A może by tak wrócić do rozwiązań z PRL-u?

Uchwalona przez Sejm dnia 16 maja 2019 roku ustawa o zmianie ustawy – Kodeks karny oraz niektórych innych ustaw wzbudziła emocje.

Powodem jest zmiana art. 212 kk polegająca na dodaniu § 2a o treści: Tej samej karze podlega, kto w celu popełnienia przestępstwa określonego w § 1 albo po jego popełnieniu tworzy fałszywe dowody na potwierdzenie nieprawdziwego zarzutu lub nakłania inne osoby do potwierdzenia okoliczności objętych jego treścią.

Przypomnijmy sobie cały przepis w dotychczasowym brzmieniu.

Art. 212 § 1 kk: Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną niemającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności,

podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.

§2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania,

podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

§ 3. W razie skazania za przestępstwo określone w § 1 lub 2 sąd może orzec nawiązkę na rzecz pokrzywdzonego, Polskiego Czerwonego Krzyża albo na inny cel społeczny wskazany przez pokrzywdzonego.

§ 4.   Ściganie przestępstwa określonego w § 1 lub 2 odbywa się z oskarżenia prywatnego.

Odkąd istnieje III RP nie milkną głosy krytyczne pod adresem takiego rozwiązania prawnego.

Bo jakże to karać za słowa?

Niestety. W stosunku do art. 212 kk wyraźnie widać tzw. regułę opozycyjności. Otóż jeśli dany polityk jest w opozycji występuje za zniesieniem tego przepisu.

Ale jeśli tylko wejdzie w skład rządu od razu zapomina o swoich wcześniejszych obietnicach, uzasadniając obecne stanowisko troską o cześć każdego człowieka.

Problem nie jest bowiem prosty i jednoznaczny. Jak zauważył Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 17 marca 2015 r. (sgn V KK301/14):

Tak bowiem, jak każdy człowiek ma prawo do wolności wyrażania opinii, tak również każdy człowiek ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, a prawo do wolności wyrażania opinii zasadnie może podlegać ograniczeniom ze względu m.in. na ochronę dobrego imienia i praw innych osób.

Oczywiście nie oznacza to, że jakakolwiek krytyka jest niedopuszczalna.

Pozaustawowy kontratyp prawa do dozwolonej krytyki odnosi się wyłącznie do takich sytuacji, w których krytyka ta jest konieczna, tj. dla obrony uzasadnionego interesu konieczne jest naruszenie dobrego imienia innej osoby lub podmiotu zbiorowego. Wykroczenie poza ramy konieczności skutkuje odpowiedzialnością za zniesławienie (wyr. SN z 17.5.2017 r., III KK 477/16).

Wyroki na dziennikarzy (nie tylko zresztą) świadczą o tym, że te ramy konieczności są nakreślone wyjątkowo cienką linią, zauważalną czasem wyłącznie przez skład sądzący.

Czym innym jednak jest nowelizacja ( na razie przegłosowana jedynie w Sejmie. Zobaczymy, co na to Senat i Prezydent) proponowana przez rząd.

Otóż wprowadzona zostaje karalność tworzenia fałszywych dowodów na potwierdzenie nieprawdziwego zarzutu lub nakłanianie innej osoby do potwierdzenia okoliczności objętych jego treścią.

Czyn powyższy ścigany będzie z urzędu.

Zastanówmy się przez chwilę nad znaczeniem tego zapisu.

Otóż w brzmieniu dotychczasowym art. 212 kk stanowił wyjątek od ogólnej zasady, że to oskarżyciel musi wykazać winę oskarżonego.

W przypadku zniesławienia (w tym postaci kwalifikowanej) kontratyp określony jest w art. 213 kk.

§ 1. Nie ma przestępstwa określonego w art. 212 § 1, jeżeli zarzut uczyniony niepublicznie jest prawdziwy.

§ 2. Nie popełnia przestępstwa określonego w art. 212 § 1 lub 2, kto publicznie podnosi lub rozgłasza prawdziwy zarzut:

1) dotyczący postępowania osoby pełniącej funkcję publiczną lub

2) służący obronie społecznie uzasadnionego interesu.

Jeżeli zarzut dotyczy życia prywatnego lub rodzinnego, dowód prawdy może być przeprowadzony tylko wtedy, gdy zarzut ma zapobiec niebezpieczeństwu dla życia lub zdrowia człowieka albo demoralizacji małoletniego.

Tak więc aby nie być ukaranym musimy pamiętać w zasadzie tylko o tym – zarzut musi być prawdziwy, jeśli podnoszony jest niepublicznie (np. na jakimś zamkniętym zebraniu), a kiedy czyniony jest publicznie (np. przez dziennikarza) dodatkowo powinien dotyczyć osoby publicznej albo służyć obronie społecznie uzasadnionego interesu.

