Trzecia niedziela czerwca. Ukraiński dzień ojca. Brak przełamujących doniesień z frontu. Myślę o tym chłopcu, który szedł płacząc przez polską granicę. Telewizje pokazywały go bez przerwy. Był luty, może początek marca. Wiem, że mama i babcia się odnalazły i chłopiec się odnalazł, ale ilu nie odnalazło nikogo e swoich bliskich?
Myślę o Włodku Taniuku z Buczy. Czy dalej przynosi na grób swojej mamy soczki w kartonikach i konserwy, żeby już nigdy nie zaznała głodu?
Dwa albo trzy dni przed ukraińskim dniem ojca pojawiło się trzydziestosekundowe nagranie z powrotu Taty do ukraińskiego domu. Chłopczyk rzuca hulajnogę i wspina się na tatę, jak na najwyższą górę, a tata jest wielki, ogromny, chłopiec go obejmuje, głaszcze po plecach, tata wrócił cały. Szczęście.
I myślę o tych dzieciach, do których tata już nie wróci. Które zostaną z tą swoją hulajnogą, psem.
Myślę obrazami, więc zawsze widzę chłopca. Pewnie dlatego, że córcia już duża, ma kilkanaście lat, obejmie jakoś resztę życia, do chłopaka jeździ sama przez pół Polski. W zasadzie całą. Dzisiaj pomyliła pociągi, ale zimna krew, spokój, opanowanie, żadnej paniki. Byle co ją nie zdruzgocze.
Ale synek, synek jeszcze jest mały, drobny, pięćset razy dziennie pyta – tato? a narysujesz mi? a zrobisz mi? a pomożesz? klocek mi się zaciął, a nalejesz mi wody do basenu? a obejrzymy sobie jutro drugą część gwiezdnych wojen? tato?
I wiem, że mam u chłopca wielki kredyt zaufania i on chyba wierzy w moją niezniszczalność, powtarza z uporem i radością zdanie jakie sam powiedział, kiedy miał dwa, może dwa i pół roku. Siedzieliśmy w ciemnym przedpokoju i chłopczyk opowiadał swoim językiem z czym mu się taka noc, ciemność kojarzy. I to zdanie, to była puenta opowieści o strasznych rzeczach, które czają się w nocy. A brzmiało to tak – głosem dwu, może dwu i pół latka:
– A ja nie boje wika, nie boje moka – bo jete ja i mój tata!
Tak jakby tata załatwiał dowolnego wilka lub smoka pierdnięciem względnie donośnym beknięciem. Jakbym miał wytłumaczyć się synowi z własnej śmierci? Albo z tego, że tym razem nie dałem rady go obronić. A przecież wierzył, że kiedy jete ja i mój tata to nie ma się czego bać.
Chciałbym ile się da podtrzymać to poczucie bezpieczeństwa u chłopca. Uczyli mnie na psychologii, że to poczucie, które na wejściu w życie daje rodzic daje tę niezniszczalną, wewnętrzną siłę, fundamentalne przekonanie, że warto żyć i warto się bić, zmagać z życiem, kluczowe poczucie sensu. Nie potrzebuję do tego żyć wiecznie, potrzebuję jeszcze paru lat.
Ale jestem polskim tatą. Nie muszę iść na front.
A brak doniesień z frontów nie oznacza nic poza brakiem doniesień. Brakiem informacji która się do nas przebija. No bo ile razy można powtarzać, że w rejonie tej a tej wioski sytuacja jest niejasna, a tamta znowu przeszła z rąk do rąk?
Za każdym razem kiedy taka wioska przechodzi albo nie przechodzi z rąk do rąk – któryś chłopiec, dziewczynka zostaje bez taty. Na zawsze sam, sama z tą hulajnogą, plecakiem z Hello Kitty czy Spidermanem.
„Mogłyby chociaż nie być tak podobne do naszych dzieci” napisał w wierszu rebe Janusz Radwański .
Pamiętam zimą 2017 roku szliśmy z córcią wzdłuż muru wokół Soboru Michajłowskiego w Kijowie, już wtedy na tym murze było pięć tysięcy zdjęć chłopaków, którzy nie wrócili z Donbasu.
Myślę też o tym, że w lutym 2020 roku poznaliśmy się na odległość z rodziną Heorhija Olchy Olchowskiego, który poległ 23 sierpnia 2018 roku w Donbasie, który zostawił żonę z synkiem i córką. Pilnujemy się od tego czasu, żeby dzieci miały trochę radości. Taty im nie zastąpi jedna, druga, trzecia paczka z Polski. Ale może trochę ulży, pozwoli poczuć się bezpieczniej o gram.
Brak doniesień w ukraiński dzień ojca.
Chociaż to niemożliwe, wiem, życzę wam chłopaki, wracajcie do domu żywi, cali.
Ze wszystkich sił – nie dajcie się zabić.
To moje życzenia od ojca dla ojców.
Mądrzejsze się nie napisały. Wybaczcie.
Gdyby ktoś chciał postawić mi kawę w zamian za wykonaną robotę – link tutaj.
Trzymajcie się!
Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz