Wizyta w małej wiosce, miejscu urodzenia św.Charbela była celem naszej podróży trzeciego dnia pobytu. Jechaliśmy do niej w kierunku Doliny Kadisz i oglądaliśmy wspaniałe pejzaże poprzecinane górami, które swoimi szczytami sięgały wysokości 3000 m.n.p.m. Ponieważ była dobra widoczność widzieliśmy oddalone o 23 km Tripolis, a także wioski letniskowe, w których Libańczycy budują sobie piękne domy wypoczynkowe. Ponieważ lato w Libanie charakteryzuje się okropnymi upałami dochodzącymi do 48st.C w cieniu i wilgotnością powietrza około 90%, spędzają w nich nie tylko urlopy, ale przez całą tę porę roku mieszkają w nich dojeżdżając do pracy do Bejrutu, Tripoli lub Byblos, a wieczorem wracają do rodzin. 60% ludności mieszka w miastach, ale regułą jest posiadanie domu w mieście i na wsi. Libańczycy wywodzą się od Fenicjan i są kontynuatorami ich bogactwa. Zajmując się z wielkim sukcesem handlem i bankowością doprowadzili do tego, że Liban po II wojnie światowej przez długi czas był bankiem świata. Chociaż są bardzo zamożnym narodem, tego bogactwa się nie widzi, ponieważ na zewnątrz nim się nie afiszują.

W mieście posiadają duże obszerne mieszkania 120 –380 m2, w których żyją tradycyjne rodziny wielopokoleniowe. Obszerne mieszkania są podzielone na części z osobnymi kuchniami, sypialniami itd. Nawet służący pochodzący najczęściej z Filipin lub Afryki mają swoje osobne dobrze wyposażone miejsce w tych apartamentach. W części gospodarzy przebywają tylko, gdy im usługują lub sprzątają. Nie ma tu żadnych małżeństw jednopłciowych, nie istnieje gender. W kraju nie ma domów starców, czy domów opieki. Starymi rodzicami opiekuje się z reguły najstarszy syn.
187
Gdy dojechaliśmy do wioski, w której urodził się św. Charbel zwiedziliśmy jego domek zamieniony w kaplicę i małe muzeum, które upamiętniało czasy, gdy tutaj przebywał oraz pamiątki, które po min zostały210. Przypominają one o życiu świętego i jego dzieciństwie. Wszyscy mieszkańcy tej wioski oraz okolic czują się z Nim spowinowaceni, czują się Jego krewnymi. Byliśmy na mszy, po której w pobliskim kościele maronickim zostaliśmy pobłogosławieni przez charyzmatycznego maronickiego zakonnika. Było to tylko mocne a równocześnie bardzo wzruszające zdarzenie. Następne piliśmy wodę ze źródełka, które nigdy nie wysycha.333353

Wracając krętymi schodkami w dół do autokaru, w mijanych sklepikach pełnych specyfików wyprodukowanych przez tutejszych rolników dokonaliśmy zakupów miejscowych przypraw i owoców. 399

Jadąc w kierunku lasów cedrowych przejeżdżaliśmy przez miasteczko Baszarra gdzie urodził się Khalil Gebran słynny libański pisarz, poeta, malarz i autor „Proroka„ dzieła przetłumaczonego na 50 języków świata. Gibran zmarł po ciężkiej chorobie w Nowym Jorku 11 kwietnia 1931 r., a jego prochy, zgodnie z jego wolą, w tym samym roku zostały przeniesione do Biszarri i pochowane w klasztorze Mar Sarkis, gdzie obecnie znajduje się muzeum pisarza. Miasteczko jak miasteczko, niczym szczególnie się nie wyróżnia i gdyby nie miejsce pochówku pisarza i muzeum poświęconym jego pamięci nikt by o nim nie mówił. Mijaliśmy po drodze wyciągi narciarskie, pensjonaty a także szkółki młodych cedrów (ok 100 tys. młodych nasad). 413

