„Zagadki – same się zgadują
Wszystko samo siebie tworzy
Póki śmierć się nie umorzy sama sobą
Zagadki się radują
Życie – patrzy w zwierciadło
Swej własnej głębi
Przerażenie samo się zdębi ze strachu przed sobą
Spadają maski z drzew, gór i owo
Widzę czar
Bezlitosne niebo”
(Witkacy)
Zdaje się że minęła kolejna noc bez masowych ataków dronami i kierowanymi pociskami po infrastrukturze. Nie wiadomo co będzie dalej. Coraz więcej zagadek.
Na przykład zastanawia niekonsekwencja w uderzeniach stosunkowo niewielkich sił uderzeniowych federacji moscow morgul. Raz walną w to, raz w tamto, ale w nic do końca.Nie żebym im podpowiadał.
Ukraińcy konsekwentnie tłuką w logistykę, składy i sztaby. Czasem dochodzi do wydarzeń dziwnych typu blackout w kilku dzielnicach Moskwy kilka dni temu. Jakoś dziwnie zdjęcia ciemnych ulic Moskwy skojarzyły mi się ze zdjęciami ciemnych ulic Kijowa.
Ale są konsekwetni, zwalczają armię i sieją dywersję na tyłach.
U nazgulców to nie wiadomo czy oni zwalczają cywilów samych w sobie, niszczą energetykę czy nagle potem jednak postnawiają postrzelać po jakichś bazach lotniczych, na przykład.
To trochę tak jak w Bitwie o Atlantyk czy Bitwie o Anglię.
Konsekwencja w dobrym momencie mogła jedną ze stron doprowadzić do sukcesu. Brak informacji o wynikach i stanie przeciwnika mógł powodować nerwowe poszukiwania nowych pól, na których można by zadać wrogowi decydujący cios. A można być w tym czasie o krok od decydującego ciosu, tuż-tuż i nagle – ku uciesze przeciwnej strony – całkowicie zmienić koncepcję ataku.
Na przykład wielu historyków uważa, że w Bitwie o Anglię kluczowym momentem były uderzenia Luftwaffe na lotniska RAF, skąd startowały brytyjskie myśliwce. To był moment w którym być może jeszcze kilka tygodni i RAF nie miałby skąd i jak operować.
Zmiana priorytetów Luftwaffe z lotnisk i baz RAF oraz stacji radarowych na wybrzeżu – na cele cywilne, w tym w szczególności Londyn był zmianą samobójczą. Dało możliwość siłom powietrznym Brytoli odtwarzać gotowość bojową i wyjmowało ich zaplecze spod uderzenia. Uderzenia na miasta były widowiskowe, były koszmarem dla cywili – ale moralnie zintegrowały społeczeństwo brytyjskie wokół rządu i armii, a miasta okazały się zadziwiająco odporne na naloty, jako samoregulujące się organizmy.
Podobnie w Bitwie o Atlantyk czyli zmaganiach wokół szlaków komunikacyjnych z USA do Wielkiej Brytanii. Rok 1941 w zasadzie był początkiem końca tej bitwy, mimo, że miała ona realnie trwać jeszcze dwa lata.
Dlaczego?
Dlatego, że zamiast szukać sposobów jak kombinowanymi działaniami przerwać szlaki komunikacyjne – Kriegsmarine szukała metody jak topić więcej statków. A to nie to samo.
U-booty topiły na potęgę statki na Karaibach oraz u wschodniego wybrzeża USA, na południowym Atlantyku, u wybrzeży Afryki, nawet na Oceanie Indyjskim, ale konwoje ze Stanów do Anglii przechodziły ze śladowymi stratami. Bo na północy prawie nie było U-bootów.
A U-booty nie były w stanie na dłuższą metę topić więcej statków niż alianci byli w stanie zbudować i wysłać na morze. Bo w końcu 1941 oficjalnie w stanie wojny z Niemcami były już USA, które od lata 1940 rozpędzały swoją gospodarkę na tory wojenne, żeby wybudować w ramach produkcji wojennej na ten przykład 2751 statków handlowych typu „Liberty”. Przy czym dzięki organizacji produkcji i łańcucha dostaw – najszybciej jeden statek budowano w … 40 dni.
