30 września 2021 roku pożegnaliśmy Małgorzatę Stawowy, wieloletnią pracownicę Muzeum Domu Rodzinnego Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach. Jej rolą była opieka nad muzealnymi gośćmi. Zmarła w wieku zaledwie 49 lat. Na zawsze zostanie w naszej pamięci!

Podobno pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Dlatego w progu muzeum stałaś zawsze Małgosiu Ty. Zawsze uśmiechnięta, serdeczna, pomocna, z sercem na dłoni, witając każdego jak członka rodziny, który właśnie wrócił do domu z dalekiej podróży. Potrafiłaś zobaczyć w każdym dobro, nawet w najbardziej pochmurny i przemoczony do ostatniego turysty dzień. Byłaś powodem, dla którego muzeum każdego dnia przestawało być tylko muzeum – a zaczynało być znowu domem rodzinnym. Ty jedna potrafiłaś w środku wycieczki wbiec z kubkiem wody w ręce, mówiąc do całego świata „Przepraszam, ale przewodnik nic dzisiaj jeszcze nie pił” i z matczyną troską w oczach czekać, aż wypijemy wszystko do dna, bo tylko wtedy pozwolisz opowiadać nam o Karolu dalej.

Przytulałaś nas codziennie rano, w chwilach słabości i zupełnie bez okazji. Przytulanie było zawsze Twoją największą mocą. Najpiękniejszą modlitwą w trosce o wszystkich – a na samym końcu jak zwykle o siebie. Byłaś i zawsze będziesz najjaśniejszym morałem naszej wspólnej historii. Historii o zapasowej rodzinie. Historii o miejscu, gdzie ze świętymi chodzi się na kawę, anioły mają wyrzuty sumienia po kolejnej porcji ciasteczek, a Bóg przytula każdego i mówi „Nie martw! Damy jakoś rade! Zapraszam Państwa do środka”. Czy naprawdę dziwisz się Gosiu, że Pan Bóg nie mógł się Ciebie doczekać? Przeżywałaś każdy nasz katar, każde zdarte gardło i każdy upadek wiary że warto. Wierzyłaś w nas wszystkich i za nas. Najmocniej. Bez przerwy. Patrzyłaś smutna jak upadamy – i dumna jak powstajemy, aby znowu na nowo być przewodnikiem ludzkich serc. Dzisiaj te serca biją w najgłośniejszej z ciszy, bo znowu zabrakło nam czasu na tyle pięknych jeszcze historii.

Zawsze twierdziłaś, że koślawo idzie Ci angielski – a jako jedyna, swoim uśmiechem i żartem potrafiłaś dogadać się z każdym człowiekiem na świecie. Ilekroć spotkałaś grupę z Madrytu opowiadałaś, że Twój syn jest piłkarzem, tym samym próbując kopnąć w powietrzu niewidzialną piłkę. Gdy spóźniona grupa Francuzów panikowała przed wejściem do muzeum, Ty jedyna, bazując na trzech znanych Ci francuskich słowach, zaczęłaś razem z wszystkimi śpiewać „O Szonze Lize”, zostając tym samym największym polskim bohaterem grupy, z którym każdy mieszkaniec Paryża musiał mieć obowiązkowe zdjęcie. Gdy myślałaś że nie widzimy, potrafiłaś po chińsku, czesku i arabsku opowiedzieć historię Karola w 10 pełnych miłości minut, na co nam przewodnikom nieraz nie starczała nawet godzina.  Bo choć zawsze wierzyłaś w każdego bardziej niż w siebie – to nikt z nas mową serca nie władał bieglej i piękniej niż Ty. Byłaś z nami zawsze i mimo wszystko. Gdy rodziły się nasze dzieci i wnuki… i gdy umierali rodzice. Gdy świętowaliśmy kolejne sukcesy i pochwały z najdalszych zakątków świata. I także wtedy, gdy po wielkiej burzy zapadła ciemność.. a po piwnicy można było pływać kajakiem. Gdy podkradaliśmy wspólnie ochronie cukier a Siostrom Nazaretankom waniliowe latte… i gdy szukaliśmy dobrego argumentu za zjedzeniem w środku tygodnia wielkiej golonki z kapustą. Gdy kupowaliśmy nowy samochód.. i gdy po miesiącu oddawaliśmy go na złom. Gdy planowaliśmy wielką wyprawę do Afryki.. i gdy w pewien wtorek techniczny zgubiliśmy się na Leskowcu, z czego Pan Janusz miał ubaw przez miesiąc. Gdy pozwolono nam splądrować archiwum na Jasnej Górze… i gdy piliśmy błoto z wyschniętego źródełka miłości w Czernej, bo mówiłaś że dopiero wtedy wyprosimy u św. Józefa dobrego męża. Dzisiaj jesteśmy tutaj Małgosiu bo pamiętamy, że dobry przewodnik nie znika gdy historia się kończy. Dobry przewodnik, odprowadza swoich muzealnych przyjaciół do samych drzwi – do samego końca.

Dzisiaj sama stoisz Małgosiu przed najważniejszą w życiu bramą. Wiedz, że na pewno się nie spóźniłaś. Jak dla nas zjawiłaś się tam o wiele za wcześnie. Dzisiaj to Ciebie będzie witał Ktoś z uśmiechem na twarzy. Dzisiaj nikt nie zapyta o rezerwację czy bilet. Dzisiaj przywita Cię Ktoś, kto już od dawna nie mógł się Ciebie doczekać. I choć trudno nam to przychodzi – mówimy ” Idź Gosiu i baw się dobrze. To naprawdę wyjątkowe miejsce. Zobaczysz że Ci się spodoba. Spotkamy się później”. Kto wie, może czeka na Ciebie już pewien znajomy przewodnik i machając charakterystycznie w górze palcami czeka, aby oprowadzić Cię po najpiękniejszych niebieskich szlakach. Idź z nim Małgosiu. On zna już drogę. I jak mówił nasz Karol „pilnuj nam tych szlaków” bo kiedyś i my będziemy potrzebowali dobrego przewodnika. Dzisiaj usłyszysz historię o innej rodzinie niż ta z Kościelnej. Dziś wejdziesz do salonu, który nie będzie już pusty. Dziś spotkasz w nim tych, których dobrze znasz. Których kochasz. Za którymi tak bardzo tęskniłaś. Dzisiaj naprawdę wrócisz do domu. A gdy przyjdzie taki moment wieczności, że zatęskni Ci się za nami, zawołaj proszę znajomego nam wszystkim księdza i poproś, aby w naszym imieniu zaśpiewał coś razem z Toba. Jest dobry w śpiewanie… choć czasami gubi się w tekście. A my tu na ziemi, nucąc cicho pod nosem „Barkę”, będziemy pamiętali, że choć Twój ewangeliarz zamknął ciepły wiatr, byłaś najpiękniejszą z narracji jaką przyszło opowiedzieć muzeum na Kościelnej 7.

Bo gdy po tych wszystkich wspólnych latach Pan Bóg zapyta nas dzisiaj, jak Ty kiedyś żegnająca gości w muzeum – „i jak? podobało się?” – odpowiemy dziś wszyscy jednym wspólnym głosem „Było przepięknie. Ale zdecydowanie za krótko”.

Basia Las w imieniu byłych przewodników Muzeum Dom Rodzinny Ojca Świętego Jana Pawła II w Wadowicach