Na ostatnim w 2018 r. posiedzeniu Rady Ministrów przyjęty został projekt ustawy zmieniającej kodeks postępowania cywilnego.
Po raz kolejny rząd chce ustawowo wpłynąć na przewlekłość postępowania. Przyznam, że takie założenie przyspiesza mi bicie serca, bowiem ostatnio wprowadzona nowelizacja zamiast usprawnienia spowodowała jedynie wzrost „obrzędowości”, co nie tylko moim zdaniem doprowadziło do powstania tzw. „prawdy sądowej”, nie mającej w ogóle, lub bardzo mało wspólnego ze stanem faktycznym sprawy.
Tym razem wygląda na to, że proces cywilny choć trochę przybliży się do tych oglądanych w telewizji (z wyłączeniem Anny Marii Wesołowskiej rzecz jasna).
Najkrócej:
-
mało skomplikowane sprawy cywilne mają być rozstrzygane już na pierwszej rozprawie;
-
w sprawach zawiłych sędzia będzie musiał od razu wyznaczyć kilka następujących po sobie terminów procedowania;
-
sędzia może wyznaczyć termin posiedzenia przygotowawczego i będzie musiał przygotować plan rozprawy;
-
nałożenie na pozwanego obowiązku odpowiedzi na pozew;
-
rozszerzenie możliwości składania zeznań na piśmie;
-
wprowadzenie trybu przyspieszonego w sprawach gospodarczych, w których stronami są przedsiębiorcy;
-
umożliwienie stronom procesowym nagrywania rozpraw;
-
sprawdzanie apelacji od wyroków pod względem formalnym jedynie w sądach drugiej instancji.
Poza tym strony w wielu sprawach zostaną zwolnione od kosztów, co wydaje się recypowaniem istniejących już rozwiązań prawnych.
Trudno jednak niedoceniać postulatu prowadzenia sprawy w następujących po sobie terminach. Mam jedynie nadzieję, że uchwalona nowela bliżej określi interwał czasowy. W rekordowej pod tym względem znanej mi sprawie przerwy pomiędzy posiedzeniami sądu wynosiły… 1,5 roku. I były w 90% wynikiem organizacji pracy sądu.
Brakuje jednak najważniejszego – obecności organizacji pozarządowych na prawach strony w każdej sprawie, o ile któraś ze stron zażyczy sobie jej obecności oraz wprowadzenia do kodeksu obowiązku umożliwienia nagrywania sprawy przez przedstawicieli mediów.
Istniejąca bowiem praktyka zbyt często powoduje niepotrzebne spięcia pomiędzy sędzią a dziennikarzem.
5.01 2019
Zostaw komentarz