Patrz Kościuszko na nas z nieba

Raz Polak zawołał

I popatrzał nań Kościuszko

I się zwymiotował

Konstanty Ildefons Gałczyński – „Na pewnego Polaka”

Kiedyś, gdy jeszcze byłem mały, wpajano mi że kłamstwo ma krótkie nogi i dosyć wolno, choć pokrętnie ucieka. A więc każdy kto skłamie będzie musiał się w końcu wytłumaczyć z nieprawd, które wypowiedział. Bo wcześniej czy później wszystko wyjdzie na jaw. 

Jak mówi stary dowcip, niekoniecznie polityczny, pewien Australijczyk kupił sobie nowy bumerang. Tylko starego jakoś za cholerę nie mógł wyrzucić. 

Jeśli mówimy i zarzekamy się na wszystkie okoliczności że czegoś, np. czyjegoś postępowania nie pochwalamy i zdecydowanie się od tego odcinamy, uważając że jest ono szkodliwe, nie fair, i będzie brzemienne w złe skutki, to każdy kto tego słucha myśli sobie, że mówiący te słowa przekonuje go do tego, że stoi na takim właśnie stanowisku, jakie prezentuje w swojej wypowiedzi. 

Staramy się więc brać na serio to, co pisze dajmy na to poważny redaktor naczelny jakiegoś portalu lub wydawnictwa, tłumacząc jak pastuch krowie pewnemu znanemu politykowi, że jego postępowanie jest zdecydownie błędne, niedwuznacznie sugerując, że takiej postawy się u niego nie popiera, a możliwy wybór tegoż polityka, do którego skłania się on coraz bardziej – chcąc podjąć ważną dla swojego ugrupowania (np. przed wyborami) decyzję poleca się mu jednak dobrze przemyśleć, i jeszcze nad nim głeboko zastanowić. 

Mało tego, gdy jeszcze się temuż politykowi, jako staremu przyjacielowi i dobremu kumplowi, mówi wyraźnie np tak: „stary, nie tędy droga, nie powinieneś tego robić, bo nie będziesz miał mego poparcia, długo szliśmy razem, na co innego się umawialiśmy, i o to nam chodziło, ale teraz, gdy tak zdecydujesz, na tym koniec, nie przekraczaj tej granicy, obudź się wreszcie kolego i nie rób głupstw…“

I jakby tego było jeszcze mało oświadcza się mu, że jeśli podejmie tę złą decyzję to wymówi się mu definitywnie polityczną lojalność, i posłuszeństwo, sugerując jednoznacznie, że taka właśnie relacja między tymi dwoma osobami nadal istnieje, i nie tylko na niby, dla medialnego picu, ale także w życiu, realnie. 

A następnie, już po podjęciu i ogłoszeniu przez owego polityka tejże ważnej, kontrowersyjnej decyzji, którą tak bardzo chciało się w naszych, czytelników oczach, napiętnować, i przed którą tak się go na serio ostrzegało, oświadcza z wprost prosięcą w deszcz radością że wprawdzie była to decyzja trudna, ale tak jest lepiej, i idziemy dalej razem, nie płaczemy nad rozlanym mlekiem, bo ogólnie fajnie jest, klawy plan, i będzie miał powodzenie, i znowu walczymy po tej samej stronie itp, itd… Nihil novi, panie i panowie. Ale że coś wokół śmierdzi, tego już nie widzi, ani nie czuje. Bo i tak niektóre rzeczy jak powszechnie wiadomo, non olet. „Szlachetne zdrowie”, chciałoby się jeszcze dodać.

To co? 

Czy ma się swoich czytelników za skończonych idiotów, czy po prostu jest się zwyczajnie cynicznym graczem usiłującym za pomocą pohukiwania o jakichś wyższych rzekomo wartościach, i ideach pociągnąć tylko odpowiedni sznurek, żeby swego „kolegę” postraszyć i zmusić do lepszej oferty, na wypadek gdyby jednak takąż złą decyzję podjął, przed którą się go tak usilnie ostrzegało? Czyli po prostu kłamie się wszystkim w żywe oczy udając jego dobrego kumpla a w rzeczywistości chce się go tylko przycisnąć do muru i wymusić na nim co innego? Tak to jest, Winnetou, buisness is buisness?

No to po prostu… naprawdę i tylko

Patrz Kościuszko na nas z nieba…  

A może ktoś usilnie tu tylko udaje że kupił sobie nowy bumerang? A ten stary dał radę wyrzucić? Nieee? A może źle widzę? Bo kłamstwo naprawdę ma krótkie nogi i da się je trafić nawet starym bumerangiem. Zwłaszcza gdy ucieka zygzakiem.