Park Krugera

Z lotniska w Victoria Falls w Zimbabwe wylecieliśmy o godz .12 w południe, żeby po ok. czterech godzinach wylądować w Johannesburgu. Samolot miał międzylądowanie w stolicy Zimbabwe, gdzie dosiadło sporo pasażerów. Między innymi, rzucająca się w oczy liczna grupa czarnoskórych sportowców, ubranych w żółte koszulki. Jak się później okazało byli to zawodnicy jednej z drużyn piłki nożnej Zimbabwe lecących na międzynarodowe zawody. Gdy wylądowaliśmy na lotnisku w Johannesburgu i oczekiwaliśmy na nasze bagaże jeden z zawodników, przez pewien czas nam się przyglądał, słuchając naszej rozmowy. Po pewnym czasie podszedł do mnie i do męża i czystą polszczyzną spytał z jakiego miasta w Polsce jesteśmy. Byliśmy zdumieni, że bez żadnych naleciałości i akcentu mówił pięknie po polsku. Okazało się, że w młodości przez 10 lat mieszkał w Polsce, będąc zawodnikiem drugiej a następnie pierwszej ligi drużyn piłkarskich w Tychach, Radomiu i Częstochowie. Nazywał się Prince Matore i obecnie jest trenerem lecącej z nami drużyny. Jego drużyna zdobyła mistrzostwo Zimbabwe. Bardzo interesował się polskimi sprawami i Unią Europejską. Rozmowa trwała kilkanaście minut. Na zakończenie poprosiłam go o autograf, ale nie pomyślałam, by zrobić z nim zdjęcie. Szkoda.

Po przylocie do RPA zatrzymaliśmy się po raz kolejny w tym samym zespole hotelowo-kasynowym w Johannesburgu tylko w innym pokoju. Następnego dnia po śniadaniu wyruszyliśmy do prowincji Mpumalanga, gdzie w okolicach Parku Krugera mieliśmy zatrzymać się na cztery noce. Trasa liczyła 350 km, po drodze mieliśmy zwiedzać wspaniały Ogród Botaniczny, Lowveld National Botanical Garden, pełen niesamowitych cudów przyrody afrykańskiej oraz zatrzymać się na krótki odpoczynek w kompleksie handlowo-restauracyjnym wybudowanym przy farmie dzikich zwierząt w tym nosorożców.
78113118

Po przekroczeniu bramy Ogrodu Botanicznego ma się wrażenie, że weszło się do zaczarowanej krainy. Nigdy, w żadnym polskim Ogrodzie Botanicznym nie widziałam takiej ilości, wielkości, różnorodności i kolorystyki flory której przedstawiciele uwodziły i zniewalały. Dużą część trasy pokonaliśmy idąc specjalnie zbudowanym pomostem, z którego oglądaliśmy wspaniałości i cuda przyrody. Pomostem doszliśmy do przepięknego wodospadu położonego wśród skał piaskowych. 150174261292

Następnie poruszając się wyznaczonymi szlakami oglądając niesamowite skupiska kaktusów, palm, powoli doszliśmy do kilku przepięknych drzew baobabu. Największe jednak wrażenie zrobiło na nas drzewo figowe ze swoimi owocami oraz drzewo którego jasną korę mieszkańcy używają do walki z malarią. 300367
2240 129

W RPA oprócz parków narodowych istnieją również farmy prywatne, w których można kupować zwierzęta lub polować na nie, co w parkach narodowych jest kategorycznie zakazane. Cennik jest uzależniony od rodzaju zwierzęcia. Najwięcej myśliwy musi zapłacić za polowanie na zwierzęta z wielkiej piątki afrykańskiej (słoń, nosorożec, lew, bawół, lampart). Niby dozwolony jest tylko jeden strzał, ale właściciele łamią te zasady i pozwalają na więcej. By łatwiej było trafić, często przed polowaniem podaje się zwierzętom środki odurzające. Są to metody niehumanitarne, ale w pogoni za zyskiem właściciele farm łamią przepisy. Najwięcej zamówień pochodzi od Chińczyków, którzy uważają, iż proszek z rogu nosorożca jest najlepszym z afrodyzjaków, co jak wykazały badania laboratoryjne nie jest prawdą, lecz siła wierzeń i tradycji robią swoje. Zdarza się też kłusownictwo.

