Kilka dni minęło, a tam błoto, trupy, szczury, zimno.

Właśnie, zimno.

Wiele razy spałem w przygodnych warunkach, ale zawsze namiot, szałasisko, raz suchy dół wygrzebany w lesie, zazwyczaj jakieś ciepłe ubranie, a jak nie to chociaż ognisko na środku szałasiska.

A i tak było zazwyczaj zniewalająco zimno. W grudniu na Jasieniu, mimo ogniska nie spaliśmy. Raczej się wędziliśmy w dymie, a szparami wiatr nadmuchiwał nam na śpiwory śnieg. Trudno takie spanie nazwać snem, to raczej czujne drzemanie, pęłne dyskomfortu. I to pomimo ogniska.

A tam ognia nie rozpalisz, bo ognik papierosa w otwartym stepie widać na wiele kilometrów wokół. A co dopiero ognisko. Zatem zimno, mokro i siecze ze wszystkich stron.

Nie, nie zapomniałem, mimo tego, że nie pisałem kilka dni, chociaż byłoby o czym. No, ale zdarzają się w życiu okoliczności, które zmuszają do przekierowania uwagi. No i tak właśnie było. Uwaga i czas były potrzebne gdzie indziej.

Nie chciałem też pisać, póki nie domknę swoich drobiazgów.

Prezent na urodziny pewnego chłopca, dzięki ofiarności kilkunastu osób zabrał kurier i wiezie gdzieś do Tarnopola.

Latarki ładowane USB, jasne jak cholera do Łucka też zabrał kurier i wiezie. Nasza mała solidarność. Małe my, które coś robi dla małego wy.

Tomkowi zupełnie bez asysty udało się zebrać kasę na bombodrona rolniczego.

Mnie zrzutka.pl zablokowała wypłaty, bo jakichś papierów znowu chcą, a jak jakoś bez rytmu. A trzeba by na święta wysłać laserowe dzidy. A ściślej przed świętami. Bo mogą być potrzebne.

Bo błoto się kiedyś skończy. Mróz zetnie i ktoś ruszy.

Błoto jest groźniejsze niż javeliny. Javelin trafia jeden czołg. Błoto spowalnia wszystkich i piechote, i samochody, i czołgi. Powiecie, że błoto niby tylko spowalnia, ale jak spowalnia to każda armia traci rytm. A jak traci rytm, to się rozsypuje koordynacja. Traci się impet. Nie ma mowy o natarciu. Jest brnięcie. Mijają wieki i nic się nie zmienia.

Wiele lat myślałem, że na przykład naszą husarię to zdekapitowała broń palna, ale tak sobie czytam i słucham i wychodzi na to, że jednak nie broń palna, ale umiejętne stosowanie przeszkód i wyzyskiwanie terenu przez przeciwników.

Przeciwnicy, owszem, uczyli się walczyć z polską ciężką jazdą, ale ta nauka mówiła im, że tam gdzie się polską ciężką jazdę wpuści w zły teren, to nie pomogą kopie, zbroje, bandolety, koncerze, bo się husaria nie rozwinie, a jak będzie rozwinięta to się zwinie.

I teraz czasy się zmieniły, zamiast husarii, jazdy kozackiej, pancernych, spahisów masz czołgi, transportery, ale błoto tak samo je spowalnia, oblepia, uziemia.

W ostatnich dniach kiedy się czytało raporty strat raszystanu to widać było setki zabitych i rannych ale śladowe ilości sprzętu. Bo ten sprzęt nie jeździ. On stoi. To i trudno go trafić czymkolwiek.

Teraz jest bitwa piechoty. I rzeź.

Teraz wszyscy mówią Bachmut, Bachmut. Gnają nazgule tam tych swoich mobików pod lufy, tak jak gnali kiedy padała Bałaklija, kiedy padało Izjum, Kupjańsk, Chersoń, Wysokopilije. Cholera wie o co chodzi z tym Bachmutem. Miasto trochę mniejsze od naszego Opola, bo ja wiem, takie Leszno o. Tłuką łbami swoich ludzi jakby od zajęcia tego Bachmutu cokolwiek zależało.

Nie wyglądana to, by było tam lekko. Zdjęcia spod Bachmutu wyglądają jak Paschendele w 1915, Verdun. Taka bitwa materiałowa. Kto ma więcej rezerw – amunicji, dział, sprzętu, ludzi, ten wygrywa.
Nie ma miejsca na manewry, na jakąkolwiek dystynkcję w walce, na zwinność. To tak jakby dwóch bokserów się zwarło, a sędzia ich nie rozdzielał tylko tak tłukli jeden drogiego w korpus, któremu pierwszemu pękną żebra.

Tylko jaki sens zajmowania Bachmutu? Nikt nie wie. Chyba że chodzi o to żeby własnie zmuszać przeciwnika do rzucania rezerw, chodzi o to żeby przeciwnika „przemielić”. Wtedy wybór punktu terenowego wokół którego rozwinie się taka maszynka do mielenia ludzkiego mięsa jest bez znaczenia.

Na czyją korzyść działa czas? Obawiam się, że wtedy jednak na korzyść moscow morgul. Ukraina musi szukac rozwiązania manewrowego,innego niż bitwa materiałowa, bitwa potencjałów rezerwowych. Tej nie ma szans raczej wygrać.

W Chersoniu, zaminowanym, zdewastowanym podobno już 40 % ludzi ma prąd. W ogóle po tych atakach na – jak to wszyscy się nauczyli mówić – infrastrukturę krytyczną – ciągły niedobór mocy dotyczy 30-40% odbiorców w Ukrainie. To oznacza zimno, brak wody, brak światła, nie tylko na froncie. Chyba, że uznamy, że front jest wszędzie. Kiedy piszę do Vity, zapytać jak im, że latarki w drodze i w ogóle – ona nie odzywa się inaczej w pierwszych słowach jak „Sława Ukrainie”.

I ja wtedy myślę o tym zgniłym mózgu chujła z kremla. Kogo chcieliście złamać wałdzimirze śmierdowiczu ?

Ale tak przy okazji – zwróciliście uwagę jak wyglądają te ataki rakietowe?

Nie ma podtrzymania wysiłku. Leci fala sto, siedemdziesiąt rakiet w ciągu dnia. Jest ich dużo, żeby zmęczyć, rozproszyć obronę przeciwlotniczą, obrona zdejmuje siedem, osiem na dziesięć rakiet, no ale jedna, dwie, trzy trafiają i tyle wystarczy.

Ale potem następuje przerwa tydzień, dwa, trzy. Gdyby ruscy mieli czym strzelać – jak twierdzą niektórzy – to sądzę, że nie dawali by oddechu, naparzaliby cały czas, żeby rwać dopiero co naprawione linie energetyczne, żeby zabijać tych, którzy potrafią te linie naprawiać.

Tak robili na niewielkim relatywnie poligonie w Syrii. Uderzali falami, żeby zabijać tez ratowników, żeby zabijać Białe Hełmy.

A tutaj salwa i dwa, trzy tygodnie spokoju. Ja myślę – jak już tak poczytam i posłucham wszystkich mądrych – że to dlatego, że wyskrobują się z zapasów, z dna. Rakiety po długim czasie składowania trzeba przewieźć do serwisu, sprawdzić wszystkie mechanizmy, doprowadzić ją do stanu używalności.

To jak z tym samochodem co go dziadek trzymał dziesięć albo więcej lat w garażu i nie jeździł, nawet nie przetaczał, żeby łożyska ruszyć. Nie da się do takiego samochodu wsiąść i jechać.

Potrzeba czasu i serwisu.

