Kilka dni temu przeczytałam publikację Pani Magdaleny Wierzchowskiej zatytułowaną PZU szykuje się na starość”.

Dziwna refleksja zrodziła myśl, jak bardzo w tym pędzie cywilizacji wypieramy z siebie moralne wartości pielęgnowane przez naszych Ojców, Dziadków przez setki lat.

Rodzina, to była i jest ŚWIĘTOŚĆ.

Narodziny dziecka wnoszą do domu wielką radość. Wszak nowy, kolejny potomek jest cząstką nas samych.

Lat temu sporo rodziny wielodzietne, to był zwyczajny obraz. Gromadka czterech, dziesięciu córek, synów pod jednym dachem dorastała w pełnej symbiozie. Starsze rodzeństwo współuczestniczyło w wychowywaniu młodszego.

Podział prac domowych miał określony schemat. Choć często skromnie, może biednie dojrzewały kolejne pokolenia.

W miarę zasobów finansowych dzieci podejmowały naukę zawodu. Zdolniejsi kontynuowali edukację na Uczelniach.

Wzajemne wsparcie. I ta magia bycia razem.

Dzisiaj mówi się o rodzinach wielodzietnych zazwyczaj jedno- patologia.

Najstarsi w rodzie; dziadkowie, pradziadkowie cieszyli się największym szacunkiem. Ich rady, wskazówki były odbierana niczym Dekalog.  Przy wspólnym stole siadali na zaszczytnych miejscach.

Naturalny proces starzenia, choroby. Dbano o starca z największą starannością. Kochano.

Jak jest dzisiaj? Pogoń za dobrami materialnymi zaciera uczucia. Niedołężny starzec – ojciec, dziadek, babcia w wielu domach staje się przeszkodą.

Według przykrych statystyk prym w tym obszarze wiodą osoby z dobrym wykształceniem tzw. inteligencja.

Podwyższając kwalifikacje zawodowe, piastując wysokie stanowiska zapomina syn, córka, komu zawdzięcza swój status społeczny.

Spracowane ręce Matki, Babci podejmującej często wiele prac fizycznych, by wykształcić dziecko nie robią wrażenia na zapatrzonym w przyszłość biznesmenie.

W gronie znajomych, których zaprasza na uroczyste kolacje obraz seniora nie pasuje. Z drżących rąk wypadnie kawałek ciasta. Wyleje się na markową podłogę łyk herbaty. Nie potrafi prowadzić rozmowy z użyciem mało czytelnych słów dominujących w gronie zacnych gości. Kochany starzec przeszkadza…

Choroba babci, to mega problem. Była w szpitalu, podleczyli, powrót do domu. Nie mają czasu, ani pomysłu na zapewnienie opieki. Przecież muszą iść do pracy. Opiekunka?- po powrocie do domu troszczyć się samemu? Kiedy odpocznę po stresującym dniu?

Okres letni, wymarzone wakacje. Odmówić sobie, swoim dzieciom przyjemności, zrezygnować? Starzec nie zostanie sam. Co z nim?

W tym szalonym tempie dojrzewa myśl, aby oddać seniora do domu opieki. Będzie jej/ jemu tak dobrze.

Pomoc medyczna gwarantowana. Posiłki na czas. Swój pokój. Pielęgniarka porozmawia.

Zapada decyzja. Jeszcze tylko przekonać w dyskretny sposób, żeby nie odebrał nas, jako tych niedobrych.

Rozmowa i łamiący się głos staruszki; tak dzieci, ja się zgadzam. Wam będzie lżej..

Babciu, wybierz sobie drobiazgi, które chcesz zabrać, Twoje osobiste. Tam meble już są. Odzież Tobie spakujemy sami.

Pomarszczone dłonie zroszone łzami układają w torebce cenne pamiątki. Zdjęcia bliskich, chusteczkę z pięknym haftem wykonaną z dedykacją dla Syna. On jej nie chciał, bo taka staroświecka. Różaniec, kilka obrazków z wizerunkiem Świętych, dewocjonalia z miejsc, w których była. Wystarczy. Jeszcze mała poduszka pod głowę. Bez niej trudno zasnąć.

Do miejsca docelowego jest kilkaset kilometrów.  Spokojnie siedzi sędziwa wiekiem Matka, babcia, prababcia. Wzrokiem żegna zapamiętane z lat minionych krajobrazy.

To moja ostatnia podróż. Za czas jakiś wrócę, by spocząć w rodzinnym grobowcu.

Życie toczy się swoim rytmem.

Komercja ma się całkiem nieźle. Zbudujemy więcej takich domów, bo popyt rośnie. Długoterminowe lokaty u ubezpieczycieli z przeznaczeniem na gwarancję życia bez rodziny.

Ot „atrakcyjna lokata kapitału”. Dobra inwestycja. Tylko gdzie w tym wszystkim jest troska o utrzymywanie więzi rodzinnych. Gdzie jest wskrzeszanie szacunku, MIŁOŚCI do tych, dzięki którym żyjemy?

Mają swoje schroniska bezdomni, którzy często bez swojej winy zostali wykluczeni społecznie.

Z pełnym zapałem zmierzamy do rozbudowy domów, w których ulokuje się starców.

Bywają sytuacje losowe, w których takie rozwiązanie jest jedynym. Brak bliskich, dzieci usprawiedliwia w pełni zasadność korzystania z takiej usługi.

Będąc rodzicem, mając dzieci, wnuków, prawnuków .. Nie pojmuję tego.

„Dziki zachód” wkradł się w sferę emocjonalną burząc hierarchie wartości. Przykre.

Pragnienie, by żyć lepiej, nie jest niczym złym, ale błędem jest styl życia, który wyżej stawia dążenie do tego, by mieć, aniżeli być, i chce mieć więcej nie po to, aby bardziej żyć, lecz by doznać w życiu jak najwięcej przyjemności. Dlatego trzeba tworzyć takie style życia, w których szukanie prawdy, piękna i dobra oraz wspólnota ludzi dążących do wspólnego rozwoju byłyby elementami decydującymi o wyborze jakości konsumpcji, oszczędności i inwestycji. W tym kontekście nie mogę ograniczyć się tylko do przypomnienia obowiązku miłosierdzia, czyli obowiązku wspomagania z tego, co „zbywa”, a czasem nawet z tego, co „potrzebne”, by dać ubogiemu to, co dla niego jest niezbędne. Mam na myśli fakt, że również decyzja o takiej, a nie innej inwestycji, w danej dziedzinie produkcji, a nie w innej, jest zawsze wyborem moralnym i kulturowym. Przy zaistnieniu pewnych warunków ekonomicznych i stabilności politycznej, absolutnie niezbędnych, decyzja o zainwestowaniu, czyli o daniu jakiejś społeczności okazji do dowartościowania jej pracy, płynie również z postawy ludzkiej sympatii i zaufania do Opatrzności, w czym ujawniają się ludzkie przymioty tego, kto decyduje”. Jan Paweł II

Zdjęcia; Źródło Internet