Istniejąca 27 lat parafia pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej w Przecieszynie takiego święta jeszcze nie miała. W niedzielę 28 maja 2017 roku mszę św. prymicyjną odprawił tu pierwszy wywodzący się z tej parafii ksiądz – Tymoteusz Szydło, syn Beaty i Edwarda. Barwny korowód wyruszył z rodzinnego domu o godzinie 10 przed południem. Wewnątrz wieńca niesionego przez dzieci komunijne młody kapłan i jego najbliżsi. Do ołtarza prowadziły go także poczty sztandarowe miejscowych organizacji i szkół, których kiedyś był uczniem. Przed kościołem nowo wyświęconego kapłana powitał z relikwiarzem proboszcz ks. Jacek Przybyła.

Piękna słoneczna pogoda, jakby chciała powiedzieć, że także przyroda raduje się w imieniu Stwórcy z wydarzenia tego dnia. Kościół nie był w stanie pomieścić wszystkich wiernych, wśród których byli parlamentarzyści oraz członkowie rządu. Neoprezbiter dziękował za dar wiary rodzicom, bratu i przyjaciołom oraz wielu bliskim. I prosił wszystkich o wsparcie modlitwą, aby kiedyś u końca swej życiowej drogi także mógł stanąć przed ludem Bożym jako kapłan, jak w tym pierwszym dniu swojego posługiwania.

Całemu wydarzeniu towarzyszyła niesłychanie podniosła i godna ale zarazem radosna atmosfera. Przyczynił się do niej niewątpliwie i sam prymicjant, który wydawał się nie mniej przejęty niż wyraźnie wzruszeni rodzice, ale także proboszcz, ks. Przybyła, który z filozoficznym spokojem i chwilami żartobliwie wprowadzał zgromadzonych w kolejne punkty ceremoniału, komentował je oraz przedstawiał ogłoszenia z życia parafii. Na zakończenie indywidualne błogosławieństwo prymicjanta poprzez włożenie rąk na głowy otrzymali wszyscy zgromadzeni. A wraz z nim pamiątkowe krzyżyki i obrazki z cytatem z listu do Galatów „Ku wolności wyswobodził nas Chrystus”.

Po zakończeniu ceremonii dumna mama wraz z księdzem Tymoteuszem spotkali się na chwilę z dziennikarzami. Bo przecież także przedstawicieli mediów na takich prymicjach nie mogło zabraknąć.

A wszystko to pod profesjonalną, ale spokojnie dyskretną ochroną funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Wszak mama neoprezbitera Beata Szydło pełni najwyższą funkcję rządową – Premiera Rzeczypospolitej. Podziękował za tę opiekę ks. Jacek Przybyła, wspominając, że BOR-owcy pilnowali wszystkich przygotowań i urządzeń już od poprzedniego dnia. Zaprawdę, takich prymicji jeszcze nie było, nie tylko w małym Przecieszynie, ale w żadnej polskiej parafii.

Ks. Tymoteusz Szydło: „Na koniec proszę, módlcie się za mnie. Nie o to, bym był wybitnym księdzem; nie o to, żeby mnie ominęło wszelkie zło; nie o to, bym robił karierę, ale o to, abym przeżył moje życie tak, jak tu przed wami stoję: jako ksiądz. Pozwólcie, że pierwszym gestem mojego podziękowania dla Was będzie to co otrzymałem. Niczego innego nie mam. Podziękuję Wam błogosławieństwem. Niech dobry Bóg opiekuje się wami i prowadzi do zjednoczenia ze sobą (…)”.

Było od wieków polską tradycją, że drogę duchowną obierali przedstawiciele wielu ważnych dla Rzeczpospolitej rodów. Duchownymi byli przecież: Sapiehowie, Czartoryscy, Badeniowie, Puzynowie, Ledóchowscy i wielu innych. Zawieruchy XX w. nieco zatarły tę tradycję, a pociechy wielu sprawujących ważne urzędy wołały pławić się w rozmaitych korzyściach, wynikających z władzy rodziców, niż podejmować wymagające powołania. Woleli łatwiejsze ścieżki kariery. Ojczyźnie i bliźnim można służyć szablą lub piórem, prawem czy leczeniem, ale także przewodnictwem duchowym, niesieniem pociechy i przekazywaniem Ewangelii. Ks. Tymoteusz Szydło wybrał tę trudniejszą i bardziej wymagającą drogę życia. Kiedy cała parafia śpiewała dziękczynne Te Deum Laudamus, prosiła zatem dla niego także o Boże Błogosławieństwo na tej drodze.

(mic)

Fot. Krzysztof Sitko