Z wtorku na środę (12/13.08.25 r.) mamy noc Perseidów. Na niebie zobaczymy cudowny spektakl „spadających gwiazd”. I może niektórym z nas będzie się wydawało, że „wszystkie gwiazdy śmieją się do ciebie, ponieważ wy będziecie się uśmiechać do jednej z nich”.
Dla astronomów to zjawisko astronomiczne.
Ot, resztki komety Swift-Tuttle, jak co roku, spalają się w ziemskiej atmosferze.
Ale to może być ta chwila, kiedy patrząc na „spadające gwiazdy”, możemy zajrzeć w głąb siebie.
Porozmawiać z sobą, samym.
Bez tej codziennej gonitwy myśli.
Tylko my i gwiazdy.
Tak przynajmniej odczuwał mój wielki imiennik, Antoine de Saint Exupery.
W „Małym Księciu” gwiazdy są dla niego symbolem przyjaźni, miłości, tęsknoty oraz nieuchwytną bliskością ukochanej osoby.
Napisał – ” kiedy będziesz patrzył w niebo, będzie ci się wydawać, że wszystkie gwiazdy śmieją się do ciebie, ponieważ ja będę się uśmiechał do jednej z nich”.
Jak on lubię patrzeć w niebo, słuchać gwiazd.
„Są jak pięćset milionów dzwoneczków”.
Jedna z takich nocy, na pustyni Wadi Rum, w Jordanii była dla mnie wręcz mistycznym przeżyciem.
Gwiazdy były wręcz na wyciągnięcie ręki.
Na bezchmurnym, ciemnoatłasowym niebie.
Leżałem na piasku i wpatrywałem się w jedną z nich.
Nie znałem jej imiona, ale ona pewnie znała moje.
I tysiące, tysiące imion ludzi z generacji przede mną.
Ona była tam, zanim na ziemi, pojawili się ludzie.
Zanim pojawiło się na Ziemi życie.
Wyglądała jak kwiat niezapominajki rzucony ręką Boga na granatowy kobierzec nieboskłonu.
Ale to tylko pozory.
Jak wszystko w życiu.
W istocie, na jej powierzchni panuje temperatura tysięcy stopni Celsjusza.
Byłem sam, ale nie samotny.
Zresztą, na pustyni samotność fizyczna staje się Obecnością.
Dla Mojżesza, gorejącym krzewem.
Dla Trzech Magów, znakiem gdzie narodziło się Dziecię.
Dla kupców, w karawanach, drogowskazem.
A dla mnie?
No cóż, nadal szukam odbicia owej gwiazdy gdzieś na dnie mojej duszy.
Foto. Pixabay.com
Zostaw komentarz