Minęło już sporo czasu od napisania przeze mnie ostatniej części wspomnień z naszej pielgrzymki do Libanu. Po przyjeździe do liczącego 1,5 miliona mieszkańców Bejrutu zamieszkaliśmy w dzielnicy chrześcijańskiej. Miasto kiedyś nazwane Paryżem Bliskiego Wschodu zostało doszczętnie zniszczone podczas wojny między muzułmanami a chrześcijanami w latach 1975-1990. Walki religijne trwały tam od wieków. W 1860 roku Druzowie dokonali rzezi chrześcijan Maronitów, swoją niechlubną rolę w tej rzezi odegrali Turcy, którzy wykorzystując istniejące między obu społecznościami niesnaski umiejętnie ich podpuścili. To wówczas nastąpił masowy exodus narodu maronickiego za granicę. Dopiero interwencja państw obcych położyła kres tej rzezi. Do dziś nie pozostało wiele śladów po tamtych zniszczeniach ponieważ do szybkiej odbudowy kraju i miasta przyczyniła się w znacznym stopniu diaspora libańska z całego świata, o czym już pisałam. W tej chwili obowiązuje w Libanie tzw. konfesjonalizm. Polega to na tym, że przewodniczącym parlamentu jest muzułmanin – szyita a prezydentem chrześcijanin. Podczas naszego pobytu od 14 miesięcy w Libanie nie było prezydenta, były jakieś trudności z jego wyborem.18

Nasz hotel „Mozart” w który zamieszkaliśmy, znajdował się w ekskluzywnej dzielnicy Hamra, Sadat street. Ulica na której się mieścił ma długość 8 kilometrów. Znajdujące się na niej ekskluzywne sklepy, restauracje i kawiarenki kusiły swym wyglądem by do nich wejść. Można było zobaczyć i kupić towary najbardziej znanych i renomowanych marek świata, zjeść narodowe potrawy libańskie, napić się pysznej kawy lub herbaty, zapalić fajkę wodną, a wieczorem spacerować do późna. Było bezpiecznie.116
Prawdziwe życie miasta rozpoczyna się od wieczora i trwa do późnych godzin nocnych. Ponieważ każdorazowo gdy jesteśmy zagranicą staramy się kupić płyty CD z charakterystyczną dla danego kraju muzyką, po kolacji udaliśmy się na spacer tą najdłuższą ulicą, zaglądając do sklepów z płytami, w których kupiliśmy kilka. Zaglądając do sklepów spożywczych zakupiliśmy miejscowe przyprawy nieskażone chemicznymi dodatkami oraz owoce których w Polsce nigdy nie widzieliśmy i których nazw do dziś nie znamy bowiem nie ma ich polskich odpowiedników. Obładowani zakupami wróciliśmy do hotelu.

Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy w podróż wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego do największych miast fenickich, Tyr i Sydon, które są w księgach biblijnych najczęściej wymieniane razem. Święta księga nie łączy z nimi wielu wątków teologicznych ani przełomowych wydarzeń, ale warto je było zobaczyć z samego faktu, że są one w niej wymienione. Po wyjeździe z Bejrutu pierwszym miejscem przy którym zatrzymaliśmy się były malownicze samotne skały Pigeon (gołębie) niedaleko od brzegu. Swoją nazwę wzięły od siadających na nich dużej ilości gołębi.21882

Po około 1,5 godzinnej jeździe dotarliśmy do oddalonego ok. 80 km od Bejrutu, starożytnego miasta fenickiego Tyr, (Góra) świadka 12 cywilizacji, obecnie ważnego miasta i portu w południowym Libanie na wybrzeżu Morza Śródziemnego. Powstał on na dwóch małych wyspach połączonych z lądem jako port egipski. Stąd wysyłano cenne drzewo cedrowe na budowę Świątyni Salomona w Jerozolimie i innych świątyń oraz budowli. Otoczony był podwójnymi murami co uniemożliwiło jego zdobycie. Dzięki nim było jedynym miastem nie zdobytym przez władcę i wodza, sławnego Saladyna. Na przestrzeni wieków nie oparło się jedynie siłom natury i w skutek trzęsienia ziemi połączonego z tsunami uległo zniszczeniu tylko raz w 551r.92

