Rozbój, to jest wtedy, kiedy daje się komuś w łeb, aby coś cennego mu zabrać.
Tymczasem z czym mamy tu do czynienia?
– Kontuzja poszkodowanej nie wynikała z tego, że ktoś „dał jej w łeb”, ale okazała się palcem zwichniętym w wyniku szarpnięcia za torbę.
– Celem nie było zabranie cennej rzeczy, ale „zamach na symbol”,
Mamy tu zatem do czynienia z podwójnie wadliwą klasyfikacją.
Pierwszy błąd polega na tym, że uraz będący przypadkową i nieumyślną konsekwencją zdarzenia został potraktowany jako przesłanka definiująca kwalifikację czynu. Jednym słowem – tak, jakby przypadkowe spowodowanie śmierci uznano za zabójstwo z premedytacją.
Jak wiemy – nawet w najbardziej jaskrawym przypadku tego typu dylematów, czyli w przypadku spowodowania wypadku drogowego w wyniku zbyt szybkiej jazdy czy pozostawania pod wpływem alkoholu lub narkotyków, wciąż nie ma tu kodeksowej równoważności i wypadki takie nie są uważane za zbrodnie.
Dwa – mamy tu do czynienia z konsekwencją wpisania materialistyczno-marksistowskich ram światopoglądowych w system prawny, gdzie symbol jest zredukowany do jego materialnej substancji.
Tak samo, jak „zbeszczeszczenie” zostało zredukowane do enigmatycznej „obrazy uczuć”, tak tutaj zamach na tęczową torebkę został potraktowany tak samo, jak próba skrojenia samochodu przez gang Rympałka.
Tymczasem są to sprawy niewspółmierne, stoją za nimi inne motywacje, czynów takich dopuszczają się inni ludzie i inne są ich konsekwencje. Gang Rympałka wali w łeb pałą bejzbolową, a nie szarpie za torbę i ucieka…
Wszystko to świadczy o postępującej degeneracji wymiaru sprawiedliwości opanowanego przez wychowanków adeptów marksistowskich akademii…
Najbliższy właściwego naświetlenia sprawy byłby ten paragraf, którego enumeratywność ogranicza jednak zastosowanie w tym przypadku:
https://sip.lex.pl/akty-prawne/dzu-dziennik-ustaw/kodeks-karny-16798683/art-257
Zostaw komentarz