Myślałem, że w Polsce po 1989 roku już nie będzie takich sytuacji w związku z pozyskiwaniem informacji przez dziennikarzy, jak ta ze słynnego kawału: „ja się o kiełbasę nie pytom, ale się pytom, gdzie jest górnik z kopalni Bytom”?
Dla nieznających sprawy najpierw kawał.
Na spotkaniu wysoko postawionego funkcjonariusza partii komunistycznej z górnikami, jeden z nich się ośmielił spytać: dlaczego mimo podwyżek cen i zapowiadanych przez władzę dodatkowych dostaw, nie ma w sklepach wędlin? Prowadzący spotkanie natychmiast zarządził przerwę, a gdy rozpoczęto kolejną część zebrania zauważono, że nie ma pytającego. Wówczas wstał jego kolega i stwierdził: „ja się o kiełbasę nie pytom, ale się pytom, gdzie jest górnik z kopalni Bytom”.
I po latach od upadku (podobno) komunizmu dziennikarzowi albo się nie odpowiada na pytania o sprawy publiczne, albo też jak w przypadku dziennikarza Mirosława Jamro z Bielska-Białej oskarża o „podżeganie funkcjonariuszy do popełnienia przestępstwa ujawnienia informacji”. To podżeganie miało polegać na prośbie o udzielenie informacji.
Takiego absurdu nawet Orwell by nie wymyślił. Ale jak trafnie pisze na portalu pressmania.pl jeden z obywatelskich dziennikarzy tego portalu (czytaj tutaj), sprawa nie jest śmieszna. Sprawa jest tragiczna dla jawności polskiego życia publicznego.
Ponad 90% polskiego dziennikarstwa uwikłana jest albo w bieżącą politykę – kreuje pożądany przez siebie jej kierunek. Duża część dziennikarstwa finansowana jest przez nawet polskie ministerstwa. I tylko niezależne dziennikarstwo – jakiekolwiek (w tym zwłaszcza internetowe) ratuje społeczeństwo przed totalną ignorancją.
Jest oczywistym, że nikt nie powinien nawet pomyśleć o tym, by Mirosławowi Jamro postawić zarzut. Ale jeśli już ktoś to zrobił, to sąd, udowadniając, że jest naprawdę niezależny i niezawisły sprawę powinien natychmiast oddalić.
Fot. Mirosław Jamro/Facebook
Autor: dr hab. Józef Brynkus, prof. UP Kraków
Pracownik Katedry Edukacji Historycznej Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie. Pochodzi z rodu górali podhalańskich i orawskich. Polski historyk i nauczyciel akademicki, profesor UP Kraków, poseł na Sejm VIII kadencji.
„ Duża część dziennikarstwa finansowana jest przez nawet polskie ministerstwa. I tylko niezależne dziennikarstwo – jakiekolwiek (w tym zwłaszcza internetowe) ratuje społeczeństwo przed totalną ignorancją.”
A konkretnie? Jak dużą cześć dziennikarstwa finansują polskie ministerstwa i które? Konkretne przykłady? A jaką część dziennikarstwa finansują nadal niepolskie a wręcz wrogie polskim interesom podmioty?