Tyr przez wieki sławny był z produkcji rzadkiego rodzaju purpury zwanej tyryjską. Barwnik otrzymywano ze ślimaków murex, ob. wymarły gatunek (odcienie od różowego do ciemnego fioletu uzyskiwano przez różny czas suszenia ślimaków na słońcu). Kolor ten w wielu kulturach starożytnych był zastrzeżony dla rodzin królewskich, najwyższych dostojników kapłańskich oraz co najmniej szlacheckich. To dzięki temu barwnikowi Fenicja zawdzięcza swoją nazwę.

Tyr to miasto najwcześniej schrystianizowane, było siedzibą 16 diecezji. Stąd św. Paweł wypływa na trzecią podróż misyjną. Okres Krzyżowców stał się okresem powolnego upadku miasta. Dziś dzielnice podzielone są na chrześcijańskie i muzułmańskie. 93113182

Przyciąga turystów dwoma wspaniałymi kompleksami archeologicznymi starożytnej kultury gdzie można zobaczyć: drogę rzymską, nekropolie, łuk triumfalny, ulicę kolumnową, hipodrom oraz inne pozostałości minionych wieków. W ogromnym upale, kryjąc się pod kolumnami przed słońcem z zachwytem zwiedzaliśmy te przepiękne miejsca.
38