Ustawodawca chroni rodzinę i prywatność wprowadzając dalsze ograniczenia.

I wszystko jest fajnie, ale….

Przyjmuje się bowiem, że w sytuacji art. 213 § 1 KK ciężar dowodu co do prawdziwości zarzutu spoczywa na sprawcy, tj. ma on udowodnić, że postawiony przez niego niepublicznie zarzut jest prawdziwy (A. Zoll, Z problematyki odpowiedzialności karnej za pomówienie, s. 50; B. Kunicka-Michalska, Przestępstwa przeciwko czci, s. 283).

Nie jest sporne, że również w przypadku okoliczności wymienionych w § 2 jest tak samo.

W praktyce dziennikarskiej stajemy często przed kolizją wspomnianej wyżej regulacji oraz stanowiącego podstawę działania jakiejkolwiek prasy (mediów) art. 15 Prawa prasowego, zgodnie z którym dziennikarz ma obowiązek zachowania w tajemnicy: danych umożliwiających identyfikację autora materiału prasowego, listu do redakcji lub innego materiału o tym charakterze, jak również innych osób udzielających informacji opublikowanych albo przekazanych do opublikowania, jeżeli osoby te zastrzegły nieujawnianie powyższych danych (u. 1 pkt 1).

Co wówczas?

Ano, trzeba brać na swoje barki ciężar wyroku, jeśli prócz anonimowego informatora nie dysponuje się innymi dowodami.

Wróćmy jednak do nowelizacji.

Ściganiu z nowego § 2a ma podlegać ten, kto tworzy fałszywe dowody bądź też nakłania inne osoby do potwierdzenia nieprawdziwego zarzutu.

Ściganie odbywać się ma z oskarżenia publicznego.

Wstępna analiza (Bóg wie, do czego dojdą sądy, stosując np. wykładnię celowościową) językowa prowadzi jednak do wniosku, że aby postawić taki zarzut oskarżenie będzie musiało:

a) udowodnić nieprawdziwość zarzutu;

b) udowodnić fałszywość dowodów.

W praktyce procesowej może się więc okazać, że w tym samym postępowaniu oskarżony z art. 212 § 1 lub § 2 kk będzie musiał przeprowadzić dowód prawdy i udowodnić, że zarzut był prawdziwy oraz jako oskarżony z art. 212 § 2a kk będzie cierpliwie czekał, aż prokurator wykaże tezę przeciwną.

Do znamion art. 212 § 2a kk należy bowiem tworzenie fałszywych dowodów i/lub nakłanianie innych osób do potwierdzenia obiektywnie fałszywego zarzutu.

Przyznam, że jak dla mnie jest to ciekawa koncepcja prawna. 😉

Coś jak słynne stwierdzenie naszego najsłynniejszego żyjącego noblysty: jestem ZA, a nawet PRZECIW.

Żarty na bok.

Faktem niezbitym jest, że dziennikarzowi można nakłamać zupełnie bezkarnie.

Odpowiedzialność z art. 233 kk (fałszywe zeznania) nie mają bowiem zastosowania. Ów przepis karny, by można go było zastosować, wymaga, aby przyjmujący zeznanie, działając w zakresie swoich uprawnień, uprzedził zeznającego o odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznanie lub odebrał od niego przyrzeczenie.

Oczywistą oczywistością jest, że dziennikarz takich uprawnień nie ma.

Tymczasem pojawiające się od czasu do czasu „njusy” świadczą o tym, że penalizacja tego typu zachowań jest potrzebna na wczoraj.

Nic dziwnego, że największy krzyk podnieśli żurnaliści uznawani od dawna za symbol nierzetelności dziennikarskiej i załgania..

Bertold Kittel, wyciągnięty z lamusa autor zapomnianego już nieco reportażu o wafelkowych nazistach z Wodzisławia oraz niejaki Wojciech Czuchnowski z GazWyb.!

Wg tych panów w Polsce może być „zniszczone niezależne dziennikarstwo”.

I pewnie oni za takich niezależnych się uważają.

Tymczasem art. 212 kk wręcz z upodobaniem używa lewa strona sceny politycznej, jak najbardziej hołubiona przez ww. żurnalistów i ich redakcje.

Nie tak dawno (kwiecień 2019 r.) zasłynęła żona grypsera Frasyniuka, niejaka Magdalena Dobrzańska-Frasyniuk.

Najwyraźniej rutynowo już żąda od niejakiego Romana Sklepowicza kwoty 10 tys. zł na cel społeczny na podstawie tego samego obrzydliwego art. 212 kk.

Wcześniej Marcin Rola (wrealu24) został skazany na taką samą kwotę oraz trzy miesiące ograniczenia wolności. Co prawda nie podaje, kto stał za aktem oskarżenia, ale łatwo domyślić się przecież.

