Ta sztuka to już klasyka sceniczna. Większość pewnie pamięta niezapomniany teatr TV z Gajosem i Wilhelmim. Dlatego byłam ciekawa, jak poradzi sobie z uniknięciem naśladownictwa teatr Kamienica.

Poradził sobie bardzo dobrze, powstał znacząco inny spektakl. Bardzo, bardzo dobre aktorstwo Olafa Lubaszenki w roli J.S. Bacha. W roli F. Händla niezły Emilian Kamiński, a jego monolog w połowie drugiego aktu wręcz porywający. I znakomity refleks, p. Kamiński bezbłędnie wplótł w rolę odniesienie się do dzwonka komórki z widowni. Maciej Miecznikowski w roli drugoplanowej przypomniał, że zasłużenie skończył kierunek śpiewu operowego.

Komedia, chwilami farsa, niepostrzeżenie ewoluowała w kierunku przejmującego dramatu. „Trawa na cudzym pastwisku jest bardziej zielona”. Bach zazdrościł Händlowi sukcesu finansowego, zaś Händel zazdrościł ubogiemu kantorowi z Lipska geniuszu. Wspaniale oddano dylemat, czy artysta powinien być wolny, nawet jeśli płaci za to brakiem widowni, czy też w pogoni za sukcesem finansowym musi być kurtyzaną.

I gdyby na tym poprzestać, postawiłabym czwórkę z plusem, a może nawet piątkę.

Niestety, pan Kamiński pokazał, że wybiera jednak żywot kurtyzany. Do przełknięcia byłoby jeszcze dwukrotne wspomnienie, że władza nie dba o kulturę (nie chce mi się teraz sprawdzać, ile teatr Kamienica w swojej historii otrzymał dotacji z publicznych pieniędzy). Ale kompletną żenadą była scenka o „miernym, mściwym kurduplu”, który ponoć nie lubi artystów, z dodaniem „to nie ten, o którym myślisz”. Coś równie chamskiego i żenującego widziałam tylko w „bożonarodzeniowym” spocie kwartetu Wolne Sądy. O ile jednak tamci to domorośli komedianci, o tyle tu byli to zawodowi aktorzy, mieniący się pewnie ludźmi kultury.

Niestety, gromkie brawa publiki po tej scenie pokazały, że postawa kurtyzany popłaca a schlebianie prymitywnym gustom przez wyśmiewanie cech fizycznych ma sens.

Co będzie dalej?

Cha cha, hi hi, beka z senatora na wózku? Z działaczki charytatywnej o kulach? Z otyłej kobiety na widowni? Z chorego na depresję?

Śmiało, panie Kamiński, publika lubi się pośmiać.