Podczas jazdy autokarem do Tyru który graniczy z Izraelem, oglądaliśmy z okien palestyńskie „osiedla” otaczające miasto. Niestety wejść do nich nie było można. W przeważającej większości są to skupiska pozbijanych z desek różnej wielkości bud okrytych kawałkami foli lub płótna. Dodatkowo na dachach leżały zużyte opony zabezpieczające ich zerwanie przez wiatr. Sydon również otaczały palestyńskie osiedla. W sumie w Libanie jest 15 obozów palestyńskich. Mówiono nam, że to dzięki Hezbollahowi jest na tych ziemiach spokój, bo nie dopuszcza do tego, aby Palestyńczycy przedostawali się na dalsze tereny Libanu, oraz, aby nie powstało na tym terenie ISIS.
24
49
Z Tyru udaliśmy się do odległego 35 km od niego Sydonu. Był fenickim ośrodkiem handlowym. Nazwa pochodzi od biblijnego wnuka Noego-Saida. Pierwsza osada zbudowana została 4000 lat p.n.Ch. Z Sydonu św. Paweł wypływał w podróż do Rzymu.
Miasto na przestrzeni wieków pustoszone było przez Filistynów, Abisyńczyków i Syryjczyków. Sydon to przede wszystkim produkcja szkła, purpury. Powstawały w nim różnego rodzaju szkoły,w tym prawnicze oraz początki alfabetu. Współczesny Sydon został zbudowany jako kolejna warstwa na ruinach osiedli antycznych, co utrudnia prowadzenie prac archeologicznych. Po północnej stronie miasta, tuż nad brzegiem Morza Śródziemnego, zwiedzaliśmy ruiny zamku krzyżowców. Widzieliśmy stary suk, odnowione uliczki żydowskie oraz ukryty Debbane Palace, który rodzina Debbane zmieniła w muzeum, kompletując równocześnie jego wyposażenie po splądrowaniu podczas wojny w latach 1975-1990.
52
Zwiedzając stary suk, byliśmy w muzeum mydła w którym poznaliśmy jak przed wiekami wyglądał proces jego produkcji. W muzealnym sklepiku można było kupić luksusowe mydła i inne specyfiki do pielęgnacji skóry. Ja kupiłam sobie masło do ciała z gardenii.
111
Kolejnym miejscem naszej podróży było Maghdouche, mała wioska położona ok 20 km od Sydonu. Znana jest z naturalnej groty w której oczekiwała na swego syna Jezusa towarzysząca mu zawsze jego matka Maryja. Ponieważ jako Żydówka nie miała prawa wejść do pogańskiego miasta jakim był wtedy Sydon. Grota zamieniona została na małą kapliczkę – sanktuarium Maryi. Uczestniczyliśmy tam we Mszy Świętej a po niej rozmawialiśmy z proboszczem tego kościoła, jak zwykle korzystając z pośrednictwa naszej siostry Bożenki, która była naszym tłumaczem. Obok groty znajduje się współcześnie wybudowany piękny kościół. Kilkadziesiąt metrów od niego na wysokim obelisku stoi przepiękna figura Matki Boskiej którą widać z daleka.
Zarówno Tyr jak i Sydon są na liście zabytków UNESCO i warto było je zobaczyć.
100
Następnego dnia wyruszyliśmy rano na zwiedzanie Bejrutu i okolic. Było bardzo gorąco, temperatura dochodziła do 37 st. C. Zaczęliśmy od muzeum Archeologicznego. Zanim zaczęliśmy zwiedzanie, dane nam było obejrzeć bardzo ciekawy film zawierający całą historię muzeum. Pomysł jego powstania to rok 1920. Od pomysłu do rozpoczęcia budowy minęło 10 lat. Kamień węgielny wbudowano w 1930 r, a budowę zakończono w 1937 r. Bardzo ciekawa była sekwencja ratowania eksponatów podczas działań wojennych w latach 1975-1990. Pokazany został cały proces zabezpieczania najważniejszych eksponatów przed zniszczeniem. Ponieważ wiele zabytków jest dużych gabarytowo i ciężkich, a Liban jest państwem o małym terytorium, postanowiono mniejsze wmurować w ściany, a większe osłonić tworząc wokół nich betonowe sarkofagi. Pokazany był również sposób ich odzyskiwania i konserwowania po zakończeniu wojny. Dzięki zaangażowaniu Libańczyków mogliśmy oglądać wspaniałe antyczne sarkofagi, mozaikę podłogową z twarzami najważniejszych antycznych filozofów i myślicieli, narzędzia którymi się posługiwali i monety będące wówczas środkiem płatniczym. Duże wrażenie robiła na nas piękna antyczna złota biżuteria.166192

Z muzeum udaliśmy się do miejscowości Beiteddin oddalonego o 17 km od Bejrutu. Celem było zwiedzenie kompleksu pałacowego emira Baszira II zbudowanego przez syryjskich rzemieślników. Wyglądem przypomina orientalny pałac z baśni 1001 nocy. Ozdobiony wieloma fontannami i cudnymi mozaikami przyciąga uwagę każdego kto do niego wejdzie. Wrażenie robią :sala dla oficjeli, sala do prywatnych przyjęć i prywatne pomieszczenia oraz turecka łaźnia. Po upadku Turcji Osmańskiej był siedzibą francuskiego rządu mandatowego.155

Po zakończeniu zwiedzania, przejeżdżając przez dawne wioski osmańskie, tereny zamieszkałe przez Druzów udaliśmy się do starego kamiennego miasteczka Deir el Qamar. Okazało się ono niesamowicie ciekawym miejscem. W okresie XVI-XVIII wieku pełniło rolę siedziby emirów-władców autonomicznych regionów. Do naszych czasów dotrwały m.in. meczet Fahr ed-Dina z 1493 r, pałac emira, a także kościół Maryi Panny powstały ok 450 r (wielokrotnie przebudowywany, miejsce przeznaczone dawnej bogini Asztarte).

