Napisałem więcej książek, niż od deski do deski przeczytałem. Nie czytałem, bo zasypiałem, a jak pisałem, to nie spałem. Proste. Łatwiej było pisać niż czytać. Nawet jak starałam się dłużej czytać, to wyobraźnia podpowiadała mi dalsze scenariusze i sekwencje możliwych zdarzeń. I wówczas zaniechując czytania, pisałem. Wychodziłem od twardych danych empirycznych, które następnie odpowiednio koloryzowałem, nadawałem dramatyzmu, liryzmu i komizmu. I to się zawsze jakoś finalnie wiązało w całość w twardej lub miękkiej okładce. W twardej wydali mi tylko pierwsze moje dzieło we współautorstwie ze Sławkiem S. nt. nauczania Jana Pawła II na temat Europy jako cywilizacji i projektu politycznego (Wyd. Ossolineum, 2002/03) oraz książkę profesorską poświęconą związkom religii, nacjonalizmu i tożsamości narodowej w Europie Środkowo-Wschodniej (Wyd. Uniwersytetu Wrocławskiego, 2011). Pierwszą moją książką wydaną w kolorze jest publikacja poświęcona statystyce wyznaniowej i narodowościowej w Europie Środkowo-Wschodniej. (https://cedewu.pl/Etnicznosc-i-religia-w-Europie-Srodkowo-Wschodniej-Ujecie-statystyczne-1989-2019-p2786)

Mimo, że wiele książek napisałem, uważam się za najwyżej przeciętnego naukowca, który jeszcze wiele musi się nauczyć. Mam swoich mistrzów, których podziwiam i którym do pięt nie dorastam. Ba, mam w swoim otoczeniu naukowców, młodszych od siebie, którzy górują nade mną intelektualnie, nawet jeśli magiczny index Hirscha twierdzi inaczej.

Pedagogiem jestem chyba coraz słabszym. Chyba na początku lepiej mi to wychodziło. Miałem w sobie więcej pasji, zapału, woli zmieniania myślenia młodych ludzi. Z czasem trochę zgorzkniałem, stetryczałem. Rutyna też zrobiła swoje. Depresja postawiła kropkę nad „i”. Ale pamiętam siebie sprzed lat, gdy zapalałem umysły swoich studentów i razem robiliśmy rzeczy niesamowite, zwariowane i niedopuszczalne.

Pamiętam, jak w czasie jednej z wycieczek organizowanych przeze mnie nieoficjalnie w Czechosłowacji, konkretnie w Prościejowie na Morawach, część studentów po napojeniu się miejscowym białym winem spoczywała spokojnie w krzakach, druga zaś ulepiwszy mikrofon z gazety rozpytywała mieszkańców miasta o ich poglądy na temat Václava Klausa. Niecałe dwa lata później, zostałem… oficjalnym promotorem jego doktoratu honoris causa UKSW. Co zresztą utrudniło mi dalszą tzw. karierę naukową.

Przez ponad 10 lat organizowałem nieoficjalne wyjazdy studentów do Czechosłowacji i na Węgry, gdzie po przejechaniu pociągiem stacji Grodzisk Mazowiecki, średnia stężenia liczona na przypadkowego osobnika osiągała co najmniej 2 promile, a za granicą było już tylko z górki. I tylko dwa razy mieliśmy do czynienia z interwencją policji, raz polskiej, raz czechosłowackiej.

Mimo, że wielu wykształciłem, nie mam takiego poczucia, że osiągnąłem jakiś sukces dydaktyczny. Osiągnę go dopiero wówczas, gdy zobaczę, jak moje dzieci staną na własnych nogach.
Reasumując, jestem wciąż niespełnionym naukowcem i pedagogiem. Ale mam pomysł jak to zmienić.

Autor: prof. Radosław Zenderowski
Polski socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry.