O partii Suwerenna Polska w subiektywnym wywiadzie Andrzej Maciejewski.
– Wysłuchałem wszystkich wystąpień i mogę powiedzieć, że chyba lepszego prezentu na uroczystości 3-go Maja chyba nikt z opozycji nie mógł sobie wymarzyć. Sama konwencja –owszem – była bardzo dobrze przygotowana od strony PR-owej i od strony wizerunkowej
wszystko wyglądało profesjonalnie. To, co budziło szacunek, to także wysoka frekwencja – ponad dwa tysiące sympatyków, członków, gdzie były też emocje. Suwerenna Polska zaakcentowała swoją obecność na polskiej scenie politycznej i pokazała, że ma potencjał. Natomiast warto odnotować fakt, że na konwencji nie był nikogo z władz Prawa i Sprawiedliwości.
Sekretarz generalny PiS, Krzysztof Sobolewski wyjaśnia, że nikt z kierownictwa tej formacji nie był zaproszony…
– To jest sygnał, który politolodzy od razu odczytują. Brak prezesa Jarosława Kaczyńskiego czy premiera Mateusza Morawieckiego świadczy o tym, że Suwerenna Polska próbuje się dystansować od Zjednoczonej Prawicy – zwłaszcza, że wcześniejsze konwencje odbywały się z udziałem kierownictwa PiS.
Czy zmiana nazwy partii na ostatniej, przedwyborczej prostej, to dobry pomysł?
– Z pozycji wyborców zmiana nazwy partii na pół roku przed wyborami parlamentarnymi jest błędem. Za mało jest czasu, żeby nowa nazwa, nowa – stara formacja okrzepła, a tym bardziej żeby zbudować coś od nowa. Ponadto ten ruch można odczytać jako brak szacunku do dorobku Solidarnej Polski, że samo kierownictwo tej formacji nie wierzy w swój własny dorobek i wcześniejsze osiągnięcia, a jednocześnie chce grubej kreski i nowego otwarcia. Oczywiście z politycznego punktu widzenia sama konwencja mogła być traktowana jako pewien element gry psychologicznej z PiS-em przed wyborami, jako wstęp do dyskusji o
miejscach na listach wyborczych i o nowym układzie wewnątrz koalicji Zjednoczonej Prawicy.
Jak ocenia Pan wystąpienia liderów Suwerennej Polski?
– To były dobre, merytoryczne wystąpienia, tylko – w pewnym momencie – miałem wątpliwości: – czy ten ostry kurs wobec Komisji Europejskiej zwiastuje, że przed nami są wybory do Sejmu i Senatu czy wybory do Parlamentu Europejskiego. I gdyby brać pod uwagę wybory do Europarlamentu, to były to bardzo merytoryczne, profesjonalne wystąpienia, ale przed nami wybory parlamentarne w Polsce. Warto podkreślić, że nie padały hasła o polexicie, a jedynie powrocie do korzeni UE jako „Europy Ojczyzn”.
Europosłowie Beata Kempa i Patryk Jaki pokazywali zagrożenia suwerenności na przykładzie Unii Europejskiej…
– Tak, ale z pozycji wyborców poruszane hasła czy tematy – może za wyjątkiem kwestii ochrony lasów – były stricte unijne jak chociażby zagrożenie związane z odejściem od produkcji i rejestracji samochodów spalinowych. Według unijnych decyzji ma to nastąpić po 2035 roku, i to są póki, co tematy abstrakcyjne, bo wyborcy dzisiaj tego jeszcze „nie czytają” – zgodnie z zasadą, że za pięć dwunasta wszyscy zaczną dopiero o tym myśleć. Zatem kwestie brukselskie – zważając, że przed nami najpierw wybory parlamentarne – są dla zwykłych wyborców póki, co mało czytelne. W mojej ocenie bardzo ważna zasada jaką jest suwerenność – przez formację Zbigniewa Ziobry sprzedawana w taki sposób – szczególnie, kiedy ciągle mamy inflację, mamy wojnę na Ukrainie, kiedy na polskiej scenie mamy totalną opozycję negującą wszystko, która nie potrafi wznieść ponad podziały i cieszyć się, że mamy
bezrobocie jedno z najniższych w Unii Europejskiej, to nie jest najlepszy sposób odróżniania się wewnątrz Zjednoczonej Prawicy. Co więcej odpalane są fajerwerki a do tego mamy prezenty dla opozycji. Otóż totalna opozycja otrzymała kolejny prezent, paliwo, że Zjednoczona Prawica chce iść na wojnę z Komisją Europejską. Nic więc dziwnego, że dzień po konwencji mamy przekazy np., że wyszło szydło z worka, wreszcie pokazali prawdziwe
oblicze, czy chociażby, że Donald Tusk miał rację itd. Pojawiły się argumenty, które faworyzują opozycję i kompletnie rozjeżdżają dotychczasową kampanię Zjednoczonej Prawicy. I tej postawy, tego błędu, nie da się obronić. Nie było natomiast poruszanych kwestii wojny, kryzysu, gospodarki w okresie pocovidowym i pomysłów na ich rozwiązanie – tego podczas tej konwencji zabrakło. Do tego czarę goryczy przelewa wpis wicemarszałka Ryszarda Terleckiego podsumowujący tę konwencję mianowicie „mała partia, ok. jeden procent poparcia, ogłasza, że to ona będzie bronić suwerenności Polski?”. Tak czy inaczej piękne święto Konstytucji 3-go Maja politycy Suwerennej Polski de facto zaprzepaścili zamiast wykorzystać do potwierdzenia jedności Zjednoczonej Prawicy.
Czy Suwerenna Polska samodzielnie może wystartować w wyborach parlamentarnych?
– Trudno to dzisiaj powiedzieć, natomiast taka opcja istnieje. Powiedział o tym Zbigniew Ziobro w wywiadzie udzielonym telewizji Polsat – będącym przedłużeniem konwencji, gdzie już pełnym zdaniem stwierdził, że jego formacja Suwerenna Polska ma wariant „b”, czyli samodzielny start w jesiennych wyborach parlamentarnych. I to jest w mojej ocenie punkt wyjścia do całej dyskusji, że w historyczny dzień 232. rocznicy uchwalenia Konstytucji 3-go Maja jedna z partii tworzących Zjednoczoną Prawicę zrobiła prezent dla Donald Tusk, Platforma Obywatelska, Lewica…, które to formacje mogły wczoraj świętować podwójnie. Te słowa min. Ziobry wskazują jasno, że jeżeli negocjacje i ustalenia z PiS-em nie pójdą po myśli Suwerennej Polski, to mamy rozłam w Zjednoczona Prawica. Tak to trzeba odczytać i tak też odczytują to politolodzy. Mam wrażenie, że ten ruch Zbigniewa Ziobry nie do końca został przemyślany. Otóż we wszystkich okręgach trzeba budować listy, także przeprowadzić kampanię zbierania podpisów poparcia, a poziom struktur w terenie jest bardzo różny i co Suwerenna Polska daje sygnał, że może dojść do bratobójczej walki…? To jest stawianie wyborców Zjednoczonej Prawicy w bardzo kłopotliwej sytuacji i powrót do roku 2011.
Czy rozłam w Zjednoczonej Prawicy już się dokonał?
– Na pewno podczas konwencji Suwerennej Polski nie było podkreślenia wielkiej wartości jaką jest istnienie już osiem lat Zjednoczonej Prawicy. Nie było zaakcentowania, że już osiem
lat trwają wspólne rządy PiS-u i Solidarnej, a teraz Suwerennej Polski. Nie było też deklaracji dotyczących kontynuowania tej współpracy i dalszego budowania tego formatu. Owszem pojawił się ukłon w kierunku prezesa Jarosława Kaczyńskiego i Prawo i Sprawiedliwość, ale dopiero wypowiedziany przez Zbigniewa Ziobrę, po około dwóch godzinach trwania konwencji. To też jest symptomatyczne.
Jak rozumieć słowa Krzysztofa Sobolewskiego, który odnosząc się do tworzenia list wyborczych mówi, że po konwencji Suwerennej Polski ten etap został nieco wycofany i rozmowy na ten temat będą teraz wyglądały inaczej?
– Sytuacja jest kłopotliwa, bo jest pytanie – na ile Suwerenna Polska zachowa się lojalnie do końca.
Może się okazać, że nazwiska kandydatów Suwerennej Polski nie znajdą się na listach Zjednoczonej Prawicy, i co wtedy z formacją Zbigniewa Ziobry?