Wracając do Bejrutu zatrzymaliśmy się na plaży miejskiej. Ciekawy był widok kąpiących się w ciepłej wodzie przy upale 37 st. C. ubranych po szyję kobiet muzułmańskich. Niektóre siedziały na piasku i same lub w towarzystwie swoich rodzin paliły fajki wodne. Z jedną z kąpiących się dziewcząt miałam okazję porozmawiać. Posługiwała się niezłą angielszczyzną. Powiedziała mi, że ma 23 lata, jest mężatką, lecz jeszcze nie ma dzieci, a brat jej męża ma za żonę Rosjankę. Pokazała mi również męża, który stał trochę dalej, ale nic nie miał przeciwko temu, że rozmawia i robi sobie zdjęcia z nieznajomą.71

Z plaży udaliśmy się do centrum Bejrutu. W programie był Dawn Town, Pałac Prezydencki, Parlament, kolumny Justyniana i Meczet Hariri. Ale jak się okazało nie wszystko udało się nam zrealizować i to z powodu strajku śmieciarzy, którzy swoimi śmieciami obłożyli Parlament, więc na stare miasto droga była zamknięta.10243

Byliśmy jednak w największym w stolicy meczecie. Byłam ciekawa jaki są wrażenia będąc w w jego środku. Mężczyźni nie mieli problemów żeby do niego wejść. Wystarczyło, że zdjęli przed progiem obuwie, natomiast dla kobiet było dużo trudniej. Żeby przekroczyć jego próg musiałyśmy się ubrać w specjalne stroje zasłaniające szczelnie całą sylwetkę, łącznie z nakryciem głowy. Ponieważ było ich kilka, musieliśmy czekać, aż te które weszły pierwsze wyjdą i przekażą ten strój następnym.

Będąc w środku mogłam porównać różnice między nim, a naszymi katedrami i kościołami. Meczety (a byłam w kilku) nie posiadają charakterystycznej atmosfery naszych świątyń, wynikającej z wystroju wnętrz, na którą wpływają ołtarze, rzeźby i obrazy. Jedynie co zrobiło na mnie wrażenie, to gigantyczny kryształowy żyrandol o średnicy ośmiu metrów, otoczony kilkoma mniejszymi. Ponieważ meczet był olbrzymi żyrandol nie sprawiał wrażenia tak wielkiego jakim w rzeczywistości był.

Na zakończenie dnia, przy zachodzącym słońcu, ale nadal wysokiej temperaturze zwiedzaliśmy tętniący życiem deptak spacerowy wzdłuż morskiego brzegu gdzie porą wieczorową odbywa się całe życie rodzinne i towarzyskie. W marinie cumowało bardzo dużo ekskluzywnych jachtów i łodzi, a spacerowiczów zachęcały do wstąpienia liczne kawiarnie i restauracja na świeżym powietrzu.

Po tak pełnym wrażeń dniu wróciliśmy do hotelu, gdzie po odświeżeniu się i kolacji wyruszyliśmy na miasto aby w kawiarni u Druzów rozkoszować się paleniem fajki wodnej. W kawiarni było sporo libańskich kobiet które je paliły. Zamówiliśmy sobie i my. Paliłam ją pierwszy raz w życiu i muszę przyznać, że było to ciekawe przeżycie mi ona odpowiadała. Gdy będę miała okazję, to na pewno jeszcze raz sobie ją zamówię. Natomiast mojemu mężowi niezbyt ona przypadła do gustu.

