Przywrócić zaufanie do sędziów. Pod tym tytułem „gazeta warszawska” (nr 32/2015, 7-13 sierpnia) zamieściła wywiad z prezesem zarządu fundacji COURT WATCH Bartoszem Pilitowskim.   Przywrócić? A może na nowo zbudować?

Fundacja Court Watch Polska od tego roku przyznawać będzie nagrodę „Obywatelski Sędzia Roku”. Plebiscyt ten organizowany jest głównie z myślą o obywatelach, którzy w ten sposób będą mogli docenić działania przedstawicieli trzeciej władzy skracające dystans między nimi a sądami oraz zwiększające wzajemny szacunek i zaufanie.

W tym roku świętujemy pięciolecie swojego istnienia. Rozwój naszej działalności skłonił nas do zorganizowania plebiscytu, który ma za zadanie promować dobre praktyki w obszarze sądownictwa. Tytułem „Obywatelski Sędzia Roku” chcemy nagrodzić przedstawiciela trzeciej władzy, który w ostatnim roku wyróżnił się w sposób szczególny reprezentowaniem perspektywy obywateli w sądownictwie i działaniami budującymi zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości. Nagroda może być przyznana za wszelką działalność sędziego, która zmniejsza dystans pomiędzy trzecią władzą, a społeczeństwem. Nie jest to nagroda za działalność stricte orzeczniczą.

Zależy nam na tym, aby każdy obywatel, który miał styczność z sądownictwem mógł zgłosić swojego kandydata. Każdą nominację należy możliwie jak najpełniej uzasadnić. Zwycięzca zostanie wybrany przez kapitułę w skład, której wejdą przedstawiciele Fundacji Court Watch, innych organizacji społecznych, organizacji reprezentujących sędziów oraz publicyści zajmujący się tematyką sądownictwa – przedstawiciele patronów medialnych przedsięwzięcia. Nagroda zostanie ogłoszona i wręczona podczas corocznej konferencji podsumowującej cykl Obywatelskiego Monitoringu Sądów Fundacji Court Watch Polska 28 września 2015 roku.

Tyle możemy wyczytać na stronach fundacji. Za co można otrzymać tytuł „obywatelskiego sędziego” wyraźnie mówi regulamin:

Cele plebiscytu realizowane będą przede wszystkim poprzez wybranie i nagrodzenie tytułem „Obywatelskiego Sędziego Roku” sędziego, który w poprzednim roku kalendarzowym wyróżnił się w sposób szczególny działaniami budującymi zaufanie obywateli do wymiaru sprawiedliwości i reprezentowaniem perspektywy obywateli w sądownictwie.

(§ 4.2 regulaminu)

Bo przecież celem konkursu jest zwiększanie zaufania społecznego do sądownictwa w Polsce, zwiększanie wrażliwości i otwartości na potrzeby obywateli w środowisku sędziowskim oraz promocję dobrych praktyk w wymiarze sprawiedliwości.

(art. 4.1 regulaminu)

W powołanym wyżej wywiadzie Bartosz Pilitowski  mówi:

(…) Chcemy być traktowani przez trzecią władzę podmiotowo i to ma właśnie promować ten konkurs. (…)”obywatelski” odnosi się do wartości, jaką jest podmiotowe traktowanie nas przez władze publiczne, w tym także przez sądy. Przypomina, że władza w Polsce pochodzi od Narodu. My ją tylko na prezydenta, premiera, parlamentarzystów i sędziów delegujemy w określonym celu, jakim jest dobro wspólne wszystkich obywateli Rzeczpospolitej.

Zdaniem pana prezesa konkurs jest  istotny. Ciężko jednak doszukać się, dlaczego.

Tymczasem my, malkontenci, pamiętamy dobrze wspomnienia niejakiego Józefa Szwejka:

 A gdy komisja odjechała, pan oberst kazał nam wszystkim stanąć w szeregach i przed całym pułkiem wywodził, że żołnierz to żołnierz, musi stulić pysk i służyć, a jeśli mu się coś nie podoba, to wyłamuje się spod subordynacji. „Takeście sobie, łajdaki, myśleli, że wam ta komisja coś pomoże — mówił pan oberst — drek wam pomogła. A teraz każda kompania będzie przede mną defilowała i będzie głośno powtarzała to, co właśnie powiedziałem.” Więc maszerowaliśmy, jedna kompania za drugą, rechts schaut, gdzie stał pan oberst, ręce trzymaliśmy na rzemieniach karabinów i ryczeliśmy na niego. „Takeśmy sobie, łajdaki, myśleli, że nam ta komisja coś pomoże, drek nam pomogła.” Pan oberst się śmiał, aż się za brzuch trzymał (…).

Co może przynieść zwykłemu obywatelowi RP taki konkurs?

Przecież przywrócić zaufanie do sędziów mogą tylko sami sędziowie. Zbyt dużo bowiem istnieje krzywd, jakie ludziom wyrządziły rzekomo niezawisłe sądy. Za każdym wyrokiem kryje się konkretny „Kowalski”, którego dane musimy nagłaśniać.

Propagowany przez „Gazetę Warszawską” konkurs ma na celu zwiększanie zaufania społecznego do sądownictwa. Tak, jakby to zaufanie istniało.

Tymczasem liczni poszkodowani przez „wymiar sprawiedliwości” mówią wprost, że w RP tego wymiaru nie ma.

Jaki więc konkurs? Jakie zaufanie do sędziów?

Przecież zamiast zaufania mamy powszechną nieufność, odwrotnie proporcjonalną do publikowanych wskaźników statystycznych. Polski wymiar sprawiedliwości jest chory. I to bardzo.

Oficjalne zrozumienie tego podstawowego dla funkcjonowania Państwa faktu może stać się zaczątkiem budowy normalnego kraju nad Wisłą i Odrą. Bo „przywrócenia zaufania do sędziów” nie da się dokonać wbrew im samym. I nie jest to istotne, ilu tych „złych” psuje obraz sądownictwa.

Beczkę miodu niszczy bowiem łyżka dziegciu. A proporcje w polskim wymiarze sprawiedliwości są o wiele gorsze, czego nie ukrywają sami sędziowie.