A słynne statki typu „Liberty” to było tylko 2751 z ponad 77 tysięcy jednostek pływających jakie USA wyprodukowały w latach 1941-45.
Także U-booty nie miały szans w wyścigu na tonaż. Mogły szukać jedynie rozstrzygnięcia w bitwie na izolowanie Wysp Brytyjskich, mogły próbować przerywać komunikację, ale nie wygrac wojnę na wyniszczenie.
No, tylko że w kluczowym 1942 roku w zasadzie rzuciły się tam, gdzie nie było silnej eskorty, gdzie statki pływały luzem, gdzie asy U-bootwaffe biły rekordy tonażu, ale nie zatrzymały na przykład i nie opóźniły w najmniejszym stopniu pierwszej dużej operacji desantowej aliantów – uderzenia na Północna Afrykę w ramach operacji „Torch”. To się nazywa pyrrusowe zwycięstwo.
Także tyle o zmieniających się celach operacji, jako o czynniku, który może mieć decydujące znaczenie.
O konsekwencji i wytrwałości w realizacji celów.
O dobrym ich dobrze.
To jest oczywiście zagadka, czy nazgulce w ogóle miały szansę wyłączyć infrastrukturę krytyczną Ukrainy, czy dalej takie szanse mają?
Wiemy już, że przy największym prężeniu muskułów rosja to nie Stany. Siły miała skromne jak na mocarstwo, chociaż dobrze się sprawdzała w takich akcjach, jak z mojego podwórka. Rosja była takim wyrośniętym zupakiem, że jak zbić pierwszoklasistę wracającego z otwarcia roku szkolnego i zajumać mu piórnik – to w sam raz.
Ale jak trafiła na młodszego, mniejszego, ale zakapiora i jeszcze wujek tego zakapiora, Wuj Sam rzucił z okna zakapiorowi pół bejsbola to już ruski ciulik podwija ogon i krzyczy na całe podwórko że to nie fair, że się go bije, ała, to boli.
No więc takie to moscow morgul.
I oni nie mając prawdopodobnie sił na uderzenie i we wszystkie składy, fabryki, mosty, dworce, przekaźniki telekomunikacyjne, wiadukty – i tak rozpraszali swój wysiłek strzelając jak popadnie.
W tym po centrach handlowych i domach kultury.
A teraz kiedy przyszło im podpalić dom – raz że nie mają dosyć podpałki, dwa że nie mają zapałek, a trzy – obrońcy domu szybko się uczą jak takim podpalaczom na ręce dmuchać, żeby nic nie podpalili.
Tak mi się zdaje, że to ten etap.
Bo intensywność ataków spada, a nawet ostatnia intensyfikacja – po kilkadziesiąt odpalonych rakiet kierujących i dronów – nie jest tą intensywnością z pierwszych dni wojny, kiedy takich odpaleń było po 100 i więcej, a ukraińska obrona plot była mniej doświadczona i bardziej dziurawa.
Teraz morgulce mają mniej sprzętu do wystrzelenia, a Ukraińcy gęstszą obronę i ona będzie coraz gęstsza, a tamci póki co będą mieli mniej rakiet.
Chyba że kupią od Iranu, ale Iran, jak wspomniałem , ma swoje problemy, poza tym oficjalnie nic nie sprzedaje. I o ile sprzedaż niewielkich dronów można jeszcze próbować jakoś zmataczyć, nieudolnie, ale jednak – to sprzedaż i transport pocisku balistycznego już taki prosty nie jest. To nie trampki.
Ale czy ja mam rację? Nie wiem. To jedna z zagadek.
Ale to nie jedyne zagadki ostatnich dni.
Nikt chyba też nie rozumie za dobrze z odległości o co chodzi z tym przedmościem chersońskim. Tak, przedmościem, nie przyczółkiem, bo to spory obszar, za duży na to, co nazywa się w sztuce wojennej przyczółkiem.
Ukraińcy ciągle strzelają po przeprawach, niszczą barki, masakrują kolejny raz Most Antonowski, składy, magazyny, warsztaty a nazgulce niby opuszczają kolejne posterunki wokół Chersonia, ewakuują ludność, wyłączają przekaźniki gsm, zdejmują flagi, rozrzucają betonowe pilboxy. Ale ciągle tam są. Mapy zamarły.