Następnego dnia czekał nas pełen wrażeń dzień ,przejazd w kierunku doliny Bekaa znajdująca się między Górami Libanu i Antylibanu. Dolina znana jest ze wspaniałych pozostałości antycznych ruin i bogatej historii. Stąd do Damaszku jest zaledwie 30 km. Jadąc w kierunku Anjar, napotkać można liczne skupiska uchodźców syryjskich, a jest ich ok.1,5 miliona. Jechaliśmy w kierunku Ksary wioski położonej1600 m n.p.m. doskonale usytuowanej gdzie już w okresie Rzymian uprawiano winnice i produkowano wino. Odpowiednia ilość wody, słońca oraz wilgotność powietrza sprawiają, że zarówno wina słodkie jak i wytrawne są wspaniałe i charakteryzują się niesamowitym nigdzie indziej nie spotykany smakiem11626103

.
Po dotarciu na miejsce udaliśmy się do najbardziej renomowanej winiarni. Przed degustacją mieliśmy okazję poznać urządzenia którymi posługiwano się od najdawniejszych czasów podczas produkcji win oraz metody ich produkcji, a następnie udaliśmy się do przepastnych piwnic, gdzie w setkach beczek i tysiącach butelek leżakują dojrzewając i nabierając szlachetności. Z piwnic udaliśmy się do specjalnej sali przeznaczonej dla gości degustujących te szlachetne trunki. Podczas degustacji poszczególnych gatunków zapisałam sobie nazwy tych których bukiet smakowy najbardziej mi smakował. Po degustacji w sklepiku zakupiliśmy 3 butelki różnych gatunków. Piszę „najbardziej mi smakował”, ponieważ mąż mój jako abstynent, nawet ich nie próbował. Niech żałuje co stracił.

Z winiarni udaliśmy się do oddalonego ok 90 km od Bejrutu miasta Baalbek, które wg arabskich legend zostało wybudowane przez Kaina, gdy uciekał przed boskim gniewem, za zabicie swego brata Abla. Zbudowane jest z okolicznych kamieni i tylko granit transportowano z Egiptu. Nazwa Baalbek pochodzi od imienia fenickiego boga Baala, któremu była poświęcona świątynia. Przez prawie całą starożytność było miejscem kultu. Najdłużej czczono tam trzy bóstwa semickie: boga burzy Baala-Hadada, boginię płodności Atargatis i trzeciego niezidentyfikowanego boga. Badania archeologiczne wskazują, że ich kult w tym miejscu zaczął się prawdopodobnie już w III tysiącleciu p.n.e. Jednak międzynarodową sławę zawdzięcza zespołowi ruin świątynnych z czasów rzymskich, uważanych za jeden z największych, najważniejszych i najpiękniejszych zabytków na Bliskim Wschodzie.

Wjeżdżając do Baalbek już z oddali widać złocony meczet irański z mozaikami perskimi i megabejskimi. Zanim zaczęliśmy zwiedzać te wspaniałe budowle, łącznie z muzeum udaliśmy się do kościoła pod wezwaniem św. Barbary na Mszę Świętą. Powstał on na miejscu świątyni Venus. Jest to kościół chrześcijan melchickich, będących unii z papieżem. Obrządek mają nieco inny niż my, inny jest sposób przyjmowania komunii.

Spotkaliśmy się z życzliwym przyjęciem proboszcza tego kościoła. Po drodze do kościoła zaczepiali nas handlarze oferując m.in. tandetne koszulki z emblematami Hezbollahu po 10 dolarów. Nie było na nie chętnych.
Po mszy udaliśmy się na teren antycznego zespołu świątynnego. Już z daleka zadziwia swoją wielkością i dostojeństwem. Mimo że do naszych czasów pozostały tylko ruiny, robią one na każdym kto tu przyjedzie niesamowite wrażenie, ponieważ nie tylko styka się z historią na żywo, ale może jej dotknąć i poczuć osobiście.
Gdy po podbojach Aleksandra Wielkiego władzę nad Bliskim Wschodem objęli monarchowie greckiego i macedońskiego pochodzenia, Baalbek znane dawniej jako miejsce kultu fenickiego boga – słońce Baala, przekształcono w Heliopolis, czyli Miasto Słońca, i zaczęto czcić bóstwa greckie. Za czasów Oktawiana Augusta z Baalbek stało się miejscem kultu Jowisza Heliopolitańskiego, Wenus i Bachusa (Dionizosa), stając się niezwykle ważnym centrum religijnym. Ogromnym kosztem zakończono ok. 60 roku n.e. budowę imponującego kompleksu świątyń. Największa z nich poświęcona była Jupiterowi (Jowiszowi Optimus Maximus – najlepszemu, największemu spośród wszystkich bogów). To do niej cesarze rzymscy podróżowali 2000 km by składać ofiary swoim bogom i odbierać wskazania wyroczni o losie ich imperium. Wraz z upadkiem Rzymu i pogańskich bogów Baalbek utraciło swe religijne znaczenie. Arabowie przekształcili je w fortecę. Później wśród dawnych świątyń budowano domy.

Przechodząc przez olbrzymi sześciokątny dziedziniec – dzieło cesarza Sewera Arabusa doszliśmy do monumentalnych schodów prowadzących do świątyni Jowisza. Po wejściu na górę zostaliśmy porażeni i oczarowani najwyższymi kolumnami antycznego świata o wysokości 22 m, obwodzie 2 m, i wadze 45 ton. Do budowy jej podstawy użyto m.in. gigantycznych bloków kamiennych o masie około 400 i 800 ton. Trzęsienie ziemi w 555 r dokonało strasznych zniszczeń świątyni, a kolejne pod koniec XVIII wieku dokończyły dzieła zniszczenia powodując zawalenie kolejnych trzech kolumn z dziewięciu które stały niewzruszenie przez stulecia. Mimo, że do naszych czasów przetrwała tylko podstawa i 6 samotnie stojących niebotycznie wysokich kolumn porażają one swoim majestatem i pięknem. Patrząc na nie zastanawiałam się jak ta świątynia wyglądała u szczytu swojego rozkwitu, skoro dziś tych kilka kolumn robi na wszystkich tak piorunujące wrażenie.
Około 100 metrów od świątyni Jowisza stoi zbudowana około 150 r n.e. świątynia Bachusa (bóg urodzaju i winorośl). Pod względem wielkości jest ona 2 x, a kubatury aż 8 x mniejsza od świątyni Jowisza. Mimo, że stała niedaleko, trzęsienie ziemi jej nie zniszczyło i przetrwała do naszych czasów w miarę dobrym stanie. Zachowała się prawie cała kolumnada tej świątyni. 111

Niestety nie można do niej wchodzić, a tylko oglądać z zewnątrz. Wielkim przeżyciem było nie tylko zobaczenie jednego z cudów starożytnego świata, ale możliwość stania w ich cieniu oraz dotknięcia historii na żywo. Mimo, że na terenie ruin spędziliśmy kilka godzin, a i tak uważamy z mężem, że to za krótki czas by przyjrzeć się dokładnie wszystkim znajdującym się zabytkom. Warto jednak było tu przyjechać, by na własne oczy zobaczyć pozostałości po największej i najwspanialszej budowli za czasów Imperium Rzymskiego.
Ostatnim mocnym akcentem naszej podróży, przed powrotem do Bejrutu, a potem już do kraju była wspólna uczta (obiad) w pięknej zbudowanej w kształcie dużego namiotu restauracji w mieście Angar. Zawsze było to miasto handlowe, potwierdzają to prace wykopaliskowe podczas których odkryto pozostałości około 600 sklepów.4284

