Dwa lata rządów i zapaść państwa. Ta ekipa dostała w ręce państwo działające i rozwijające się jak sprawny mechanizm, a po dwóch latach doprowadzili go do ruiny. Czego się nie dotkną — niszczą. Jakby mieli odwrotny ,,Midas touch”: wszystko, co chwytają, zamienia się nie w złoto, tylko w ruinę.
Ale najbardziej widać to w ochronie zdrowia. Bo oni potrafią spartaczyć nawet fundusz, który miał ratować życie.
4 miliardy złotych —każdy rząd co roku miał wpłacać(obowiązek ustawowy) na Fundusz Medyczny. A oni go złamali.
Fundusz Medyczny nie jest zabawką polityków. To nie jest jakiś „uznaniowy kaprys ministra”. To ustawowy obowiązek państwa — co roku przekazać do tego funduszu nie mniej niż 4 miliardy złotych. Pieniądze przeznaczone na onkologię, choroby rzadkie, modernizację szpitali, technologie wysokospecjalistyczne.
Ustawowy obowiązek.
Nic do dyskusji.
A co zrobiła ta ekipa?
Złamała prawo. Wprost. Bez wstydu.
Nie przekazali pełnej kwoty.
Nie wypełnili obowiązku, który wynika wprost z ustawy.
A potem zaczęli tworzyć nową ustawę, by… zalegalizować własne zaniechania.
Czyli najpierw naruszyli prawo, a później sami próbowali stworzyć prawo, które usprawiedliwi ich naruszenie.
Państwo prawa? Nie.
Państwo uznaniowości i chaosu.
A potem powstała ustawa, która trafiła na biurko prezydenta. Bubel na bublu — luki, niejasności, próba przesuwania środków, a w tle ten fundamentalny grzech pierworodny: obejście ustawowego obowiązku przekazania 4 mld zł.
Prezydent — gdyby wszystko działało normalnie — nie powinien tej ustawy podpisać.
Ale stanął przed wyborem:
albo chronić pacjentów i ratować ciągłość finansowania,
albo pozwolić, by przez nieudolność rządu zawaliła się cała struktura Funduszu.
Podpisał.
Nie dlatego, że popiera tę ekipę.
Nie dlatego, że akceptuje łamanie prawa.
Tylko dlatego, że gdyby nie podpisał, pacjenci zapłaciliby za to zdrowiem i życiem.
To absurd, że prezydent musi ratować państwo przed jego własnym rządem.
A to dopiero początek. Bo państwo się sypie wszędzie.
Czego ta ekipa dotknęła przez ostatnie dwa lata ?
Gospodarka tonie w deficycie.
Finanse publiczne idą na rekord zadłużenia.
Bezpieczeństwo? Granica dziurawa jak sito.
Energetyka? Decyzje bez ładu, składu i strategii.
Ochrona zdrowia? Bałagan, konflikty, demolowanie struktur, które działały.
A teraz jeszcze jedno: łamią prawo i próbują udawać, że nic się nie stało.
To nie są ludzie, którzy mają służyć państwu.
To jest ekipa ludzi:
– niekompetentnych,
– pozbawionych wyobraźni,
– nastawionych na polityczne interesy,
– a nie na dobro obywateli.
Ludzi, którzy przyszli po stanowiska, nie po misję.
Ludzi, którzy z państwa robią sobie poligon doświadczalny – a kosztami obarczają pacjentów, rodziny, dzieci, seniorów.
To wszystko, co dzieje się w Funduszu Medycznym, nie jest wyjątkiem. To jest tylko okno, przez które widać pełen obraz. A obraz jest zatrważający. Finanse publiczne lecą w dół jak kamień rzucony w studnię — i jedyne, co robi rząd, to próbuje zasłonić ten huk kolejną wrzutką, kolejnym tematem zastępczym, kolejnym „skandalem”, który ma przykryć ich własną nieudolność. Państwo Tuska jest bankrutem w zwolnionym tempie.
Deficyt? Rekordowy.
Dług publiczny? Wzbija się na poziomy nienotowane od lat.
Budżety resortów? Cięte po cichu, bo pieniędzy nie ma na nic.
Samorządy? Na granicy zapaści, bo rząd zabiera środki, ale obowiązki zostawia.
Inwestycje? Wstrzymywane.
Programy infrastrukturalne? Zamrażane.
Instytucje państwowe?
Słyszą tylko: „nie ma środków”.
Rok temu Polska miała wysoki wzrost gospodarczy, ambitne inwestycje i budżet, który mimo globalnych turbulencji dawał się prowadzić. Dziś – państwo staje się niewydolne. I nawet oni już tego nie ukrywają. Po prostu robią wszystko, by ludzie patrzyli w inną stronę.
Dlatego codziennie mamy nowe zasłony dymne:
– o komisjach,
– o „zagrożeniach dla demokracji”,
– o aferach sprzed 10 lat.
Byle nikt nie zapytał: gdzie są pieniądze?
A prawda jest brutalna: ta ekipa nie potrafi zarządzać niczym.
To, co zrobili z Funduszem Medycznym, jest symbolem ich stylu:
najpierw łamiemy prawo, potem próbujemy to przykryć, a na końcu wmawiamy wszystkim, że jesteśmy „ratownikami”. Chociaż wcześniej postępowali podobnie.Wszyscy pamiętają jak ukradli pieniądze z Offe bo też sypał się budżet.
Państwo pod ich rządami jest jak dom z cieknącym dachem.
Woda leje się z góry, elektryka siada, fundamenty mokną — a oni malują ściany i robią konferencję prasową, że „sytuacja jest opanowana”.
To już nie jest kryzys. To zapaść.
Nie da się dłużej udawać, że wszystko jest w porządku. Nie jest. Państwo nie może działać, jeśli rząd łamie własne ustawy.
Nie może funkcjonować, jeśli prezydent musi gasić pożary wywołane przez rząd.
Nie może się rozwijać, jeśli ludzie u władzy nie mają ani kompetencji, ani wyobraźni, ani elementarnej odpowiedzialności.
To nie jest już kwestia polityki.
To kwestia zdrowego rozsądku.
Bo jeśli ta ekipa zostanie u władzy jeszcze chwilę dłużej,
zniszczy wszystko, czego jeszcze nie zdążyła dotknąć.
Zostaw komentarz