Cholera wie co oni kombinują. Koncepcje są dwie.
Jedna jest taka, że ruskie nie są w stanie się utrzymać na prawym brzegu Dniepru na dłuższą metę, więc planowo się cofają na lewy, łatwiejszy do obrony i chcą za sobą zostawić możliwie dokładnie zrujnowaną infrastrukturę, splądrowane miasta oraz wsie, uprowadzić jak najwięcej ludności cywilnej w charakterze zakładników.
Druga koncpecja, ku której osobiście bardziej się skłaniam, mówi, że oczyszczają sobie pole do uporczywej obrony przedmościa i samego miasta. Ludność cywilna, szczególnie ta nieprzychylna okupantom, szczególnie tak wkurwiona jak Ukraińcy – nie jest potrzebna w takich walkach. Taka ludność wskaże cel przeciwnikowi, przetnie kabel zasilający, podstawi nogę biegnącemu piechurowi, podpali skład paliwa na zapleczu, podsypie tłuczonego szkła do gara w kuchni polowej, a ostatecznie udusi poduszką jak będziesz spał na kwaterce po rotacji.
Poza tym mieszkania po wysiedlonych mogą służyć za kwatery dla własnego wojska, szczególnie tego zmobilizowanego, które jest zdaje się w stanie pożal się panie bohu. Nie mają co jeść, umundurowani i uzbrojeni jak volksstrum na wiosnę 1945 i wyszkoleni podobnie.
A inne dziwne ruchy, zapytacie?
Inne dziwne ruchy mogą być obliczone do wyrobienia przekonania u Ukraińców, że obrona się już sypie i trzeba tylko raz uderzyć, raz a mocno i się rozsypie na amen. Symulowanie własnej słabości to jeden z podstawowych forteli na wojnie. Przykładów zbyt wiele by je tutaj przytaczać.
Ale czy tak jest? Zagadka.
Mało też wiem, wiemy o tym jakie wewnętrzne tarcia zachodzą pomiędzy poszczególnymi segmentami armii. Bo mówimy ruska armia, ruska armia. Ale to nie był monolit i przed wojną, a teraz po rzeźni z kilku miesięcy – podziały pewnie się pogłębiły. Na przykład między siłami Rosgwardii, najemników Wagnera, armii regularnej, armii tak zwanych republik ludowych. I teraz być może regularna armia może chce coś wodzusiowi pokazać pod Chersoniem, a w tym czasie wściekli wagnerowcy atakują pod Bachmutem, bez skutku, ale walczą o uznanie i wpływy swojego pana.
Taka konkurencja to też specjalność satrapii, divide et impera w skarykaturalizowanej postaci. Wystarczy wspomnieć fatalna w skutkach rywalizację japońskiej armii z japońską flotą, czy Wehrmachtu z SS, szczególnie pod koniec 12 letniej historii tysiącletniej rzeszy.
Czy tam już jest tak źle jak w 12 roku istnienia tysiącletniej rzeszy?
Analogie mają ograniczenia, bo są tylko analogiami. Zagadka.
Natomiast zagadką przestaje być masakrycznie wysoka liczba eliminowanych codziennie żołnierzy raszystanu. Zauważyliście, że od zmiany czasu na zimowy te liczby układają sie powyżej 600 trwale wyeliminowanych z szeregów dziennie? W sobotę to było 950. Dzisiaj rano Генеральний штаб ЗСУ / General Staff of the Armed Forces of Ukraine podał dane z wczoraj – 840. A przypomnę, że jak sie okazuje starty podawane przez stronę Ukraińską mogą być niedoszacowane o 10-15% w dół.
I taka ciekawostka na marginesie – nie ma w raporcie za wczoraj zestrzelonych kierowanych pocisków rakietowych – widomy znak, że intensywność ataków spadła. Jakby były ataki to byłyby straty.
Pojedyncze pogłosy z frontu, z ukraińskiej strony, ale też i rusnetu wskazują na to, że ta wysoka liczba zabitych i ciężko rannych względnie nieujawniona liczba jeńców to wynik skierowania na front fatalnie wyekwipowanych, źle wyszkolonych zmobilizowanych rosjan z pierwszej fali częściowo-powszechnej mobilizacji federacji.