Chodząc po kompleksie handlowo-restauracyjnym widzieliśmy stoisko z wyprawionymi skórami zwierząt w cenie od 1350 randów za wildebeest (gnu) do 3900 randów za nguni (bydło). (1 rand = ok 4,4 zł)8314

W RPA żyją nosorożce „białe” i „czarne”. Nazwa „biały” nie pochodzi jednak od koloru skóry. Nie jest to nazwa „white”, lecz „wide”. Wyrazy te bowiem wymawia się podobnie, a dotyczy wielkości ust nosorożca. Występują szeroko ustne i wąsko ustne. „Czarne”, szeroko ustne są mniejsze i to one najbardziej zagrożone są wyginięciem. Siedząc na tarasie i pijąc świetną kawę widzieliśmy za ogrodzeniem wiele różnych zwierząt, wśród nich kilka nosorożców, ale nie byliśmy w stanie określić do jakiej grupy je zaliczyć.
123142

Wieczorem dotarliśmy w pobliże Parku Krugera, gdzie zostaliśmy zakwaterowani w lodgach czyli w wolno stojących apartamentowcach położonych w malowniczym ogrodzie pełnym kwiatów i drzew głównie eukaliptusowych. Cały kompleks był otoczonym płotem i drutem kolczastym pod napięciem. Po krótkim odpoczynku udaliśmy się na obiadokolację w restauracji stylizowanej na afrykańską chatę z dachem krytym słomą. Kompleks ten nazywał się „Greenway Woods”
372100

Następnego dnia wstaliśmy bardzo wcześnie i udaliśmy się na całodniowe safari do słynnego Parku Krugera, który jest najstarszym i największym parkiem narodowym Afryki. Rozciąga się na długości 352 km, od rzeki Limpopo na północy, do Krokodylej Rzeki na południu, a jego powierzchnia przekracza 2 mln ha. Drzewostan składa się z 336 rodzajów drzew, zamieszkuje w nim ok.140 gatunków ssaków m.in.: gepardy, żyrafy, hipopotamy, zebry, krokodyle, małpy, hieny, wiele gatunków antylop, (w tym „wielka piątka” zwierząt afrykańskich) i ok. 500 gatunków ptaków, 34 rodzajów płazów, 114 gatunków gadów. 325657

Wczesna pora podyktowana jest tym, że zwierzęta najłatwiej obserwować podczas ich żerowania rano, gdy jest stosunkowo chłodno. Później chroniąc się przed palącym słońcem zaszywają się w zaroślach i trudno je zobaczyć. Po dotarciu na miejsce czekały na nas jeepy z przewodnikami którzy równocześnie byli ich kierowcami. Nastąpiło krótkie przywitanie, zajęcie miejsc i ruszyliśmy na nasze pełne wrażeń cudowne safari. Zasadnicza różnica między safari Chobe a Parku Krugera polega na tym, że w Parku Krugera główne drogi są asfaltowe, co podczas objazdu robi dziwne wrażenie. Momentami ma się uczucie jazdy szosą, a nie uczestniczenie w safari. 36267272

Co chwilę mijaliśmy większe lub mniejsze stada żerujących guźców. Te niewielkie, bo dochodzące do 1,5 m długości i 84 cm wysokości w kłębie imponowały swoimi pyskami uzbrojonymi w długie kły, które u samców mogą dochodzić do 60 cm.19121634586
123

Również dużo było słoni, zebr,saren i żyraf. Jednak największe wrażenie na wszystkich robiło kilkakrotne spotkanie z lwami, które w odległości kilkudziesięciu metrów odpoczywały wśród krzaków. Widzieliśmy też lwa, który w odległości kilkuset metrów leżąc na wysokiej skale obserwował z góry swoje królestwo. Mieliśmy możliwość obserwowania tych zwierząt w ich w naturalnym środowisku. Niesamowite uczucie.124159170