Liban nie ma bogactw naturalnych oprócz cedrów, które kiedyś zajmowały obszar od gór do wybrzeży Morza Śródziemnego. Rosły one już 3 tysiące lat przed narodzeniem Chrystusa i wspomniane były w Biblii ponad 70 razy. Należą do gatunku zimozielonych drzew z rodziny sosnowatych. Rosnąc bardzo wolno osiągają wysokość do 42 m, a średnica pnia może dochodzić do 2 – 4 m. Zawiera w sobie 60% żywicy, co powoduje, że jest odporne na działania wody i idealnie nadaje się na budowę łodzi. Zaliczane są do drzew długowiecznych żyjących ponad tysiąc lat. W chwili obecnej są mocno przetrzebione i stare okazy liczące sobie ponad 1000 lat stały się rzadkimi pomnikami przyrody jak np. Arz el Rab. Można je spotkać już tylko w rezerwatach. Do naszych czasów w Libanie przetrwało tylko 375 cedrów liczących sobie 1000 lat, mających 35 m wysokości i obwód pnia 12-14 m. 5046

Starożytni Egipcjanie doceniając jego lekkość i trwałość przez wieki transportowali drewno cedrowe łodziami do Egiptu gdzie wykorzystywali go do budowy świątyń, domów i statków. To z niego była zbudowana niezatapialna flota Kleopatry. Oprócz drewna do Egiptu sprowadzali żywicę cedrową, która była wykorzystywana, jako idealny balsam do balsamowana zwłok. Był to jednak bardzo drogi specyfik, na który było stać tylko zamożnych ludzi, dlatego ubodzy do balsamowania używali smoły.

Mimo, że pierwszym, który wprowadził prawo ochrony cedrów był cesarz rzymski Hadrian, a Królowa Wiktoria w roku 1876 utworzyła teren ochronny tych drzew o pow. 102 ha nie zapobiegło to wycince cedrów. Nieprzerwanie trwała bezmyślna rabunkowa wycinka. Jednak najgorszy czas dla lasów cedrowych nastał z chwilą, gdy Turcy okupujący Liban zaczęli budować kolej. Wówczas to na masową skalę wycinano wielowiekowe cedry i przerabiano je na podkłady kolejowe. Dziś lasy cedrowe praktycznie już nie istnieją, a wybudowana linia kolejowa nie funkcjonuje. 100111

Obecnie w Libanie jest tylko kilka miejsc mających statut rezerwatu przyrody, w których znajdują się nieduże skupiska starodrzewia cedrowego. My przyjechaliśmy do jednego z nich, oddalonego od Baszarra ok.12 km. Cedry kształtem konarów przypominają stare dęby. Nie posiadają jednak jak one liści a trzy centymetrowe igły, rosną w kępkach i nie opadają na zimę. Cechą charakterystyczną jest to, że ich 10-12 cm cylindryczne szyszki rosną pionowo do góry. Chodząc po lesie cedrowym podziwialiśmy wspaniałe okazy. Wspaniałe majestatyczne drzewa pamiętające pradawne czasy były obiektem naszego podziwu i nawet krótkotrwały deszcz nie ostudził naszego zapału. Gdy stare drzewo pada nie zostaje usunięte tylko pozostawione na miejscu, by korniki nie atakowały żywych drzew tylko żerowały na pniach powalonych. 11860

W lesie cedrowym znajduje się prosta kapliczka, w której ołtarz i ławki wykonane były z jasno brązowych desek cedrowych o pięknych słojach. W kapliczce chwilę pomodliliśmy się i udaliśmy się na dalszy spacer. Obok kapliczki stoi stare drzewo z wyrzeźbioną głową Chrystusa. Gdy się na nie patrzyło to miało się wrażenie tak jakby Chrystus wisiał na krzyżu, którym było to drzewo. Ze smutkiem opuszczaliśmy ten piękny las cedrowy. Zrobiliśmy sobie wiele ciekawych zdjęć, aby utrwalić to imponujące swoim pięknem miejsce.