No i taką rakietę trzeba tez serwisować, zaprogramować, gdzie ma uderzyć. A nie ma sensu strzelać pojedynczo, bo wtedy wiadomo, że taką rakietę ukraińska obrona p.lot zestrzeli. trzeba uderzać falami, wtedy obrona nie da rady.

A to zajmuje czas.

A ten czas daje możliwosc łatania dziur w infrastrukturze, daje oddech Ukrainie. Trudny ten dodech, ale jest. Bo jak mówią słowa piosenki Kaczmarskiego:

„Starą ranę na karku rozszarouje do krwi
ale póki wilk krwawi – wilk żyw.
Więc to jeszcze nie śmierć, śmierć ostrzejsze ma kły
nie mój tryumf – lecz i zwycięstwo nie ich”

I nie wiem czy zauważyliście, że nie ma już doniesień o dronach z Iranu. Zdaje się, że wyczerpał się zasób zakupiony pierwotnie, a kolejne dostawy mogą być mniej rytmiczne. Zresztą ajatollahowie, oby ich władza upadła z hukiem, oby zaznali wiecznego bólu dupy i siusiory zgniły i odpadły jak zmięte szmatki – mają swoje rozliczne problemy.

Borys znowu na froncie. Pisze, że jest wszystko co lubi – świeże powietrze, zimno, styczność ogniowa z wrogiem. Wczoraj kilku rannych. Długie miesiące go nikt nie targał, miął czas pomalować obrazy, hodować pszczoły, cieszyć się bzem, drzewkami owocowymi.

Latarki w drodze, klocki lego w drodze, w przyszłym tygodniu laserowe dzidy.

Nie, nie zapomniałem Ukraino.

A co u Was?

Jak tam u was gesty konkretnej, małej, ludzkiej solidarności?

Opowiedzcie o sobie.

Stwórzmy pajęczynę wsparcia.

(Bo pajęcze nici są niby cienkie, ale proporcjonalnie cholernie mocne no nie do zdarcia)

na zdjęciu – rejon Bachmutu.

__________________________________________________________________

Dziękuję za wspieranie mojego tutaj pisania poprzez wirtualne kawy w serwisie buycofee.to. Dziękuję za wszelkie objawy sympatii – lajki, udostępnienia, komentarze oraz – a jakże – wirtualną kawę postawioną tu i tam na buycoffe.to – link tutaj.

Póki co ciągle zachęcam do wsparcia zbiórki BBożydar Pająk Ważny jest tyleż grosz, co podrzucanie linków do zbiórki gdzie kto może – wykop, tik-tok, twitter, telegram, sam już nie wiem.

Dzisiaj tradycyjnie wrzucam zbiórkę na batalion medyczny (link tutaj) Медичний Добровольчий Батальйон Госпітальєри • Hospitallers Paramedics
– zbiórkę Bożydar Pająka na helikoptery ewakuacji medycznej (link tutaj).

Trzymajcie się!

Trwa nadal zbiórka na batalion medyczny Госпітальєри Госпитальеры Hospitallers. To czysty konkret. 80% rannych przeżywa dzięki dobrej organizacji ewakuacji i opieki medycznej pola walki w armii ukraińskiej. Takich wyników tamta strona nie ma i nie będzie miała. A naszym trzeba pomagać. Link TUTAJ.

Fot. MON

Autor: Radosław Wiśniewski  Polski dziennikarz, poeta, ur.1974 – pisze wiersze, publicystykę, prozę, krytykę. Autor kilku książek z wierszami, jednej eseistycznej, jednej prozatorskiej i jednej popularno-historycznej. Tłumaczony na niemiecki, angielski, hiszpański, ukraiński, fiński oraz węgierski. Jest współzałożycielem Stowarzyszenia Żywych Poetów z Brzegu, byłym redaktorem naczelnym ex-kwartalnika „Red.”, wieloletnim współpracownikiem „Odry”.

Więcej na Facebook’u: https://www.facebook.com/autorautor74