Póki nie przytrafiło się kwietniowe zamieszanie, nie klasyfikowalam życia na stany lepsze czy gorsze. Zawsze było pięknie. Skutecznie walczyłam o to, by moje życie było utkane milionem kolorow, usłane tysiacem kwiatów, wypełnione dobrymi zdarzeniami losu, mimo wszystko walczyłam o to, żeby zachować swój minimalistyczny obraz świata wypełnionego po brzegi radościami, czasem smutkiem, ale niewielkim, problemy przecież mają to do siebie, że znikają tak szybko jak się zjawiają. I bardzo dobrze mi było być takim pozytywnym orędownikiem nadziei, wiary, dobrej nowiny, budowniczym gdy cudze siły zawiodą, bo fajnie pomóc bezinteresownie i w imię radości i szczęścia nie tylko swojego własnego, ale i cudzego, bo dobro powraca, więc warto się nim dzielić.
SKĄD BRAĆ SIŁY GDY WYKAŃCZA MNIE WŁASNY ORGANIZM?
Kolejny atak padaczki zastał mnie w sobotnie popołudnie, na zakupach. Byłam sama. Ktoś zadzwonił na pogotowie, w karetce miałam silniejszy atak i ostatecznie znalazłam się tam, gdzie nienawidzę być po kwietniowym wylewie. Te sale, ktorych niebieskości doprowadzają człowieka do stamu udręczenia kolorem lazurowym, błękit wygina rzeczywistość w szare bochomazy i wykwity, których dzikość przyprawia mnie o stan przedzawałowy. Te wielkie okna, przez ktore nie jestem w stanie spoglądać na ulicę, bo dusi mnie ten widok, żenuje strach przed strachem, obawiam się tego, co niezmierzone, czego nie da się przewidzieć, a co atakuje w sposób, który zwala mnie z nóg, pozbawia możliwości jakiejkolwiek krzty trzeżwego, racjonalnego myślenia.
Auta szukaliśmy 3 dni.
Na szczęście znalazło się pod plejadą. To stamtąd wzięła mnie karetka. Podczas transportu miałam kolejny atak padaczki. Przeżywam to za każdym razem traumatycznie, bo niczego nie mogę być pewna, tak jak nad niczym nie mam kontroli. Nienawidzę tego stanu, tych skrajności, kiedy mimo choroby człowiek chciałby funkcjonować normalnie, ale nie jest mi dane.
Choroba pochłonęła resztki mojej radości z życia, zabrała nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie normalnie, a ja będę mogła prowadzić samochód, robić rzeczy, które dawały radość i przyjemność, które umocowywały mnie w poczuciu szczęścia. Nie poddam się bez walki, ale walczę z niewidzialnym potworem, któremu na imie padaczka. Ona zabiera mi wszystko to, co we mnie piękne, a co budowałam latami, starannie ryjąc sobie czaszkę pozytywnymi myślami. Dziś niewiele zostało z tamtych stanów świadomości, wręcz przeciwnie – jestem zła, rozgoryczona i cholernie nerwowo reaguje na epizody chorobotwórcze, bo wiem jak bardzo wyłączają moje zdolności racjonalnego myślenia. Nigdy bym się nie spodziewała, że przyjdzie mi żyć w takim skomplikowaniu. TYM BARDZIEJ PROSZĘ WAS-DBAJCIE O SIEBIE, SZANUJCIE SIĘ I SWOJE ZDROWIE, ŻYCZĘ WAM ZDROWIA I WY TEŻ ŻYCZCIE KOMU TRZEBA. Żadne pieniadze, żadna materialna rzecz nie uzupełni braku zdrowia. Tej pustki spowodowanej chorobą nie wypełni żaden podarunek, żaden zastępnik.
Pewność, ktorej mi brakuje to dzień, w którym nie muszę martwić się o atak padaczki, tak silny, że wyłącza mnie totalnie, a ja trafiam do szpitala gdzie przez kilka dni diagnozują czy np nie mam nowych tętniaczków w głowie, albo nie pękł jakiś dotychczas jeszcze niewidzialny. Głowa ciężka jest od tego widoku, bo nienawidzę go w całej swej rozciągłości, a mimo medykamentów, które łykam garściami ataki nie odpuszczają, mało tego zakleszczają mnie jeszcze bardziej. I nie puszczają prędko. Już żadne tłumaczenie nie daje poczucia kontroli nad tym co tyczy się stanu mej zdrowotności. To uczucie bezsilności spowodowane nadmiarem obrazów choroby jest czymś najgorszym na świecie. Ja zawsze lubiłam mieć kontrolę nad sobą, dlatego też stroniłam od alkoholu. Teraz mam kontrolę jedynie nad… stanami psycho-fizycznymi, ktore są dołująco złe po takim epizodzie jak ten sobotni. I tak powinnam się cieszyć, że był ktoś kto pomógł i wezwał pogotowie, bo bez tego dziś już nic bym nie publikowała.
Jak odzyskać ten stan sprzed kwietnia?…
Świadomość nie ma tu nic do rzeczy. Psychika odzyskała już swój stan i jestem świadoma jak wiele zyskałam – drugie życie nie jest darowane każdemu , ja dostałam je w prezencie, z małym bonusem w postaci padaczki. Mimo wszystko będę się cieszyć życiem i będę radować się szczęściem swej ziemskiej egzystencji (dzięki moim dziewczynkom, Sarze i Rodzicom mam poczucie bezpieczeństwa i totalnej troski, którą mnie otaczają – każdemu z Was życzę takiego poczucia ciepła i potrzeby, by żyć dla kogoś i wzajemnie).
Niespdziewałam się, że dojście do pełni zdrowia będzie kosztować tyle nerwów i obarczone będzie tyloma poświęceniami. Mimo wszystko wiem, że warto wierzyć w to, że będzie dobrze. Epizody padaczkowe kiedyś miną, a moja dusza uwolni się od uzależniającego cierpienia w tychże chwilach.
PROSZĘ BĄDŹCIE WRAŻLIWI NA CUDZĄ KRZYWDĘ I W RAZIE POTRZEBY POMAGAJCIE, MOŻE TO WSZYSTKO, CO MOZECIE ZROBIĆ DLA CZŁOWIEKA, KTÓRY NIE MA NIC – NAWET NADZIEI NA GODNE ODEJŚCIE Z TEGO ŚWIATA, PRZYJEMNIE BĘDZIE GO ZASKOCZYĆ I SPRAWIĆ, ŻE ZMIENI ZDANIE. TAK WIELE MOŻEMY. NAWET ZMIENIĆ ŚWIAT NA LEPSZE. WYSTARCZY TYLKO ODROBINA DOBREJ WOLI.
Zostaw komentarz