Ku przestrodze młodym z telefonami pisane.
Staś, chłopak z zacięciem do Instagrama, postanowił zrobić sobie w Zaduszki zdjęcie na cmentarzu w Naramie. Nie byle jakie – z drona, z efektem mgły, zapadającego zmroku i zniczy w tle. „Będzie viral!” – pomyślał.
Zlekceważył przestrogę starszych, że w tych dniach nie wolno na cmentarzu robić fotografii, bo według starej słowiańskiej tradycji dusze zmarłych wracają na ziemię, by odwiedzić swoje groby. I niektóre, zwłaszcza te złośliwe, nie lubią być fotografowane.
Na zdjęciu, które Staś wrzucił do sieci, pojawiła się przymglona postać w kapeluszu – z oczami, z których aż iskry tryskały. Komentarze posypały się lawinowo: „Ale efekt!” Wow!, „Photoshop level master!”, „AR filter czy co?”.
I tylko Staś wiedział, że to nie był żaden efekt. Tylko kłopoty.
Bowiem od tamtej pory w jego domu gasły światła, znicze same się zapalały, w telefonie pojawiały się wiadomości pisane alfabetem świętego Cyryla, a w nocy czuł – albo mu się śniło – że ktoś wierci mu się w łóżku. Staś miał nadzieję, że to się jakoś uspokoi. Ale gdzie tam. Z dnia na dzień było tylko gorzej.
W końcu młodzieniec miał dość i poszedł do starej babki wróżki zza lasu, która znała się na słowiańskich rytuałach i umiała odcyniać. Ta spojrzała na zdjęcie, splunęła trzy razy przez lewe ramię, wyrwała czarnemu kogutowi pióro z ogona, pomamrotała coś pod nosem i w końcu powiedziała:
– Trza odprawić Dziady na cmentarzu. Ale pierwej przeproś. Głośno. Na stories też. I wykasuj to cholerne selfie, bo dusza w pikselach siedzi jak w zamkniętej klatce. I się wścieka jak fiks.
Staś usunął. Przeprosił. Publicznie. Ale dusza została. Bo jak mówi stare przysłowie z Naramy:
„Kto duszę w piksel złapie, ten z nią będzie przez rok obcował – aż do następnych Zaduszek, gdy dusza znów ruszy w zaświaty.”
Od tamtej pory Staś wrzuca tylko relacje z kawą i kotem. Po co mu kusić licho!
Prawda?

Zostaw komentarz