Podróże zawsze były moją pasją, radością i uzależnieniem. Od wczesnej młodości czytając książki podróżnicze czułam jak szeroki świat wzywa mnie bym zobaczyła jego opisane piękno osobiście. Jego poznawanie rozpoczęłam od wędrówek po kraju. Na początku były dzikie Bieszczady, polskie góry, z których przeniosłam się na poznawanie Warmii i Mazur i polskie wybrzeże bałtyckie. Mimo, że byłam przy okazji w wielu modnych kurortach, to nigdy one mnie nie pociągały, ponieważ od zawsze najważniejsze dla mnie było obcowanie z przyrodą i miejscowym folklorem z dala od miejskiego zgiełku, spalin i hałaśliwej muzyki.

Liliana Borodziuk z mężemPóźniej zaczęły się zagraniczne wyjazdy najpierw po Europie, a następnie jeszcze dalej, bo na inne kontynenty. Na niektórych byłam kilkakrotnie, inne czekają na mnie. Minęło sporo czasu zanim tym bakcylem zaraziłam mojego męża. Tym razem wybraliśmy się do Ameryki Południowej, były to państwa Peru i Boliwia.

111Dlaczego właśnie te państwa? Odpowiedź jest prosta. Naszym marzeniem było zobaczyć Machu Picchu zagubionego miasta Inków odkrytego dla świata przez amerykańskiego naukowca, Hirama Binghama, Jezioro Titiccaca z pływającymi wyspami, na których w chatkach zbudowanych z trzciny totora od czterech wieków żyją Indianie z plemienia Uru, oraz zobaczyć z góry płaskowyż Nazca. Przy okazji mieć możliwość zobaczenia wielu innych wspaniałych miejsc m. in. dolinę rzeki Colca, ocenianą przez niektórych podróżników, jaką piękniejszą od Canionu Colorado.

Liliana z mężem na plażyAle zacznę od początku. Przylecieliśmy do Limy późnym wieczorem dnia 5 czerwca 2015 r po 15–godzinnym locie z Warszawy do Limy z przesiadką w Paryżu. Kolacja i poczęstunek, którym było pisco specjalny trunek, do którego dodawało się m. in ubite białka jajek i cynamon. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że stanie się on moim ulubionym napojem podczas tej podróży.

LimaLimę założył hiszpański konkwistador Francisko Pizarro z zawodu świniopas, który później za swoje zasługi został obdarzony przez króla Hiszpanii tytułem szlacheckim o imponującym herbie. Nazwał o Limę miastem Trzech Króli. Gdy przybył panowała tam pora letnia. Nie wiedział biedaczysko jak fatalny klimat ma to miejsce W Limie przez cały rok nie padają deszcze w związku z tym domy nie maja rynien. Gdy zdarzy się jednak raz na kilka lat opad deszczu uważany jest to za anomalię. Natomiast wilgotność powietrza dochodzi często do 90%, tak, że Europejczykom ciężko się oddycha. Miasto położone jest na pustyni, często panują na niej mgły. Zabudowa jest raczej niska domy 2-4 piętrowe ze względu na obszar sejsmiczny, poza budynkami użyteczności publicznej.

Plaża w LimieBardzo ciekawie wygląda komunikacja miejska. Mimo, że Limę zamieszkuje ponad pięciokrotnie większa liczba ludności od Warszawy, to nie istnieje w niej taka komunikacja miejska jak np w Warszawie. Zastępują ją prywatne niewielkie busiki, które zatrzymują się w miejscach gdzie gromadzą się ludzie. W każdym z tych busików jest chłopiec naganiacz, który informuje potencjalnych pasażerów, w jakim kierunku dany pojazd jedzie. Przejazd kosztuje 1 sola. Nie ma przystanków. Pasażerowie mogą wysiadać w żądanym przez siebie miejscu, np.; „drugi zakręt za zieleniakiem”…

Kutry w zatoceOprócz tego całe miasto pokryte jest siecią informatorów (przeważnie są to młodzi chłopcy), którzy za pomocą telefonów komórkowych informują kierowców o korkach na ulicach, jaka linia jechała, o której i dokąd. Wszystko się kręci jak w zegarku.

Ptaki na łodziPo przylocie, w Limie zatrzymaliśmy jak tylko na jedną noc, ponieważ następnego dnia z rana udaliśmy się do miasteczka Paracas leżącego nad brzegiem Oceanu Spokojnego, z którego motorówkami mieliśmy się udać na wyspy Ballestas, zajętymi przez kolonie lwów morskich i ptaków (kormoranów, pingwinów Humboldta, pelikanów). Do Limy powróciliśmy po dwóch tygodniach, na zakończenie naszej podróży. Mając więcej czasu mogliśmy zapoznać się z jej wspaniałą historią i zabytkami. Ale o tym napiszę na koniec przygody z Ameryką Południową.

Widok na LimeJadąc w kierunku Paracas podziwialiśmy przepiękne widoki i słuchaliśmy wspaniałych opowieści naszej przewodniczki Agaty o tym ciekawym i pięknym kraju, nie wiedząc jak przykrą niespodziankę szykuje nam los.
Ale o tym już w następnym odcinku moje opowieści.