To również sprawa Wojciech Biedronia, dziennikarza „Sieci” i wPolityce.pl skazanego z art. 212 kk na karę grzywny 25 tys. zł (I instancja), w apelacji zmniejszonej do 3 tys. zł. Jego winą było stwierdzenie, że wobec sędziego Łączewskiego toczy się postępowanie dyscyplinarne, a w rzeczywistości było to postępowanie wyjaśniające.

Największa oPOzycyjna GazWyb jakoś dziwnie milczy o stosowaniu tego wrednego artykułu wobec swoich przeciwników ideologicznych.

Ba, czytając artykuły poświęcone ściganiu ww. dziwnie trudno pozbyć się wrażenia, że Michnik i jego komando z Czerskiej są zadowoleni z tego faktu.

Są na NIE dopiero wtedy, gdy art. 212 kk (zarówno przed jak i po nowelizacji) zagraża im bezpośrednio.

To dowód na lewicową moralność Kalego.

Niemniej jednak widzimy, że regulacja art. 212 kk łącznie z art. 213 kk jest co najmniej mało zadowalająca.

Nie ma bowiem sposobu uniknięcia kary w przypadku podsunięcia dziennikarzowi tzw. fałszywek, inaczej kompmateriałów.

By uwolnić się od odpowiedzialności trzeba bowiem wykazać prawdziwość zarzutów.

Rozwiązanie z art. 28 kk polegające na uznaniu, że dziennikarz działał pod wpływem błędu, którego nie mógł uniknąć, jest moim zdaniem mało prawdopodobne.

Znam bowiem przypadek, kiedy oskarżony próbował takiej obrony i usłyszał od oskarżyciela prywatnego:

Oczywiście mógł pan uniknąć błędu. Wystarczyło tylko zapytać się pana prezesa.

Sąd twierdzenie powyższe uznał za swoje.

De lege ferenda należałoby dokonać zmiany art. 213 kk w taki sposób, aby uchronić działającego w dobrej wierze dziennikarza.

W tym celu należałoby po prostu…. przywrócić rozwiązanie stosowane w Polsce do 1 września 1998 r.

Otóż w będącym odpowiednikiem dzisiejszego art. 213 kk przepisie art. 179 dkk (dawny kodeks karny, czyli ten z 1969 r.) wprowadzono dodatkowy element – dobrą wiarę sprawcy.

Dokładnie przepis wyglądał tak:

Art. 179 § 1.Nie ma przestępstwa określonego w art. 178 § 1, jeżeli zarzut uczyniony niepublicznie jest prawdziwy albo sprawca działa w przeświadczeniu opartym na uzasadnionych podstawach, że zarzut jest prawdziwy.

§ 2. Nie ma przestępstwa określonego w art. 178 § 1, jeżeli:

1) zarzut uczyniony publicznie jest prawdziwy, a sprawca działa w obronie społecznie uzasadnionego interesu lub w przeświadczeniu opartym na uzasadnionych podstawach, że takiego interesu broni, albo

2) sprawca czyniąc zarzut publicznie działa w przeświadczeniu opartym na uzasadnionych podstawach, że zarzut jest prawdziwy i że broni społecznie uzasadnionego interesu.

§ 3. Brak przestępstwa wynikający z przyczyn określonych w § 1 lub 2 nie wyłącza odpowiedzialności sprawcy za zniewagę ze względu na formę podniesienia lub rozgłoszenia zarzutu.

Proste, prawda?

Wystarczy tylko lekko zmodyfikować art. 213 kk.

Nawet w przypadku opublikowania obiektywnie nieprawdziwych zarzutów, opartych jednak na fałszywkach, których nieprawdziwości dziennikarz nie mógł stwierdzić, karze podlegać będzie wyłącznie bezpośredni sprawca, czyli ich twórca itp.

Inaczej każde rozwiązanie będzie postrzegane jako kaganiec, a my następne lata będziemy wydawać oświadczenia i słuchać deklaracji przedwyborczych.

20/21. 05 2019 r.

Ps.: Oczywiście powraca art. 15 Prawa prasowego. Jeśli bowiem jedynym dowodem są informacje pochodzące od pragnącego zachować anonimowość informatora faktycznie na sali sądowej nie jesteśmy w stanie wykazać okoliczności wyłączających karalność z art. 212 kk.

Trudno mi jednak uwierzyć, aby demaskatorski tekst opierał się wyłącznie na anonimowych pomówieniach.. Art. 12 Prawa prasowego nakłada wszak na dziennikarza obowiązek sprawdzenia zgodności z prawdą uzyskanych informacji. Bezkrytyczne powtarzanie tego, co się usłyszało, jest domeną magla, a nie mediów. A przynajmniej powinno być.