Obiecywałam opisywanie zdarzeń nadzwyczajnych, jakich byłam świadkiem w swoim zyciu. Piotra juz znacie. Teraz bedzie inna historia. Całkiem niesamowita.
Mój kuzyn był marynarzem. Pływał w długie, dalekie rejsy. Ale z nich wracał. Ale pewnego razu nie wrócił. Nie dlatego, że zginął. Po prostu nie wrócil i tyle. Postanowił życ od nowa i na nowo. Rodzina nie wiedziała nawet gdzie jest..
Żona mimo to czekała – jak Penelopa. I doczekała się. Odyseusz wrócił po dwudziestu latach. Powiedziałabym – bardzo długo go nie bylo, ale wrócił w sama por. Opatrzność jakoś wyczuła, kiedy powinien wrócić. Bo tego lata, kiedy wrócil, jego córka i wnuk mieli spedzic wakacje na jachcie. „Odyseusz” postanowil płynąć z nimi. Zeby poznać dorosła juz córke i nieznanego jeszcze wnuczka.
Pamietacie ten straszliwy biały szkwał, który zatopił kilkadziesiat łódek i jachtów i spowodował smierc kilkunastu osób?
Wszyscy pamietamy, bo to zjawisko nadar rzedkie i bardzo straszne. Rodzina moich kuzynów była akurat na środku jeziora. Ojciec – doswiadczony marynarz, zapanował nad sytuacja. Przywiązał wnuka do córki, opanował panike, szczesliwie doprowadzil jacht do jakichs zarosli tak, aby szkwał przeszedl mimo. Nie tknawszy lodzi. Gdyby go nie bylo córka byłaby bezradna, zginęłaby wraz z synkiem.
Minelo wiele lat od tamtej chwili, a ja wciaz mysle: jak to sie stalo, ze wrócił „w sama pore”, Mówi sie o przypadkach, przeczuciach, opatrznosci. Nie potrafie powiedzieć, jak to sie stalo, ale wybieram wersje: opatrzność.
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz