Wodospady Wiktorii

Tak jakoś w życiu mi się zdarzało, że jak przeczytałam lub usłyszałam o jakimś ciekawym miejscu na świecie, to później tam byłam. Tak było i w tym przypadku. Marzyłam o tym, żeby zobaczyć sławne ze swego piękna i wielkości Wodospady Wiktorii. Wracając z jednodniowego wypadu z Botswany do Zimbabwe nasza przewodniczka Agnieszka poinformował nas o planie na następny dzień. Był on nieprawdopodobnie ciekawy, równocześnie bardzo napięty. Czekała nas przejażdżka na słoniach afrykańskich, lot nad Wodospadami Wiktorii i oglądanie go z góry, oraz bezpośrednio, wędrując szlakiem wzdłuż jego krawędzi.
Dzień rozpoczęliśmy bardzo wczesnym rankiem wyruszając mikrobusem z naszego hotelu Elephant Hills. Po około 45 minutach jazdy byliśmy na miejscu z którego miała się rozpocząć nasza podróż na słoniach. Był to urokliwy zakątek ukryty na skraju sawanny, w którym znajdowało się rodzaj biura podróży połączonego z zajazdem.943

Czekając na spotkaniem ze słoniami na jego tarasie, o świcie piliśmy gorącą kawę i oglądaliśmy budzącą się do życia afrykańską przyrodę. Słyszeliśmy nakładające się na siebie odgłosy ćwierkań, śpiewów, gwizdów, świstów, stukań wydawanych przez ptaki. Niektóre z nich widzieliśmy, bo przelatywały z gałęzi na gałąź pobliskich drzew, lub siadały na otaczającej zajazd balustradzie. Widzieliśmy również zwierzęta które przychodziły się napić do pobliskiego potoku.502767

Robiąc zdjęcia podziwialiśmy otoczenie. W międzyczasie przybyli również inni uczestnicy naszej wyprawy. Wyglądem przypominali mieszkańców Indii. Podczas rozmowy okazało się że z trafnie ich oceniłam, z tym, że od lat mieszkają w USA. Porozmawialiśmy chwilę o Indiach w których byliśmy z mężem w 2011r i w których mamy przyjaciół.6872

Podczas rozmowy zjawiły się słonie, szły majestatycznie, wachlując się swoimi olbrzymimi uszami i wznosząc do góry swoje trąby. Nastąpiło krótkie przywitanie, można je było pogłaskać, dotknąć wspaniałych kłów i sobie zrobić z nimi zdjęcia.90130

Żeby wejść na słonia musieliśmy udać się do zbudowanego specjalnie w tym celu podestu z którego usadowienie się na jego grzbiecie było dziecinnie łatwe. Prawdziwy komfort jazdy zapewniały siedzenia w kształcie siodła i strzemiona na nogi. Przejażdżka trwała ponad godzinę. Słonie, którymi podróżowaliśmy, to zwierzęta znalezione przed laty w buszu, osierocone, bezradne, przygarnięte przez ludzi i szkolone w celu przewożenia turystów takich jak my. 360

Rozumieją ponad 20 komend i reagują na swoje imię. Są bardzo zżyte ze swoimi opiekunami którzy o nie dbają. Były w różnym wieku od 13 do 33 lat. Nasz miał 31 lat, a na imię Jake. Podczas podróży na polecenia opiekuna przystawał lub ustawiał się tak, abyśmy mogli zrobić zdjęcia. 244

Trasa była niesamowicie malownicza. Część przebiegała przy niedużej rzeczce porośniętej egzotyczną dla nas roślinnością. Następna wiodła wśród drzew, których konary obrywały przemieszczające się słonie objadając je w czasie marszu z liści i młodych gałązek, a ostatni odcinek trasy przebiegał przez obszar przypominający sawannę. 218

Przez całą drogę towarzyszyła nam piesza, uzbrojona w strzelby ochrona. Mimo, że słoń w zasadzie nie ma wrogów, organizator tej przejażdżki, firma Wilde Horyzons, zapewniała nam w ten sposób ochronę przed dzikimi zwierzętami. 480

Na zakończenie jazdy pożegnaliśmy się z naszymi słoniami, częstując je ich ulubionym przysmakiem, kukurydzianymi korkami, a one na pożegnanie zasalutowały nam swoimi trąbami. Po tym pożegnaniu, w zajeździe czekało na nas pyszne śniadanie i pokaz filmu nakręconego przez organizatorów podczas jazdy. Oczywiście ten film nabyliśmy na pamiątkę. 55410

Szybko wróciliśmy do hotelu by się przebrać, bo czekał nas lot śmigłowcem nad Wodospadami Wiktorii, najbardziej niezwykłego wodospadu na świecie. Miejsce gdzie lądują i startują śmigłowce znajdowało się bardzo blisko od naszego hotelu Elephant Hills, nawet pieszo można było szybko tam dotrzeć, bo autokarem jechaliśmy pięć minut.

Po przybyciu na miejsce każdy z nas był dokładnie zważony, bo od tego zależało rozłożenie ciężaru w śmigłowcu. Kilka chwil po wystartowaniu znaleźliśmy się nad rzeką Zambezi. Dopiero z góry widać, że Wodospad Wiktorii jest w kształcie zbliżony do podkowy o szerokości 2000 metrów i w rzeczywistości składa się z pięciu oddzielnych kaskad wodnych. Panorama którą widzi się z powietrza swoim niepowtarzalnym pięknem oszałamia.4662

Niesamowite wrażenie robią masy wody spadającej do gigantycznej szczeliny skalnej. Nie można oderwać od tego widoku oczu. Gdy przelatywaliśmy nad nim i spojrzałam w „czeluść” wodospadu, przeszły mnie dreszcze, na myśl, co by się z nami stało gdyby śmigłowiec nagle uległ awarii. 78111135

Dawid Livingstone który go odkrył widząc go z ziemi powiedział: „Widok tak piękny, że muszą się w niego wpatrywać aniołowie w locie”. Zastanawiam się co by powiedział, gdyby dane mu było spojrzeć na niego z góry. 15168

Wrażeń jakich doznaliśmy podczas tego 15-minutowego lotu nie da się opisać, to trzeba samemu zobaczyć. Widoki które zobaczyliśmy zostaną nie tylko w naszej pamięci, ale i na filmie jak i zdjęciach, które robiliśmy podczas tego lotu. Jednak nie są w stanie oddać wrażeń które się przeżywa. Są one ich namiastką.

Po wylądowaniu upał doskwierał niemiłosiernie, ale udaliśmy się zwiedzić miejscowy bazarek z ludowymi rzeźbami i innymi drobiazgami, między innymi biżuterią i wyrobami ze steatytu, miejscowego bardzo ciężkiego kamienia.
8

Po obiedzie ok godz.14.30 miejscowego czasu najważniejsza część programu, czyli spacer w bezpośrednim sąsiedztwie Wodospadów Wiktorii. Mieliśmy je dosłownie na wyciągnięcie ręki.
Miejsce te odkrył dla świata w roku 1855 David Livingston szkocki lekarz i teolog. Został wysłany jako misjonarz do Botswany w celu krzewienia chrześcijaństwa. W ciągu 7 lat jego działalności zdołał nawrócić tylko jedną osobę. Przemierzył za to Czarną Afrykę od jednego wybrzeża do drugiego ciągle narażając życie swoje i swojej rodziny. Uczestniczył też w wyprawach do źródeł Nilu.716

D. Livingston doczekał się swojego pomnika w okolicach Wodospadów Wiktorii. Gdy tam dojeżdżaliśmy powietrze było upalne, słońce jeszcze mocno świeciło, ale widać były gromadzące się na horyzoncie chmury i dochodziły pomruki dalekiej jeszcze burzy.2530

