25 maja 1948 roku w więzieniu na Rakowieckiej w Warszawie wykonano wyrok na jednym z więźniów, na mocy wyroku Wojskowego Sądu Rejonowego. Ubek Piotr Śmietański uśmiercił Rotmistrza strzałem w tył głowy. Bohater Polski Podziemnej zginął o godz 21:30 w nieistniejącym już budynku kartoflarni na terenie aresztu. Kat Mokotowa, seryjny zabójca, za zamordowanie Rotmistrza dostał tysiąc złotych. Śmietański zmarł na gruźlicę. Nie żyje już żaden z funkcjonariuszy stalinowskiego wymiaru niesprawiedliwości. Ich nazwiska to: Józef Badecki, Jan Hryckowian, Stefan Nowacki, Kazimierz Drohomirecki, Leo Hochberg, Roman Krzyże. Prokurator Czesław Łapiński zmarł w trakcie procesu o podżeganie do zbrodni sądowej, w szpitalu przy ulicy Rotmistrza Pileckiego w Warszawie.

Poniżej kilka zdań z „Raportu Witolda Pileckiego„. Nie straciły swojej siły i jasności wyrazu, nawet dzisiaj:

RPBN-logotyp

Brutalnie kopnięto we wszystkie nasze pojęcia, do których myśmy się na ziemi przyzwyczaili (do jakiegoś porządku rzeczy – prawa). To wszystko wzięło w łeb. Usiłowano uderzyć możliwie radykalnie. Załamać nas psychicznie jak najszybciej.

Więc wykańczano specjalnie inteligencję. Po tym spostrzeżeniu zmieniłem nieco zdanie. To nie obłąkańcy, to jakieś potworne narzędzie do wymordowania Polaków, rozpoczynające swe dzieło od inteligencji.

Rżnięto nas ostrymi narzędziami. Ciosy boleśnie wrzynały się w ciała, lecz w duszy znajdywały pole do przeorania… To przeradzanie się przechodzili wszyscy. Jak pługiem przeorana ziemia odkłada się na prawo w skibę urodzajną – po lewej zostawała do przeorania dopiero w następnym cięciu. Czasami tylko pług wyskakiwał na jakimś kamieniu i zostawał kawał roli nie przerobiony, jałowy… nieużytek…

Opadły z nas wszystkie tytuły, dystynkcje, dyplomy – zostały tam daleko, na ziemi… Patrząc jak gdyby z zaświatów na sylwetki ubrane w te ziemskie naleciałości, widziało się całą naszą paczkę w przeszłości: jednego z takim, drugiego z innym tytułem, lecz nie mogło się patrzeć inaczej, jak z uśmiechem pobłażliwym…

Zabrnęliśmy, kochani moi, straszliwie. Przerażająca rzecz, nie ma na to słów! Chciałem powiedzieć: zezwierzęcenie… lecz nie! Jesteśmy od zwierząt o całe piekło gorsi!

Więc widziało się powolną śmierć przyjaciela i niejako konało się z nim razem… przestawało się istnieć razem z nim… a jednak człowiek odżywał, odradzał się, przeradzał. I jeśli tak dzieje się nie raz, a powiedzmy dziewięćdziesiąt – to trudno, staje się kimś innym, niż było się na ziemi… A ginęły nas tam tysiące… dziesiątki tysięcy… a potem już – setki tysięcy… Śmieszna więc wydawała się ziemia i ludzie na niej, zajęci jakże błahymi już w naszych oczach sprawami. Tak przekuwaliśmy się wewnętrznie.

Czy w ogóle my, ludzie XX wieku, możemy spojrzeć w twarze tych, co żyli kiedyś i – śmieszna rzecz – dowodzić naszej wyższości, kiedy za naszych czasów zbrojna masa niszczy nie wrogie sobie wojsko, lecz całe narody, bezbronne społeczeństwa, stosując najnowsze zdobycze techniki. Postęp cywilizacji – tak! lecz postęp kultury?