Słyszę, że francuski kontrwywiad nie jest w stanie sprawdzić wszystkich uchodźców, bo to nie jest możliwe. Musiałby mieć ok. 60000 funkcjonariuszy i kontrolować dokładnie tereny wojenne. nasze ABW cały czas twierdzi, że ma wszystko pod kontrola i czuwa. Może tak nauczą Francuzów, jak to robić.

Dobra służba zna swoje ograniczenia i nie wstydzi się o nich mówić głośno. Beznadziejna służba potrafi tylko robić dobre wrażenie. I na koniec pytanie: w świetle oświadczenia francuskiego kontrwywiadu, jak potraktować wczorajsze zapewnienia naszego, podkreślające to, że opiera swoje oceny na informacjach od partnerów? Mnie się wydaje, że wszyscy są w takiej samej sytuacji, lecz nie mówią głupot bez pokrycia, a internet i media mamy wszyscy.

Po pierwsze, przestańcie w końcu oceniać nasz naród ze względu na stosunek do uchodźców. jesteśmy społeczeństwem jednorodnym, a różnice regionalne w tej jednorodności się mieszczą. zamiast więc, podkreślać różnice światopoglądowe, wykorzystajmy tą jednorodność do obrony naszego terytorium również przed zagrożeniem terrorystycznym. Każdy normalny kontrwywiad i wywiad by to zrobił i taka powinna być wola polityczna rządzących oraz opozycji. Zamiast tego mamy cyrkowców ze służb, którzy pieprzą (tak: pieprzą, żeby nie powiedzieć mocniej) publicznie w swoim urzędniczym stylu bzdury i każdy, kto się trochę zna na tej robocie od razu widzi, że nic na temat zagrożeń nie wiedzą. Politykom nie dziwię się, bo muszą przecież oprzeć się na „fachowcach” i często nawet nie wiedzą, jak są oszukiwani dla wszechpotężnego „dobra służby” (dziś, w tej sytuacji, dotyczy to polityków wszelkich opcji). Sprytny dyletantyzm – to najlepsza droga kariery.

Po drugie, współpraca sojusznicza i wywiadowcza jest konieczna, ale pod warunkiem stawiania interesów narodowych na pierwszym miejscu. Nie jest to tylko moje zdanie. Usłyszałem je wprost od oficera sojuszniczego wywiadu podczas rozmów operacyjnych na temat realizacji konkretnej sprawy. Powiedział prosto i otwarcie: „Nie możemy się zgodzić na proponowane przez Pana rozwiązanie, bo to może zaszkodzić interesom mojego kraju”. Należy w końcu zrozumieć, że oni pomogą zabezpieczyć innych, ale tylko do momentu, gdy będzie to dla nich korzystne. To jest normalne w tym świecie i niech nasi politycy zapamiętają to, przy każdej reformie służb.

Po trzecie, zgadzam się, że dla nas uchodźcy nie stanowią problemu. Potrzeba tylko nieustępliwości oraz konsekwencji Węgier, Czech lub Słowacji. Przy dobrym ustawieniu i zadaniowaniu służb specjalnych i policyjnych poradzimy sobie sami. Do tego jednak musi jak najszybciej powstać sprawny kontrwywiad i kompetentny wywiad. Niestety, uważam, że na obecnym szkielecie tych instytucji nic dobrego nie powstanie i obawiam się, po wczorajszym dniu, że do żadnej reformy, nie będącej kolejną kosmetyką, nie dojdzie, gdyż rząd ugnie się pod zewnętrznymi naciskami oraz „wojenną propagandą”. Obym się mylił. Powtórzę jednak: chodzi o system, a nie o personalia.

Po czwarte, dywagacje na temat służb, które mają wygrać z tego typu terroryzmem nie maja żadnego sensu. Do zaprowadzenia porządku w regionie ich pochodzenia potrzebna jest ostra, zdecydowana akcja wojskowa z interwencja lądową włącznie i to nie tylko na obszarze działania ISIS. To Zachód i Rosja odpowiadają za ta sytuację, ale teraz nie ma innego wyjścia niż pokonanie ich militarne. Do tego, niestety, potrzebna jest Moskwa, a to bardzo groźne dla nas. Pamiętajmy o tym, bo dogadywanie się „wielkich” właśnie trwa.

Po piąte, sprawa najważniejsza. Z przerażeniem widzę, jak znowu wpieprzani jesteśmy w konflikt, który dla nas nie stanowi większego zagrożenia. Zgadzam się: jakimś jest, lecz nie głównym, a nasi politycy zdają się tego nie widzieć. Przynajmniej większość. Uczestniczyliśmy w amerykańskich wojnach i co one nam dały, poza poklepaniem po plecach i słodkich słów z Waszyngtonu? Dlaczego nadal czujemy, że w razie konfliktu pozostaniemy, jak zwykle, sami, bo pomoc zostanie nam udzielona w ramach „maksymalnie dopuszczalnych strat”, czyli przez jakąś godzinę, przy dzisiejszych środkach walki? Nie islamscy bandyci są dla nas największym zagrożeniem, ale Kreml i jego imperialne ciągoty oraz wszystko, co z tym się wiąże. Nie będę rozwijał tematu. Na FB jest wielu moich byłych kolegów i nawet jeśli nienawidzą mnie lub uważają za głupca muszą mi przyznać jedno: pamiętacie, Panowie, nasze rozmowy z partnerami i jak traktowali kierunek wschodni? jak wmawiali nam, że rosyjski wywiad nie istnieje i praktycznie nie działa? Jak komentowali naszą troskę „typowo polska rusofobią”? Szybko uciekali z tematu i wrzucali nas na obszary bardzo odległe od naszych zainteresowań. I szliśmy na to, gdyż politycy byli zachwyceni „czułością władców świata”. Ba! Sami tak zaczęli myśleć o sobie. Płacimy za to dotąd i płacić będziemy dalej, dopóki nie znajdzie się ktoś, kto w końcu nie powie „Dość.”. Mam coraz więcej wątpliwości, ale pamiętajmy wszyscy o tym. Terroryzm islamski nie jest naszym głównym problemem, ale Rosja, która od Azefa kocha fajerwerki. Nie oskarżam ich o nic, ale taką ewentualność każdy oficer operacyjny musi wziąć pod uwagę. Na tym ta praca polega. I dobrze, gdyby miał odwagę uświadomić to politykom. nawet kosztem własnego stanowiska lub „wężyków”.

Napisałem to tylko aby podłechtać swoje EGO i jestem pewien, że żaden polityk, mający władzę jakąkolwiek tego nie przeczyta, a nawet jeśli, to i tak zaatakuje autora, bo przecież jestem „byłym esbekiem”, więc nie mogę mieć racji. Pal ich sześć. W naszej powszechnej paranoi, im więcej zwykłych ludzi będzie świadomych zagrożeń, tym większe szanse mamy w przyszłości.