Kicz stał się w Polsce oficjalny, skoro hołdują mu włodarze miast i wsi oraz ‘pierwszopółkowi’ celebryci. Jak złośliwy rak, daje przerzuty infekując wyobraźnię.
Odzobaczyć się nie da.
Często się kręci wokół dupy. Ale nie chodzi o neutralną estetycznie goliznę, tylko o dzieła w typie post-porno z żałosnych snów kretynów.
Kicz z dupy wdziera się w przestrzeń publiczną w miejsce opróżnione przez kicz patriotyczny. Ten ostatni mógł uwierać i irytować, lecz miał tę zaletę, że nie nadawał się do repliki w przestrzeni prywatnej. A kicz post-porno, jak burza, nie zna granic.
W Zielonej Górze przed Szpitalem Uniwersyteckim zbudowanym w 1904 roku przez ewangelickie diakonisy, stanęła figurka pielęgniarki – bachantki. Szumnie odsłaniali to dzieło zachwyceni prezydent Zielonej Góry i inni dostojnicy. Mieli jednak pecha, bo pielęgniarki się wściekły i zasłoniły odwłok i cycki bandażami. Napisały nawet oświadczenie, w którym przytomnie stwierdziły, że 'dzieło’ je obraża.
Nie wykluczam, że ustawiona niedawno w Busku Zdroju, dwumetrowa ‘Gaja’ Maurycego Gomulickiego, miała być prowokacją, kpiną, czy złośliwym smyraniem nerwów kuracjuszy, głównie przecież seniorów. Ale intencje twórcy (który potrafi robić sztukę) są bez znaczenia, bo jego „Gaja” należy do tej samej kategorii, co „Zdrowitka” z Zielonej Góry.
I też będzie dawać metastazy.
Pojęcia nie miałam, co dzieje się w domach celebrytów, dopóki portale informacyjne (!?) mnie nie podkusiły, żeby tam zajrzeć. Tysiące ludzi te koszmarki oglądają, bo są zachwalane, jako ‘prawdziwe pałace’, ‘rezydencje’, czy 'wille marzeń’. Nie podaję nazwisk właścicieli, bo są bez znaczenia, a po szóstym monstrualnie kosztownym kiczu, dałam sobie spokój. To samo przez to samo w dwu wersjach.
Co ma być minimalizmem staje się absurdalnym standardem, ponurym miejscem nie-do-życia. Biblioteka? A po co?
Instagram woli marmury wzbogacone bieda-szablami roślin wytrzymujących tydzień bez podlewania. Ogród? A jakże! Złożony z trawnika, kostki, basenu i tui. Z kolei wersja à la dworek łączy np. (błędne) wyobrażenie mieszczańskiej oprawy okna, czyli pretensjonalne atłasowe draperie, z ławą nakrytą szwedzkim obrusem w kratkę. Ani kolorem, ani teksturą, ani charakterem materii to się nie składa. Bo można łączyć różne opowieści, pod warunkiem, że robi się to z wdziękiem i z sensem. Jednego i drugiego brak.
Przyszło mi nawet do głowy, że może to nie są prawdziwe mieszkania, tylko ucharakteryzowane na 'domy gwiazd’ wystawy, gdzie zgromadzono meble i akcesoria, żeby ludzie kupowali w imitacyjnym odruchu? Ale nie, przecież oni się tak ubierają.
Czemu to robią sobie i nam?
Może oczu nie mają? Może nigdy nie zachwycili się pięknem świata bezinteresownie?
.
Autor: Liliana Sonik
Urodzona 30 sierpnia 1954 r. w Krakowie – polska filolog, wychowanka DA Beczka, po śmierci Stanisława Pyjasa założycielka Studenckiego Komitetu Solidarności, publicystka, dziennikarka, opublikowała w „Tygodniku Powszechnym”, „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Polskim”, „Głosie Wielkopolskim”, „Gazecie Wyborczej”, „Znaku”. Pracowała w Radio France Internationale i TVP.






Zostaw komentarz