Dyskutujemy o islamizacji, związkach jednopłciowych, in vitro. Obserwujemy z przejęciem kampanię wyborczą, przerzucając się argumentami ekonomicznymi. Zastanawiamy się nad bezpieczeństwem globalnym. Krytykujemy, popieramy, zwalczamy i znowu krytykujemy. Wszyscy przecież chcemy zmian. I tych małych. I tych fundamentalnych.

W tej dyskusji umykają nam szczegóły, które te zmiany mogą uniemożliwić. Prawie nikt nie zauważył działań GIODO, Frodo i reszty Drużyny Pierścienia, zmierzającej do kontroli zasobów IPN, a przede wszystkim do uniemożliwienia dostępu do nich. Takiej swoistej zamiany IPN w jeden wielki zbiór zastrzeżony. Nie jestem prawnikiem, więc skoncentruję się na skutkach. Bez swobodnego dostępu do materiałów IPN nie mówmy o „nowych początkach”, „zmianach”, czy „naprawie”, której nie dokonano w roku 1989.

Dlaczego to piszę?

Ponieważ chcę, by nastąpił rzeczywisty koniec demokracji hakowej (bez cudzysłowu), którą wy nazywacie III RP. By skończyła się epoka układów i korupcji. By kraj, w którym za kilka lat zacznie swoje dorosłe życie mój syn, był wreszcie bezpieczny i wolny od tego całego świństwa. Wierzcie mi, bez ujawnienia materiałów IPN – CAŁOŚCI materiałów – nie da się tego zrobić. Nie można sformułować i sprecyzować kontrwywiadowczej charakterystyki terenu bez znajomości wszystkich czynników oraz zagrożeń.

Teraz, dla purystów tajności: jeśli KChT ma działać musi być w dużej części jawna dla obywateli, bo tylko ich świadome poparcie, gwarantuje jej skuteczność. Amerykanie, Brytyjczycy i inne kraje NATO już to odkryły. Jeśli GIODO tego dokona będzie to także precedens w betonowaniu na wieczność innych materiałów. Tych, które zostały wytworzone po roku 1990. Tutaj, nie myślę oczywiście o ujawnieniu wszystkiego, ale o umożliwieniu wyjaśnienia wszelkich afer: od „schnaps gate”, do „spisku kelnerów i jednego prywaciarza”. Zapomnijcie o słynnym „aneksie WSI”. Winni na zawsze, zgodnie z prawem, pozostaną w ukryciu. Zapomnijmy też o wyjaśnieniu tragedii smoleńskiej.
Na koniec uwaga osobista: od samego początku jestem rzecznikiem jawnego i definitywnego zamknięcia przeszłości. Nie chodzi o szukanie winnych na siłę i polowanie na czarownice. Uważam, że tylko w ten sposób zakopiemy dzielące nas przepaście, zlikwidujemy podziały i zaczniemy w końcu razem budować normalny kraj. To, że niektórzy się będą śmiać, niektórzy obrażą się, a inni zdziwią, to nic. To warte tej ceny. Odkąd mam możliwość mówię to publicznie. I tu spotyka mnie ciekawostka: od strony „lewej” dostaję nieźle po plecach. Tego się spodziewałem. Zaskakuje mnie prawa strona, która dzielnie sekunduje „lewej”, a nawet zadaje ciosy boleśniejsze i lepiej wymierzone. Obie zaś, nazywają mnie głupcem. Trudno! Lepiej być głupcem, niż żyć w zakłamaniu.

Piotr Wroński

Piotr Wroński - fot. Julita SzewczykPułkownik Piotr Wroński, pracownik I Departamentu SB, a w III RP oficer UOP i Agencji Wywiadu jest autorem powieści z kluczem „Spisek założycielski. Historia jednego morderstwa” odsłaniającej kulisy działalności bezpieki, w tym m.in. morderstwa bł. ks Jerzego Popiełuszki.