Zanim zasiedliśmy do stołów, przy wejściu do restauracji mogliśmy oglądać jak produkuje się libański chleb. Jest on wykonywany z takich produktów i w taki sposób jak za czasów Jezusa. Na obiad były podane wspaniałe libańskie specjały, których nazwy są w większości nieprzetłumaczalne i to w takiej ilości, że wszystkiego nie tylko, że nie mogliśmy zjeść, ale nie byliśmy w stanie spróbować. Wieczorem po powrocie do hotelu była jeszcze kolacja, ale nie sposób było już cokolwiek zjeść. Spróbowaliśmy jednak nieco, aby nie robić przykrości obsłudze hotelowej. Potem wyruszyliśmy na ostatnie zakupy. Pakowanie i ok godz 1.00 wyjazd na lotnisko. Z przesiadką w Belgradzie przelot trwał nieco ponad 3 godziny. Podczas naszej pielgrzymki przejechaliśmy prawie cały Liban, od Tripolis po Tyr.
Z jednego krańca po drugi. Modliliśmy się w wielu świątyniach i sanktuariach. Było nam dane poznać miejsca związane z życiem św o Charbela, św. Marona ,św. Refki, św. Stefana, św. Antoniego Egipskiego, Matki Boskiej Libańskiej. Widzieliśmy wiele wspaniałych zabytków zapoznaliśmy się z historią i kulturą tego ciekawego kraju. Dowiedzieliśmy się o problemach jakie w chwili obecnej istnieją na Bliskim Wschodzie. Siostra Bożena i siostra Urszula opowiedziały nam o swojej pracy misyjnej w Syrii i w Afryce. Nie sposób opisać wszystkiego. Mogłabym jeszcze napisać o służbie zdrowia, szkolnictwie i innych ciekawych rzeczach, których się tam dowiedziałam i może nieco później to zrobię. Nasza pielgrzymka trwała ok 10 dni. Dzięki osiągnięciom obecnej cywilizacji, mogliśmy tego dokonać w tak krótkim czasie. Obecnie pielgrzymka to prosta sprawa. Nie zawsze jednak tak było.

Pierwsza pielgrzymka do miejsc świętych miała miejsce w IV wieku. Od czasu cesarza Konstantyna a potem wyprawy krzyżowe otworzyły drogę do miejsc świętych. Pielgrzymki wtedy trwały od 1,5 roku do 3 lat. Konno było szybciej, ale nie każdy mógł sobie na to pozwolić. Na pielgrzymów czyhały różne niebezpieczeństwa, bandy, rabusie. Często pielgrzymujący nie wracali. Często też nie widzieli grobu , bo nie starczyło pieniędzy, aby opłacić możliwość wejścia. Każdy pielgrzym ubrany był specjalną pielgrzymią szatę, aby się swoim wyglądem wyróżniać i w której go w razie śmierci w drodze pochowano.

Od października gdy tam byliśmy w Bejrucie, wiele się zmieniło. Liban wydawał się bezpieczny i w zasadzie wtedy taki był, mimo, że biura podróży odwoływały swoje tam wyjazdy. My byliśmy jedną z trzech grup pielgrzymów odwiedzających to państwo, i jedyną w tym czasie grupą z Polski. Poza nami byli jeszcze pielgrzymi udający się do Sanktuarium Matki Boskiej Libańskiej z Syrii (mocno popierający Asada) oraz grupa z Meksyku, którą spotkaliśmy jadąc do Tyru.

Gdy przypominam sobie Bejrut do którego przybyliśmy 5 października br. to widzę piękne, bogate, spokojne miasto, a to co się stało 12.11.2015 r napawa mnie ogromnym smutkiem. Na ruchliwej ulicy w dzielnicy muzułmańskiej wybuchły dwie bomby – jeden zamachowiec samobójca wysadził się w szyickim meczecie, drugi w piekarni. Siła wybuchu spowodowała, że runęły także pobliskie budynki. Zginęły 43 osoby, a blisko 200 osób zostało rannych. Jak informowały miejscowe służby, na miejscu drugiego wybuchu znaleziono ciało trzeciego zamachowca, który miał zdetonować kolejną bombę. Jego ładunki jednak nie eksplodowały.

Liban to piękny kraj. Mam nadzieję, że przyjdzie taki czas, iż nie będzie zamachów terrorystycznych, i każdy będzie mógł przyjechać do bezpiecznego Libanu podziwiać jego przepiękne zabytki.