Następnie udaliśmy się na zakupy do pobliskich kramików rozmieszczonych po obu stronach drogi prowadzącej do tego rezerwatu cedrowego. Było na nich przysłowiowe „mydło i powidło”. Dewocjonalia obok mydełek, owoce świeże z suszonymi i kandyzowanymi, wyroby z drewna cedrowego i cedrowe sadzonki, orzechy i duża gama różnych gatunków miodów itd. My kupiliśmy sobie miód cedrowy, który smakiem, zapachem i wyglądem nie przypomina naszych polskich, oraz mydełko wyprodukowane z naturalnych olejków, ale jak powiedziała nasza libańska przewodniczka, nie było ono wyprodukowane z oliwek. Nazwa, którą wymieniła nic mi nie mówiła. Nie było odpowiednika w języku angielskim, po prostu jakaś regionalna nazwa. Ci co kupowali sadzonki cedru na działki i ogrody lub wyroby z niego, każdorazowo prosili naszą przewodniczkę by sprawdziła czy sadzonki jak i pamiątki to na pewno cedr, ponieważ tak jak na całym świecie handlujący starają się niedoświadczonym turystom sprzedać przysłowiowy „kit”. 198

Po zakupach był czas na mały posiłek w pobliskie kawiarence, gdzie bardzo szybko i uprzejmie byliśmy obsłużeni. Zdecydowałam się na małą kawę po libańsku, a mąż na kebab z baraniny. Zarówno kawa jak i kebab nie mają swoich odpowiedników w Europie. Nieduża kawa to w porównaniu z tym, co się pije u nas to siekiera, ale muszę przyznać, że mi smakowała, natomiast baranina doprawiona miejscowymi przyprawami miała specyficzny niezapomniany smak.199

Po posiłku udaliśmy się w dalszą podróż do miejscowości Kozahya położonej 1000 m.n.p.m. Znajduje się tam klasztor niedostępny dla ludzi. Dojechać można do niego zbudowaną niedawno przez maronitów drogą, z tym, że trzeba ją pokonywać w ciągu dnia, bo z jednej strony góra z drugiej przepaść a droga jest wąska. Jazda nocą tylko przy światłach pojazdu jest bardzo niebezpieczna, a poza tym w ciągu dnia widoki są imponujące. Mimo, że jest ona ich prywatną własnością, nie pobierają oni od pielgrzymów i turystów opłat. Wzdłuż drogi znajduje się ok 300 samotni wykutych w skale. Do jednej z nich weszłam, tam poza ołtarzykiem do modlitwy, kilkoma naczyniami, jakimś kocem do przykrycia nie było nic. Do dziś się zastanawiam jak można żyć przez dziesiątki lat w tak spartańskich warunkach.2751

Główny monastyr jest pod wezwaniem św. Antoniego Egipskiego, będącego patronem ludzi obłąkanych z problemami psychicznymi oraz słabościami nerwicowymi. Mówi się o nim, że w świecie „wyścigu szczurów” jest to święty na nasze czasy. Całe życie walczył on z pokusami w swojej samotni. Umarł mając 108 lat, będąc w dobrej formie mimo zaawansowanego wieku.
Przy kościele znajduje się sporych rozmiarów grota z niewielką figurką św. Antoniego Egipskiego. Panującą ciemność rozjaśniają tylko palące się przy świętym świeczki pozostawione przez wiernych. Od jakiegoś czasu to do tej figurki przyjeżdżają kobiety, które nie mogą zajść w ciążę. Po modlitwie i prośbie o potomstwo zostawiają przywieziony z sobą garnek. Ta, której prośba została spełniona przyjeżdża ponownie i odwraca pozostawiony garnek dnem do góry. Widzieliśmy sporo tak ustawionych garnków. 61

Po wyjściu z groty udaliśmy się do przyklasztornego małego muzeum, w którym m.in., można zobaczyć pierwszą drukarnię z 1865 sprowadzoną na Bliski Wschód z Edynburga, poza tym jest wiele starego sprzętu wykorzystywanego przez poprzednie pokolenia mnichów oraz ich ubiory. Mimo, że nie można wejść do klasztoru to warto było tu przyjechać zobaczyć jak żyli pustelnicy i to małe, ale bardzo ciekawe muzeum.81118

Przed nami zwiedzanie miasta Tripoli (znaczy trzy miasta) liczącego 500 tys. mieszkańców głównie muzułmanów. To nasz dodatkowy punkt w programie pielgrzymki, ale o tym już w następnej części opowiadania.