ssała ciepłe mleko.
Mijały dni, tygodnie, miesiące i lata. Dziewczyna poznała mowę niedźwiedzi. Dostała imię Hylata — w języku jej nowej rodziny znaczyło to „Ta, co pełza”.
Gdy dorosła, niedźwiedzica opowiedziała jej, jak się tu znalazła i dlaczego tak wygląda. Hylata często z ukrycia podglądała ludzi. Chciała być taka jak oni, lecz potrafiła chodzić jedynie tak, jak jej przybrana rodzina.
— Jest rada — rzekła niedźwiedzica. — Trzeba złego biesa pokonać. Trzy dni drogi stąd mieszka ktoś, kto ci pomoże. Musisz iść, twój czas nadszedł. Pamiętaj, mieszkają tu twoje siostry i bracia. W razie potrzeby zawsze możesz liczyć na ich pomoc.
Ruszyła Hylata przed siebie, aż dotarła do miejsca, gdzie mieszkała szeptucha.
— Wiele lat czekam na ciebie — rzekła stara kobieta. — Złego, co krzywdę ludziom wyrządza, trzeba wreszcie poskromić. Stare księgi mówią, że dokonać tego może dziewczyna wychowana przez niedźwiedzie. Bies mieszka u podnóża góry, gdzie źródło bije. Trzeba nazbierać drzew, wejście zatarasować i ogień rozpalić. Skały pękną od gorąca i na zawsze zło uziemią.
— Jak mam tego dokonać? Zajmie mi to wiele dni…
Szeptucha uśmiechnęła się.
— Możesz liczyć na pomoc. Tu masz krzesiwo. Nim rozpalisz ogień.
Hylata wyszła przed ziemiankę i wydała z siebie potężny skowyt. Po chwili z każdej strony lasu dał się słyszeć szelest. Jak okiem sięgnąć, wszędzie roiło się od niedźwiedzi. Każdy niósł naręcze chrustu. W okamgnieniu wejście do pieczary zostało zasypane drewnem. Stos zapłonął.
Z wnętrza rozległ się przeraźliwy krzyk. Po chwili rozgrzane skały pękły i runęły, na zawsze tarasując wejście.
Gdy zgasła ostatnia iskra, Hylata poczuła, że dzieje się z nią coś dziwnego. Stała jak człowiek. Nie czuła już ciężaru na plecach. Dłonie i stopy miała delikatne.
Obok stała szeptucha.
— Klątwa zdjęta. Bies pokonany. Idź i przejrzyj się w potoku.
Z lustra wody spojrzała na Hylatę zupełnie inna postać.
— To nie mogę być ja…
Z koszmarnego potwora stała się nad wyraz urodziwą panną.
Hylata zapragnęła wrócić i jak najszybciej odnaleźć matkę. Towarzyszył jej prawdziwy orszak — siostry i bracia, z którymi dorastała, szli z nią aż do wsi, by zapewnić jej bezpieczeństwo.
Gdy zbliżali się do osady, ludzie pozamykali się w domach, myśląc, że to inwazja niedźwiedzi. Hylata ruszyła w stronę małej lepianki. Matka stała przy kuchni. Rozpoznała ją od razu.
Radości było co niemiara.
Gdy mieszkańcy dowiedzieli się, co się wydarzyło, postanowili podziękować niedźwiedziom i dziewczynie. Wieś wyprawiła ucztę, na którą przybyła leśna brać z całej okolicy. Nie zabrakło też niedźwiedzicy, która ocaliła Hylatę — dla niej przyniesiono antałek lipowego miodu.
Mieszkańcy pobudowali nową chałupę, do której wprowadziły się kobiety. Niedługo potem odbyło się wesele, a znów przybyła na nie leśna brać.
Aby pamięć o tym nie poszła w zapomnienie, postanowiono potok przepływający przez wieś nazwać imieniem dziewczyny. Wodospad, który tworzy ten magiczny zakątek bieszczadzkiej krainy, zwie się dziś Szepit. Podobno, gdy dobrze się wsłuchać, szepcze opowieści strudzonym wędrowcom.

Dziś po osadzie nie ma już śladu. Tylko potok Hylaty pamięta historię, jaka tu się wydarzyła…

Autor: Jędruś Ciupaga