Szymon Huptyś mówi, że będzie głosem młodego pokolenia, dlatego zdecydował się kandydować na posła, chce ich reprezentować w Sejmie RP. – Jestem głosem młodych ludzi, którzy są ambitni, pracowici i odpowiedzialni, chcą móc się rozwijać w Polsce, a odbijają się od muru polskiej biurokracji i nie znajdują zrozumienia w instytucjach Państwa – podkreśla młody polityk PiS w wywiadzie dla portalu Pressmania.pl – Proszę zwrócić uwagę, że jest w polskim Sejmie wielu polityków, którzy najchętniej pozostaliby głusi na problemy pokolenia 18-35. Trzeba wyciągać im stopery z uszu i głośno mówić, czego dzisiaj potrzeba, aby młodzi ludzie mogli pozostać w kraju i budować narodową wspólnotę w spokoju, bez strachu, że zabraknie pieniędzy albo, że fiskus ich zniszczy – stwierdza Szymon Huptyś, kandydat PiS na posła z Krakowa w rozmowie z Janem Lorkiem.

Jan Lorek: Czym kierował się Pan do tej pory w wyborach, decydując się na któregoś z kandydatów?

Szymon Huptyś: Zawsze się kierowałem tym, czy któregoś kandydata znam i czy pozytywnie oceniam jego dorobek i kampanię. W wyborach do Sejmiku Woj. Małopolskiego 2010 głosowałem na Alicję Legutko-Dybowską, do Sejmu 4 lata temu na Andrzeja Dudę, do europarlamentu na prof. Legutkę.

Czy kryterium wieku ma dla Pana jakieś znaczenie?

– Jak widać po doborze osób, na które do tej pory głosowałem, nie jest to kryterium najważniejsze. Młode osoby mogą wnieść dużo świeżego spojrzenia do polityki – dlatego też sam w wyborach startuję – zaś bardziej doświadczeni politycy mogą być na tej ścieżce przewodnikami i mentorami.

Co młodość może wnieść do polityki? Mamy kilku młodych posłów, ale nie będę o nich pisać.

– Jestem przekonany, że w tych wyborach startuje wielu młodych i ideowych ludzi. To prawda, że zachowanie kilku parlamentarzystów pozostawiało ostatnio wiele do życzenia, ale przecież takie przykre incydenty są udziałem nie tylko młodych polityków. Im mniej takich zjawisk, tym lepiej – ale to nie oznacza, że im mniej młodych, tym lepiej.

Co w takim razie Pan wnosi ze swoją kandydaturą?

– Świeże spojrzenie na problemy młodych ludzi. Młodych ludzi, którzy są ambitni, pracowici i odpowiedzialni, chcą móc się rozwijać w Polsce, a odbijają się od muru polskiej biurokracji i nie znajdują zrozumienia w instytucjach Państwa. Proszę zwrócić uwagę, że jest w polskim Sejmie wielu polityków, którzy najchętniej pozostaliby głusi na problemy pokolenia 18-35. Trzeba wyciągać im stopery z uszu i głośno mówić, czego dzisiaj potrzeba, aby młodzi ludzie mogli pozostać w kraju i budować narodową wspólnotę w spokoju, bez strachu, że zabraknie pieniędzy albo że fiskus ich zniszczy.

Czy Sejm w czasie ostatniej kadencji podjął jakieś uchwały skierowane do młodych?

– Najważniejszymi problemami dla młodych ludzi są sprawy związane z pracą i stabilizacją. Powstają o prawda programy mające na celu zmniejszenie tych trudności, jednak są one nieskoordynowane, rachityczne. Niestety odrzucano bez dłuższej dyskusji ciekawe pomysły opozycji, takie jak „Narodowy Program Zatrudnienia” czy „firma na próbę”. Młodzi ludzie to nie gówniarze i chcą mieć poczucie, że państwo nie rzuca im kłód pod nogi. To wielkie wyzwanie na nadchodzącą kadencję.

A lokalnie co pasowałoby usprawnić?

– Parlamentarzyści są od tego, by lobbować za dobrymi inwestycjami w swoim regionie. Uważam, że takie regiony jak Małopolska, Lubelszczyzna czy Podkarpacie były przez ostatnie lata zaniedbywane jeśli chodzi o inwestycje infrastrukturalne. W Małopolsce potrzebujemy kompletnej drogi ekspresowej S7 oraz szybkiej kolei Kraków-Krynica/Nowy Sącz/Zakopane.

Na koniec lubię zapytać o coś niezwiązanego z tematem, wiec zostawmy politykę. Wiem, że interesuje się Pan muzyką. Jak ocenia Pan tegoroczne wydanie konkursu chopinowskiego?

– Cieszę się, że transmisje prowadzą dwie stacje telewizyjne, ale szkoda, że w głównych wydaniach serwisów informacyjnych jest o nim tak cicho. Konkurs stoi na wysokim poziomie, bo to przecież pianistyczne mistrzostwa świata.

Dziękuję za rozmowę.