Dawno, dawno temu, jedną koalicję rządową i kilka kadencji stąd, za górami, za lasami, był sobie energiczny poseł, słusznej partii, obecnie rządzącej, który kandydował nie z Warszawy.

Pochodził co prawda z Warszawy, ale wyprowadził się z niej i mieszkał w mieście wojewódzkim, z którego był posłem. Jako poseł mieszkający poza Warszawą, otrzymywał pieniądze na wynajmowanie w stolicy mieszkania, co też i czynił. Po jakimś czasie okazało się, że poseł pieniądze te pobiera nielegalnie bo jest współwłaścicielem w jakimś procencie mieszkania swojego ojca. Była to zaszłość z dawnych lat, ojciec mieszkał w tym mieszkaniu z drugą już rodziną, niemniej procenty współwłasności zostały, tym samym – było (w jakimś sensie) mieszkanie w Warszawie i posłowi wynajmowanie mieszkania w Warszawie się nie należało. I tak pieniądze i to za kilka lat, musiał zwrócić. Zrobiła się wielka medialna afera, jakim to poseł jest okropnym złodziejem. Posła odsunięto, powiedziano a – kysz i otrząśnięto się ze wstrętem.

Ten zaś uporczywie walczył w sądach udowadniając, że naprawdę mieszkał w mieście wojewódzkim, z którego posłował, a nie w Warszawie, że naprawdę nigdy nie mieszkał w mieszkaniu ojca i nawet nie wyobraża sobie jak by się miał tam wprowadzić… Minęły lata. Poseł w sądzie przegrał, bo bardziej niż stan faktyczny uwzględniono literę prawa, a czy mógł mieszkać czy nie mógł, ale procenty (25%, 30% czy coś)w mieszkaniu warszawskim były i tyle. Naliczono mu blisko sto tysięcy złotych do zwrotu, co wraz z oprocentowaniem narosło do ogromnej kwoty i dalej rosły odsetki.

Kadencje się zmieniały. Były już poseł jest obecnie normalnym człowiekiem, który nie zarabia jakichś wielkich pieniędzy, nie zasiada w licznych radach nadzorczych, ma za to rodzinę na utrzymaniu. Zadeklarował, że wszystko pomału spłaci byle mu to choć rozłożyć na raty. Zwracał się też, by go nie karać dodatkowo za błąd, którego nie popełnił umyślnie, tylko z niewiedzy i spróbować umorzyć odsetki. Niestety strach przed WIELKIM POLITYCZNYM SKANDALEM zwyciężył i kolejny Marszałek, deklarując, że dawnego partyjnego kolegi żałuje i współczuje mu całym sercem – na te rozwiązania się nie godził. „Bo co będzie jak prasa i opozycja się przyczepi, to przecież Marszałek będzie odpowiadał i może to wywołać wielki polityczny skandal oraz zaszkodzić partii”. W sprawie bezskutecznie interweniowała także i moja Mama starając się przekonać kolegów, że oprócz polityki są jeszcze chyba, na tym świecie normalne względy ludzkie i że nie ma ani sensu ani powodu znęcać się nad nieszczęsnym byłym posłem przez następne dziesieciolecia… Ale niewiele wskórała. Polityczna ostrożność ponad wszystko… oczywiście gdy chodzi o kogoś i dbałość o wygodę, gdy chodzi o siebie…

No i tak…

Jakoś to mi się wszystko teraz przypomniało…

Autor: Agnieszka Maria Romaszewska-Guzy
Polska dziennikarka prasowa i telewizyjna, dyrektor Biełsat TV, od 2011 wiceprezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Fot. Archiwum Kroniki Sejmowej