Proszę Państwa, nie ukrywam, że mój stosunek do Rosji jest, oględnie mówiąc, mocno niechętny. Uważam, że polityka wobec Moskwy winna być zimna i pragmatyczna, ograniczona do konkretnych spraw. „My wam sprzedamy kilka ton jabłek, wy zapłacicie tyle i tyle”. Żadnych wspólnych komisji historycznych, żadnych pansłowiańskich bzdur, wspólnego losu, „duszoszczypatielnych” idiotyzmów. Należy też być obojętnym wobec rosyjskich inicjatyw międzynarodowych, chyba, że zagrażają nam bezpośrednio. Mówiąc krótko i potocznie: „Olać ich i potraktować jedynie, jako rynek zbytu”, oczywiście rozumiany szeroko. Żadnej współpracy, bo dla nich współpraca to podporządkowanie sobie wszystkich naokoło. Nie oznacza to jednak, że nie mamy zdobywać wpływów wokoło Rosji. Dlaczego nie? Niedźwiedź traci rezon jeśli jest osaczony i głupio szarżuje, albo ucieka. Łatwo go wtedy trafić.

Wróćmy teraz do postu o Białorusi. Nie interesuje mnie wiarygodność informacji o próbach puczu podczas wizyty Łukaszenki w Rosji. Nie interesuje mnie również gdzie ta informacja powstała, czy w Mińsku, czy w Moskwie i kto kogo chciał przestraszyć. Ważny jest jedynie fakt, że taki news w ogóle pojawił się w sieci. Bez względu na to kto jest jego autorem ta informacja sugeruje dwa powody jej powstania:

1. Nie jest dobrze na linii Łukaszenka-Putin. Jeśli autorem jest Mińsk, to sygnał dla świata i Rosji, że Białoruś chce rozluźnić stosunki z Moskwą. Dla Putina oznacza to: „Albo Wowa poluzujesz, albo pogadamy z Europą. Z Polakami na przykład”. Jeśli autorem jest Moskwa, to Łukaszence przekazano ostrzeżenie: „Oluś, znaj swoje miejsce, bo i tak Europa cię nie polubi i pozostają ci jedynie Polacy, a wiesz jak oni traktują Wschód”.
2. Jest to wspólna robota Moskwy i Mińska. Pokazuje konflikt pomiędzy dwoma byłymi krajami ZSRS i sugeruje wciągnięcie nas w popieranie Białorusi, co łatwo może zostać wykorzystane przez Kreml w celu dotarcia do nas za pośrednictwem Łukaszenki.

Nie determinuję, która wersja jest prawdziwa o ile któraś z nich może być prawdziwą. Uważam jednak, że w obu przypadkach winniśmy zrekapitulować nasze stosunki z Białorusią. Pragmatycznie i na zimno. Przypominam również, że w tym kraju nie ma wrogich Polsce, roszczeniowych band ‚upowców” i „banderowców”. To pozwala na spokojniejszy dialog. Również konkretny i pragmatyczny.

Irytuje mnie również fakt, że emocjonalna nienawiść do Moskwy lub Mińska wyznacza niektóre kierunki ruchu narodowego, powoduje oskarżenia o agenturalność i nie przeszkadza w popieraniu ukraińskich bandytów spod znaku Bandery. Spodziewam się też, że po tym poście znów niektórzy „bardziej polscy narodowcy niż Polacy” podobnie określą i moje słowa.

Jeszcze jedno i niech to będzie odpowiedzią na pytania o różne „think-tanki”. Dobrze by było, gdyby ich eksperci analizowali bieżącą sytuację, kierując się wyłącznie polskim interesem, a nie martwiąc się o interes obcego podmiotu. Prościej: mnie Białoruś interesuje tylko w takim zakresie w jakim można ją wykorzystać dla naszego dobra. Jeśli przy tym skorzysta i na ile, to jej sprawa, a nie moja, byle tylko nie przekroczyła granic, za którymi zrobi się dla nas niezbyt bezpiecznie (czytaj korzystnie). Wiem, że to wstrętny egoizm, ale taka jest polityka każdego logicznie myślącego kraju na świecie.