Wodospad Wiktorii to jeden z najwspanialszych cudów natury na świecie. Leży na rzece Zambezi i stanowi granicę między Zimbabwe a Zambią. Masa woda spadająca z wysokości 108 metrów i w ilości 9 mln litrów na sekundę powoduje powstawanie chmury pyłu wodnego unoszącego się nad wodospadem na wysokość 400 metrów i widocznego w promieniu 50 kilometrów. Rdzenni mieszkańcy nazywali ten dziw natury „Mosi- oa – Tunya” (Dym który grzmi) i bali się nawet do niego zbliżyć. 4751

Od strony Zambii od września do grudnia, gdy poziom wody spada można zażywać kąpieli w miejscu zwanym „Diabelskim Basenem”, naturalnie ukształtowanej skalnej niecce przy krawędzi wodospadu. My byliśmy w lutym, więc taka kąpiel była niemożliwa. A nawet gdyby była, nie wiadomo czy byśmy z niej skorzystali.
Przed wejściem na teren wodospadów dostaliśmy solidne, długie peleryny przeciwdeszczowe z kapturami. Jakie one były „solidne” przekonaliśmy się niebawem, gdy zbliżyliśmy się do wodospadu i gdy po jakimś czasie lunął tropikalny deszcz.6066

Nie przeszkodziło nam to jednak w podziwianiu tego cudu przyrody. Nasza wędrówka trwała prawie 3 godziny, byliśmy przemoknięci do kości, ale było ciepło. Lepiej więc było zdjąć peleryny, tym bardziej, że tropikalna ulewa tak jak przyszła tak minęła. 72193

Łomot spadającej wody słyszalny jest w promieniu 40 kilometrów. Im bliżej się do niego zbliżaliśmy, tym bardziej on narastał, a wraz z nim drżenie ziemi. Idąc do kolejnych punktów widokowych przemieszczaliśmy się w lesie deszczowym, który otacza Wodospad Wiktorii. Jest to jedyne miejscem na świecie, gdzie codziennie pada deszcz.
108113
To tam widziałam i mogłam dotknąć lian. Spadająca masa wody tworzy nad wodospadem chmury pyłu wodnego. Gdy nie było wiatru praktycznie nic nie było widać. Dzięki temu, że się co jakiś czas pojawiał ,odsłaniał cały majestat wodospadu. Wówczas widzieliśmy niezwykły spektakl natury: monstrualnych rozmiarów ścianę spadającej spienionej wody, połączonej z szumem i hukiem. 211

Było na co popatrzeć. Niesamowite i niezatarte wrażenie które zostanie na zawsze w naszej pamięci. Przy niskich stanach rzeki stan wody w wodospadzie spada nawet o 90%.
Słyszałam o unikalnym zjawisku jakim jest tęcza księżycowa, niestety nie dane nam było ją zboczyć ponieważ występuje tylko podczas pełni Księżyca.6

Po krótkim odpoczynku przy kawie ruszyliśmy w kierunku słynnego mostu na rzece Zambezi. Jest to most graniczny między Zimbabwe a Zambią zaprojektowany przez Cecila Rhodes. Był on brytyjskim politykiem i przedsiębiorcą ,twórcą idei „od Kapsztadu do Kairu” czyli kolonizacji przez Wielką Brytanię ziem afrykańskich. Most ten a później kolej miały być pierwszym krokiem do tego celu. Cecil Rhodes nigdy nie doczekał zakończenia budowy tego mostu.
1036

Idąc na ten most graniczny musieliśmy mieć przy sobie paszporty, ale okazały się być niepotrzebne, ponieważ nikt nie domagał się ich okazania, a przemiła straż graniczna Zambii, za niewielką opłatą nie miałaby nic przeciwko temu, by wpuść nas wgłąb państwa.375060

Zrobiliśmy sobie pamiątkowe zdjęcia na tle Wodospadów Wiktorii z perspektywy tego mostu. Na moście było też miejsce gdzie można było wykonać skok na bungee.8284

Jednak o tej porze było już nieczynne, szkoda, bo chętnie bym wykonała taki skok na zakończenie intensywnie spędzonego dnia.
Wracaliśmy do hotelu zmęczeni ale szczęśliwi. Następnego dnia czekał nas lot z lotniska Victoria Falls do Johannesburga.