Prowincjonalni „znawcy” polityki mają to do siebie, że lubią zabierać głos w sprawach ważnych i ogólnospołecznych, a leżących na odległych od ich pojmowania archipelagach, bez względu czy mają coś sensownego do powiedzenia, czy nie, czy mają jakąkolwiek wiedzę, czy są całkowitymi laikami w danej sprawie. Ot, tak, w myśl powiedzenia, że konia kują, a żaba nogę podstawia… Internet jest pełen na to dowodów.

Tak błysnąć postanowili tym razem, po raz kolejny zresztą blogerzy i fejsbukowi komentatorzy wadowiccy, byle tylko kopnąć w swego reprezentanta parlamentarnego, posła Józefa Brynkusa. Tak, w swego, bo bez względu na opcję polityczną jest on parlamentarnym przedstawicielem okręgu wyborczego nr 12, zatem także społeczeństwa ziemi wadowickiej.

Pretekstem do złośliwości i „zniesmaczania” stała się konferencja prasowa, mająca promować opracowaną naukowo przez profesora Brynkusa książkę Rajmunda Pollaka z Bielska-Białej zatytułowaną „Polacy wyklęci z FSM za komuny i podczas włoskiej inwazji”, a wydaną przez Editions Spotkania Piotra Jeglińskiego. R. Pollak upomina się w swej książce o prawdę o wielkim przekręcie, jakim była prywatyzacja Fabryki Samochodów Małolitrażowych i przekazanie jej za bezcen koncernowi włoskiemu, bez żadnych korzyści dla Polaków. Bo to typowy patologiczny układ, z którego zysk czerpie tylko jedna strona. Konferencję zorganizował w Sejmie właśnie poseł Brynkus.

Zbieg okoliczności chciał, że konferencję poświęconą książce Pollaka poprzedzała konferencja zwołana przez niedouczonego, albo raczej manipulującego faktami, posła PO Michała Szczerbę. Mówił on o zbrodni w Jedwabnem w kontekście wyboru nowego prezesa Instytutu Pamięci Narodowej, który zapowiedział konieczność prawidłowego zbadania tego wydarzenia i przeprowadzenia prawdziwego śledztwa w tej sprawie. A poseł Szczerba uważa, że nie potrzeba prawdy bo on wszystko już wie.

Łaknący natomiast prawdy i upominający się o nią R. Pollak nie wytrzymał i zaczął posłowi Szczerbie wskazywać, że mija się z prawdą i gdzie manipuluje faktami. No i na sali konferencyjnej w Sejmie zrobiło się ciekawie. Dziennikarze zaczęli fotografować i nagrywać prawdziwka i naturszczyka Pollaka, a nie pozera Szczerbę, więc ten ostatni poskarżył się Straży Marszałkowskiej, że utrudnia mu się wykonywanie obowiązków poselskich. Przy okazji w prymitywny sposób obrażał zarówno Pollaka, jak i wszystkich Polaków, w tym swoich kolegów parlamentarzystów. Strażnicy usiłowali usunąć R. Pollaka z sali konferencyjnej, a kiedy okazało się, że ma przepustkę i powinien już być bohaterem własnej konferencji, bo to jego czas, to przepustkę mu wyrwali. Ostatecznie jednak, chociaż atmosfera była gorąca, konferencja promująca książkę, choć krótka, odbyła się.

Za to po jej zakończeniu Straż Marszałkowska zaczęła zmuszać Rajmunda Pollaka do opuszczenia gmachu Sejmu, a gdy grzecznie poprosił o zwrot przepustki, wynieśli go siłą, przy okazji tratując mało znaną (teraz już będzie znana… z poturbowania) posłankę PO Monikę Wielichowską, która zapewne z kobiecej ciekawości zaglądała strażnikom za kulisy. Wszelacy dziennikarze rzucili się na sytuację, poczuwszy świeżą krew i media zaroiły się od filmików, komentarzy oraz relacji. Co ciekawe, większość nie potępiała Rajmunda Pollaka, ale zupełnie niepotrzebną i przesadną interwencję strażników.

A prowincjusze inaczej. Rajmund P. został przez blogera Zbigniewa Targosza nazwany sejmowym trollem, chociaż troll to raczej jakiś szkodnik, a Pollak nikomu krzywdy nie robił, tylko o prawdę prosił. No i w ogóle, bloger ów poczuł się zniesmaczony taką „prawicową formą promocji” jakiejś książki. A to nie jakaś tam książka, ale cała prawda o III RP w pigułce, z prywatyzacją potężnego zakładu, którą można śmiało określić przekrętem stulecia. No i owa dodatkowa promocja nie była zamierzona, bo przecież strażników wezwał poseł nie zainteresowany książką Rajmunda Pollaka. Sam powiedział, że jej nie przeczyta. I chyba rzeczywiście mało czyta, poza wyrwanymi z kontekstu cytatami szkodzącymi Polsce. W tym ugrupowaniu to jakoś nie dziwi, bo mają dziwnie jednostronną wiedzę i poglądy.

Zaś burmistrz Mateusz Klinowski z troską pochylił się nad sytuacją, pisząc, że to zamieszanie to dzieło asystenta posła Brynkusa, bo… przecież jeszcze nie wie, że Pollak już dawno asystentem posła nie jest. Czyżby burmistrz uważał, że prawdę należy zakrzyczeć, a układ to całkiem fajna sprawa? A kiedyś twierdził, że walczy z układem. Czy może prawda nie jest tym, co preferuje? Prawda o Jedwabnem, prawda o Polsce, prawda o układzie?

Zaryczał także bliżej nie znany Baran, Radosław zresztą, który z góry założył, że poseł w niego wbije zęby (jasnowidz?), jak Pollak w strażników. Ale przecież nikt nie widział gryzącego Rajmunda P. No i oczywiście zarzucił posłowi głupie wojenki, chociaż poseł wojenki nie prowadził i nie wywoływał, nie tylko do dyskusji z posłem Szczerbą Rajmunda Pollaka nie namawiał, ale wyraźnie stwierdził, że pewnej przesady Pollakowego zachowania nie akceptuje.

A wszyscy owi komentatorzy mieliby rację, gdyby posła rozliczali z opieki nad jego gościem i z tego, że nie bronił, czy zbyt słabo bronił, Rajmunda Pollaka wobec niezasadnej interwencji Straży Marszałkowskiej. Bo we wszystkich pozostałych kwestiach miał rację poseł Józef Brynkus i miał rację Rajmund Pollak. Co widzieli dziennikarze i kamery.

Tak to wszyscy lokalni mądrale wbić chcieli zęby w posła Brynkusa, bez sensu i logiki, a tylko po to by ugryźć i zaszczekać. Bo to… wolno psu na Pana Boga szczekać.