Szef naszej dyplomacji (takiego czegoś, co zajmuje się załatwianiem spraw naszego kraju i co generalnie polega na byciu miłym w formie i twardym w treści) w czasie wizyty w Jordanii został zapytany o komentarz do ostatnich aktów przemocy w Niemczech. Minister Waszczykowski powiedział, że „Polska wyraża solidarność z Niemcami dotkniętymi tymi przykrymi zdarzeniami, które potwierdzają słuszność naszej decyzji o przyłączeniu się do działań zmierzających do zwalczania Państwa Islamskiego. Polska będzie współpracować z sojusznikami w NATO i UE, tak aby zahamować napływ uchodźców, którzy w większości są ludźmi dotkniętymi przez straszne doświadczenie wojny, ale wśród których są też osoby niebezpieczne. Z tej też racji Polska zawsze podkreślała, że pomocy uchodźcom musi towarzyszyć dbałość o bezpieczeństwo mieszkańców UE”. Innymi słowy minister między wierszami delikatnie zaznaczył, że Polska nie przyjmie uchodźców i bardzo subtelnie wytknął Niemcom błędy w ich polityce względem tychże.

I wszystko byłoby cudnie, gdyby nie to, że szef naszej dyplomacji (takiego czegoś, co zajmuje się załatwianiem spraw naszego kraju i co generalnie polega na byciu miłym w formie i twardym w treści) powiedział coś innego, niż to, co sam napisałem powyżej. Minister powiedział mianowicie, że „Za sytuację bezpieczeństwa w Niemczech odpowiedzialne są służby niemieckie, odpowiedzialni są politycy niemieccy i oczekujemy od nich, że oni wyjaśnią, dlaczego doszło do takich aktów”. Innymi słowy szef naszej dyplomacji między wierszami delikatnie zaznaczył, że niemiecki rząd to kretyni i subtelnie wezwał szefa niemieckiej dyplomacji (a może kanclerz – któż to wie) na dywanik.

Czemu minister tak to ujął. Odpowiedź w filmiku:

Autor: Witold Jurasz