– Wszystkie scenariusze są możliwe, co więcej w polityce nigdy się nie mówi nigdy. I do momentu, kiedy wciąż koalicjanci Zjednoczonej Prawicy – prezes Jarosław Kaczyński i prezes Zbigniew Ziobro nie usiądą do rozmów, to nie można wykluczyć żadnego wariantu. Uważam, że panowie prezesi muszą się spotkać i po męsku porozmawiać. Przed Zjednoczoną Prawicą na pewno są trudne chwile, pojawiają się też niepotrzebne emocje i przerzucanie
akcentów, co daje punkty do dyskusji totalnej opozycji. Nikt jak teraz Zbigniew Ziobro ze swoją ekipą – nie zrobił lepszego prezentu totalnej opozycji, dając jej argument do
krytykowania Zjednoczonej Prawicy.
Już raz Zbigniew Ziobro popełnił błąd wychodząc z koalicji z PiS-em, co skończyło się dla jego ugrupowania źle. Czyżby nie wyciągał wniosków?
– Dokładnie, w najnowszej historii polskiej polityki, to już raz było przerabiane i jak to się skończyło wszyscy doskonale wiemy. Już raz Zbigniew Ziobro – w 2011 roku – doprowadził do dekompozycji obozu prawicowego i widać, że nie wyciągnął żadnych wniosków. Mówię, to z przykrością, a jednocześnie – widać, że ma dobre samopoczucie. Tak naprawdę budowanie partii, jej siły wymaga czasu, pokory i cierpliwości. Natomiast w tym wypadku po za zmianą nazwy nie było żadnego konkretnego programu pod wybory parlamentarne, natomiast był program eurorealistów skrojony idealnie pod wybory do Parlamentu Europejskiego, tylko, że takie wybory odbędą się w przyszłym roku. Kolejny smutny wniosek jest taki, że po błędach Jarosława Gowina, który – jak skończył, to widzimy i Zbigniew Ziobro wchodzi teraz dokładnie w te same buty.
Czy ewentualny rozłam i wyjście Suwerennej Polski z szeregów Zjednoczonej Prawicy może być problematyczne dla PiS-u?
– Jest problematyczne dla Polski. Metoda d’Hondta nie lubi małych ruchów, metoda d”Hondta lubi, promuje silne, duże partie, ugrupowania, koalicje. Oczywiście rozumiem aspiracje, rozumiem ambicje polityków Suwerennej Polski, mam też świadomość, że negocjacje mające na celu wzmocnienie swojej pozycji, mają element psychologiczny, ale takie stawianie sprawy – na ostrzu noża, w dodatku w dniu historycznego święta wszystkich Polaków – święta bardzo pozytywnie się nam kojarzącego – jest krótkowzroczne i z całą pewnością nie służy sprawie. Zatem potrzeba szybkich reakcji, wyciągnięcia wniosków, bo inaczej po stronie totalnej opozycji zaraz pojawią się komentarze, że Zjednoczona Prawica już nie jest zjednoczona, że się sypie, że jako taka nie ma przyszłości, że na taki polityczny byt nie warto głosować. To jest dokładnie uderzenie w elektorat prawicowy i ta retoryka będzie teraz na porządku dziennym. Nie trzeba być fenomenem żeby przewidzieć jak to się skończy.
To, dlaczego Zbigniew Ziobro – w końcu doświadczony polityk, zdecydował się na taki kontrowersyjny ruch?
– Zabrakło cierpliwości, pokory, wewnętrznego spokoju a zaczęły dominować emocje i chęć zdobycia – na krótkim dystansie – silniejszej pozycji. Ktoś lub coś nakręciło prezesa Zbigniewa Ziobrę do tego żeby nagle wyjść przed szereg. Z tym, że to nie jest miejsce, to nie jest czas na tego typu działania. I tego się nie da obronić. Nawet mając odrębne zdanie w różnych kwestiach nie można rozbijać jedności, niszczyć koncepcji, która się sprawdziła, a nie do końca przemyślanymi ruchami dawać fory opozycji.
Andrzej Maciejewski – poseł na Sejm RP VIII kadencji, ekspert Instytutu Sobieskiego, członek partii Republikańskiej.
Fot. Suwerenna Polska /Twitter
Zostaw komentarz