W Radio Pogoda zapelowano, aby telefonować i opowiadać o swoim najbardziej romantycznym przeżyciu.
Zastanawiałam się, czy mam takie. I wydaje mi się, że mam, a w każdym razie najmocniej je przeżyłam ze wszystkich innych romantycznych doznań.
Dawno, dawno temu pisywałam listy do pewnego pana, którego mocno kochałam. Pisałam do niego codziennie, choć mieszkał w Warszawie i często telefonował, a także spotykaliśmy się na kawiarnianych, parkowych i domowych randkach. Ale mimo tych osobistych kontaktów ja pisywałam, opowiadajac o różnych różnościach, a on potwierdzał otrzymanie listu pocztówką z krótkim, zabawnym tekstem. I tak to trwalo.
Dziś już nie pamiętam jak długo. Ale pewnego dnia napisałam, że to ostatni już list. Bo wyczerpała się moja fantazja i epistolarna ochota.
I w kilka dni później dostałam pięćdziesiąt depesz, w najrozmaitszych językach świata – po angielsku, francusku, hiszpańsku, węgiersku itd, w których królowa Elżbieta i prezydenci czy premierzy różnych państw prosili, abym nadal pisywała listy, bo ich odbiorca jest niepocieszony.
Najsmieszniejszy był od królowej Elżebiety, długi, bardzo oficjalny i grożący mi nie wpuszczeniem do Anglii, jesli sprzeciwie sie prośbie Jej Królewskiej Mości. Nie mam pojęcia jak mój ówczesny ukochany dotarł do osób znających tak czasem rzadkie języki, ale jakoś dotarł. I to bylo dla mnie bardzo romantyczne przeżycie.
Widocznie na tyle, że je zapamiętałam na resztę życia. A wasze romantyczne przeżycia?
Autor: Jolanta Makowska
Absolwentka socjologii UW, doktorantka Instytutu Pedagogiki, dziennikarka i publicystka m.in. Twojego Dziecka, „Przegladu Katolickiego”, „Przegladu Tygodniowego”, „Listu do pani”, redaktorka „Wiadomości o Senacie”, autorka książek dla dzieci, ksiażek wspomnieniowych, varsawianów oraz wielu powieści obyczajowych.
Zostaw komentarz