Dziś jak zawiązywałem worki z posegregowanymi odpadami (mam ten komfort, że mogę do ich gromadzenia przeznaczyć pomieszczenie, które normalna rodzina mogłaby oddać jednemu dziecku), poczułem silne ukłucie w okolicy lędźwi.
Przypomniałem sobie swoje marzenie z dzieciństwa. Do dziś pamietam, jak w połowie lat 80. ub. wieku na styku ulicy Sienkiewicza i Kraszewskiego, śmieciarz odpowiedzialny za opróżnianie kubłów na śmieci, które niegdyś stały po prostu na chodnikach przy ulicy (nikt ich nie chował po podwórkach, żeby nie szpecić przestrzeni publicznej), zatrzymał się w wykonywaniu swoich czynnosci i przeglądał książkę znalezioną w śmieciach (wtedy wszystko wrzucało się do jednego wora). Kilka minut pozostawał w pozie zauroczonego słowem wyrzuconym do śmietnika. Kierowca śmieciarki nie ponaglał, wtedy nie było presji na wykonywanie zadań w określonym czasie.
Nie miałem wówczas jeszcze jasno określonych autorytetów, znaczy wiedziałem, że papież jest Polakiem, ale Karola Wojtyły nigdy na własne oczy nie widziałem, za to tego śmieciarza – owszem. Długo ze mną był ten obraz i ta inspiracja, chyba do 6 lub 7 klasy szkoły podstawowej nadal chciałem być śmieciarzem i nie rozumiałem, dlaczego inne dzieci z tego powodu się ze mnie wyśmiewały.
Ten obraz zaczytanego śmieciarza wciąż we mnie tkwi i lubię go. Pielęgnuję go w sobie. Bo buduje wiarę w to, że to nie my profesorowie – nierzadko współcześni faryzeusze, głosimy coś co jest naprawdę ważne. I że bardzo często zwykli, tzw. szarzy ludzie mają więcej rozumu niż profesura.
***
Dziś byłem jako ekspert Polskiej Komisji Akredydacyjnej (ocena zewnętrzna przesądzająca o prawie do prowadzenia danego kierunku studiów) uczestnikiem hospitacji zajęć na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. Były to zajecia z metodologii nauk. Byłem niezwykle zbudowany pytaniem jednej ze studentek do profesora prowadzącego wykład: co zrobić, aby dążąc do poznania prawdy abstrahować od naszych sądów i upodobań. Żeby poznać prawdę taką jaką ona jest. Tak fundamentalnych pytań nie zadaje sobie obecnie, śmiem twierdzić, większość polskich naukowców, nie wspominając o politykach. Ta studentka ocaliła honor Akademii, i może nawet nie zdaje sobie z tego sprawy.
***
Może właśnie żyjemy w takich czasach, w których to ci najniżej w hierarchii społecznej, naukowej, politycznej itd. przyczyniają się do pomnażania dobra, podczas gdy ci u góry, wyniośli i pyszni – do jego degradacji. Ale czy to jest zaskakujące? Przecież… zawsze tak było. Tylko coś lub ktoś nam te prawdę przysłoniło.
Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.
Zapraszamy słuchajcie codzienie na żywo porannej audycji o godz. 8:00 oraz wieczornego progrmu Piotra Wrońskiego na live o godz. 20:30 w radio KChT Radio Ludzi Rozsądnych, link: https://www.kcht.eu/ audycji można też słuchać na serwerach Radia King, link: https://www.radioking.com/radio/kcht
Zostaw komentarz