Dziennie wypada też z szeregu 30-40 pojazdów opancerzonych. Po kilkanaście i więcej środków artyleryjskich.
Nie ma dla mobilizowanych koszar, mundurów, broni i żywności, więć tyłowe komendy wyysłaja tysiące mobików na front, niech się frontowi martwią, a frontowi mówią – nie mamy dla w mundurów, broni, żarcia, kwater, więc paszli wpierdriod, no to lecą, a tamci ich koszą. To praca, mówią od początku Ukraińcy. Taka robota.Jakby szli trawą zżąć z łąki kosą, bez emocji, wiadomo, człowiek się upoci, ale zetnie co ma ściąć.
To jest rzeź.
Rzeź winiątek – jak zatytułował swój zbiór wierszy w dawnych czasach Radek Kobierski. Inny kontekst, a mi się tak skojarzyło.
I nie wygląda na to, żeby ta rzeź była wynikiem jakiegoś przełomu operacyjnego na którymkolwiek z frontów. Tak po prostu się stało, że mobików teraz się kosi, jak łan zboża.
Nie wiem tego, ale pewnie idą do ataku nieumiejętnie, jak Kościuszkowcy pod Lenino, jak na defiladzie. Tak się ponoć zachwycali krasnoarmiejcy polskim natarciem, kiedy to nie była brawura ani odwaga, ale brak wyszkolenia i rzeź.
Co się stanie, kiedy @Walerii Załużny wypije do końca piwo i powie, no dobra, odpoczęli my, pogadali, pohimarsowali, ale trzeba by w końcu komuś sklepać tyłek?
Może wreszcie wojna zacznie się kończyć.
Czego sobie, Wam, Ukrainie, planecie naszej życzę.
Dobrego weekendu, pamiętajcie, że Załużny lubi przy weekendzie sklepać ruskiemu mordę.
Stay tuned.
________________________________________________________________________
Za wszelkie wspomożenie mnie kawą w czasie gdy nie piszę tekstów literackich, do pism, na przykład redakcji Miesięcznik Odra, nie pisze książek dla WarBook – serdeczne buk zapłać. .
Co do zrzutek widzę, że lepiej to działa jak wrzucam jeden link do jednej zrzutki, a że jutro odpalamy z Tomek Ssak Sikora kolejną, to polecę wam jeszcze raz wytrwałą zrzutkę by Bożydar Pająk – na śmigła ewakuacji medycznej dla Ukraińców.
na zdjęciach: – Raj U-bootów w 1942, płonący Londyn w 1940, ruskie mobiki wzięte do niewoli, zaraz po trafieniu na front i niemiecki volkssturm, tez wzięty do niewoli no i raport Генеральний штаб ЗСУ / General Staff of the Armed Forces of Ukraine za wczoraj.
*Przypominam o zbiórce fundacji UA Future na zimowe wyposażenie, a zima tuż tuż.
**za każdy lajk, szer, komentarz – dziękuję, miło mi że sobie tak towarzyszymy.
***Jako niezależny samozwańczy i samorządny publicysta dziękuję za każdą wirtualną kawę postawiona w serwisie buycofee.to. Jak zawsze – buk zapłać za wszelkie wasze gesty wsparcia pod moim adresem, link do buycofee.to poniżej.
Pamiętajcie nie każdy musi, ani nawet nie powinien jeździć do Ukrainy. To nie zawsze ma sens i się opłaca. Równie ważne jest to, co robimy tutaj.
Dziękuję też za wspieranie mojego tutaj pisania poprzez wirtualne kawy w serwisie buycofee.to. Dziękuję za wszelkie objawy sympatii – lajki, udostępnienia, komentarze oraz – a jakże – wirtualną kawę postawioną tu i tam na buycoffe.to – link tutaj.
Póki co ciągle zachęcam do wsparcia zbiórki BBożydar Pająk Ważny jest tyleż grosz, co podrzucanie linków do zbiórki gdzie kto może – wykop, tik-tok, twitter, telegram, sam już nie wiem.
Dzisiaj tradycyjnie wrzucam zbiórkę na batalion medyczny (link tutaj) Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics
– zbiórkę Bożydar Pająka na helikoptery ewakuacji medycznej (link tutaj).
Trzymajcie się!
Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.
Autor: Radosław Wiśniewski Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.
Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74
Zostaw komentarz