Sprawozdanie Komisji o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o odpadach oraz niektórych innych ustaw. – Służby działają opieszale w sprawie nielegalnych składowisk śmieci w Polsce. W dodatku zajmują się ustalaniem autorów artykułów opisujących ten proceder zamiast ścigać przestępców. Tak czynią wobec dziennikarzy obywatelskich oraz m.in. w stosunku do dziennikarzy portalu Pressmania.pl – mówił poseł dr hab. Józef Brynkus podczas wystąpienia sejmowego w imieniu klubu parlamentarnego Kukiz’15.

Przedstawiam stanowisko Klubu Poselskiego Kukiz 15 do projektu ustawy o rządowym projekcie ustawy o zmianie ustawy o odpadach oraz niektórych innych ustaw (druki nr 3412 i 3464).

Projekt ustawy pokazuje zaniedbania legislacyjne wnioskodawców, którzy przedstawiają kolejne wersje ustawy o odpadach, bo okazuje się, że czegoś wcześniej zapomnieli lub przeoczyli. Sprawa jest o tyle śmieszna i zarazem poważna, że przecież jest to projekt rządowy i wydawać by się mogło, że w resorcie środowiska pracują fachowcy, którzy są w stanie przewidzieć konsekwencje wprowadzanych prawnych rozwiązań, albo brak tych konsekwencji.
Obecna nowelizacja wynika z konieczności doprecyzowania przepisów odnoszących się do funkcjonowania Bazy danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami (BDO). I nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że jak piszą wnioskodawcy: w ministerstwie toczą się intensywne prace w zakresie utworzenia modułów: ewidencyjnego i sprawozdawczego tejże ustawy. Jest to co najmniej dziwne, że po ubiegłorocznej fali płonących składowisk odpadów, afer z przywozem śmieci – w tym niebezpiecznych z zagranicy do Polski prace nadal się toczą – a nie są zakończone.

Tymczasem w związku z praktyką i legislacją odnoszącą się do gospodarki odpadami rodzi się wiele wątpliwości – jedne dotyczą absurdalnych przepisów, choćby takich, które nakazują umiejscowienie monitoringu nie do końca uwzględniającego specyfikę danych odpadów. Skarżą się na to choćby tacy przedsiębiorcy, których trudno podejrzewać o działalność niezgodną z prawem, jak. np. Grupa Azoty

Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że nadal nie zostały zakończone śledztwa w sprawie ubiegłorocznych masowych wręcz palących się składowisk różnego typu odpadów. Przykładowo Trzebinia, Zgierz, i inne.
Polskie służby śledcze działają opieszale. Czy dlatego, że w tego typu przypadki zamieszane są osoby z dawnego postesbeckiego układu, albo też miejscowi samorządowcy, albo także osoby z międzynarodowych kręgów przestępczych. Co więcej prowadzą śledztwo w kierunku pozyskania informacji o osobach – np. dziennikarzach społecznościowych ujawniających tego typu okoliczności, a nie treści przedstawianych przez nie informacji. Tak jest np. w odniesieniu do dziennikarzy portalu Pressmania.pl, którzy zajęli się płonącym składowiskiem odpadów w Zgierzu (czytaj więcej w tej sprawie tutaj).

A sprawa jest bardzo poważna. W wyniku palenia się na wolnym powietrzu odpadów do atmosfery przedostają się rakotwórcze węglowodory. Wg szacunków ludzi związanych z ochroną środowiska pożar wysypiska w Zgierzu mógł uwolnić do atmosfery aż dziesięć razy więcej dioksyn, węglowodorów alifatycznych i aromatycznych niż wszystkie stare piece w krakowskich mieszkaniach uczyniły to przez … 25 lat! Tym się powinni zająć ekolodzy – powinni zorganizować pikiety przed składowiskiem, albo też organami prowadzącymi śledztwo w tej sprawie.

To jest realna skala zagrożenia. Palenie wysypisk spowoduje wzrost zachorowalności na raka. Tymczasem śledztwa prowadzone są lokalnie. Prowadzący je nie są więc w stanie dojrzeć, gdzie ośmiornica ma głowę. Obcinają tylko pojawiające się od czasu do czasu jej macki. Spalenie dowodów oznacza również co najmniej utrudnienie ustalenia „producenta” śmieci, jeśli w ogóle nie uniemożliwienie tego.

Tymczasem wszystkie znaki na niebie wskazują, że fala płonących składowisk może się powtórzyć. Świadczy o tym ostatnia seria płonących mniejszych składowisk odpadów. Pojawiają się też inne zagrożenia. Składowiska są mniejsze, bardziej rozproszone, by niewiele osób mogło się nimi zainteresować. A w przypadku zainteresowania dzieje się tak, że nagle dane składowisko płonie, jak np. w Wadowicach w miejscowej fabryce tektury lub jednostki samorządu terytorialnego utrudniają pozyskanie informacji o składowisku odpadów – nawet posłom. Pytanie dlaczego – czy w procesie udzielania pozwolenia nie przestrzegano przepisów, czy też składowisko ma znacznie większą pojemność niż wynika z pozwolenia i nikt nad nim nie sprawuje nadzoru???

Inny przykład to składowisko w Pyszącej – gmina Śrem, gdzie od czerwca 2017 do lutego 2019 roku składowisko płonęło aż 7 razy. |Przy czym rzecz charakterystyczna – na przełomie 2018/2019 aż 5 razy – jakby ktoś celowo „puszczał” w powietrze ślady swojej działalności. Na skalę ogólnopolską – takie 1-2 dniowe pożary może nie robią jakiegoś wrażenia, ale na skalę lokalną jest to ogromny problem dla środowiska. Zwłaszcza, że ze skutkami ekologicznymi tych pożarów nie mogą sobie poradzić lokalne władze samorządowe bez pomocy ministerstwa środowiska.

Poza tym jest ważna rzecz, której w żadnej legislacji nie ma: w ustawie o gospodarce odpadami należy zaznaczyć pełną odpowiedzialność samorządów za wydawane decyzje i zgody. Dziś jest tak, że do poziomu gruntu odpowiada starosta, a powyżej wojewoda. To rodzi spory kompetencyjne, ale przede wszystkim stwarza brak odpowiedzialności za decyzje i szkody z nich wynikające, OBYWATELE SĄ I POKRZYWDZENI I OSZUKIWANI.

Oczywiście takich przykładów mógłbym przedstawić znacznie więcej – ale najgorsze jest w tym to, że wcześniej Platforma Obywatelska stworzyła warunki prawne do zrobienia z Polski składowiska śmieci, a obecnie PiS nie pozwala tego bałaganu posprzątać, choćby blokując na KOŚZNiL możliwość przeanalizowania pracy Inspekcji Ochrony Środowiska w tym zakresie.

Oczywiście w odniesieniu do procedowanej nowelizacji Klub Kukiz15 opowiada się za jej przyjęciem, bo jej powodem jest doprecyzowanie przepisów dotyczących elektronicznej Bazy danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami (BDO).

dr hab. Józef Brynkus
Poseł na Sejm RP

Rząd nie słucha obywateli. – Prawo sobie, a praktyka sobie. Panie Ministrze Wy tak naprawdę nie słuchacie ani przedsiębiorców ani obywateli – mówił poseł dr hab. Józef Brynkus w Sejmie o narastającym problemie z nielegalnymi składowiskami odpadów w Polsce.

Podziel się