Na terenie parku znajdują się obozy służące do krótkiego odpoczynku. W jednym z nich zatrzymaliśmy się by chwilę odpocząć. Mój mąż chciał zrobić zdjęcie niesamowicie potężnemu i majestatycznemu drzewu. By go ująć w całości w kadrze wszedł z 1,5 m w otaczające obóz trawy. Trwało to około 20 s. Gdy wyszedł na spodniach i nogach miał setki czarnych dużych mrówek, które go nieźle pokąsały. Dobrą chwilę trwało zanim się ich pozbył. Mąż na sobie przetestował przestrogę, że podziwiając przyrodę afrykańską należy zachować daleko idącą ostrożność, bo nigdy nie wiadomo co nas może spotkać. 67433

Po odpoczynku ruszyliśmy dalej na nasze safari. Widzieliśmy bawoły chłodzące się w wodzie które nie zrobiły na nas takiego wrażenia jak sępy wygrzewające się w promieniach słonecznych i siedzące na drzewach marabuty.
458
Przemieszczając się po parku w pewnym momencie trafiliśmy na rodzinę migrujących mangust przekraczających drogę. Jedna z nich trzymała w pysku małe. Te niewielkie drapieżniki wielkości kota, znane są z tego, że polują na jadowite żmije i kobry mimo, że nie są odporne na ich jad. Unikają ukąszenia dzięki nieprawdopodobnemu refleksowi. Spotkanie z nimi nie trwało długo, tak jak się nagle pojawiły tak i szybko znikły w pobliskich zaroślach. Zdążyłam jednak uwiecznić je na kilku zdjęciach.
176177178
Podczas jazdy doszło do niesamowitego spotkania z małym zielonym kameleonem, który powoli z charakterystycznym dla niego sposobie poruszania się, przechodził przez drogę. Jeden z przewodników wysiadł z samochodu wziął go na rękę i przeniósł na drugą stronę sadzając go na pobliskim drzewie. Przepiękne zwierzę.
321

Jadąc dalej wypatrując zwierząt i podziwiając otaczającą nas przyrodę, w pewnym momencie przewodnik nagle zatrzymał jeepa i przez dłuższą chwilę przez lornetkę zaczął przyglądać się oddalonym o około 200 m zaroślom. Ściszonym głosem powiedział, że przed nimi w cieniu leży lampart. Był doskonale zamaskowany tak, że trochę trwało zanim go zobaczyłam wykorzystując zoom mojego aparatu. Dane mi było zobaczyć żyjącego na wolności przepięknego, cudownego kota odpoczywającego w cieniu krzewów i drzew. Niezapomniany cudowny widok. Do dziś zastanawiam się jak nasz przewodnik go dojrzał.

Po około dwóch godzinach zatrzymaliśmy się na krótką przerwę przy niedużym zajeździe. Na pobliskich drzewach siedziało kilka niedużych małp spożywających ukradzione wcześniej turystom owoce. 360374

Po lunchu kontynuowaliśmy nasze safari. W dość dużej odległości od drogi w resztkach rzeki pławiło się stado hipopotamów, czasami wzdłuż drogi przemieszczała się samotna małpa lub stada impali. Wokół przelatywały przepiękne kolorowe ptaki. Czas mijał w ekspresowym tempie. Gdy dojechaliśmy do końca podróży nie chcieliśmy wierzyć, że to już koniec safari. Wszyscy wracaliśmy pełni wrażeń, bo przez kilka godzin mieliśmy okazję zobaczyć faunę i florę Afryki. Jest wspaniała, warto było tu przyjechać, by ją poznać.251551303610257

W następnych dniach czekają nas inne atrakcje, jak między innymi jedna z najpiękniejszych tras w Południowej Afryce „Panorama Route” w Górach Smoczych, ale o tym w następnych częściach mojego opowiadania.