Podzielę się z Wami czymś, za co, mam nadzieję, nie trafię do pierdla. Mamy tu taką sąsiadkę, osobę majętną, mieszkającą w sporej willi z ogromnym ogrodem. jej hobby, ku utrapieniu wszystkich sąsiadów, jest łucznictwo. Ta kobieta ma pozwolenie na polowanie i nie strzela z łuku ot tak sobie, ale po to, aby zabijać. z upodobaniem poluje na ptaki. Co jakiś czas słychać łopot skrzydeł upadającego ptaka. Bezgłośnie napina cięciwę i trzeba przyznać, jest w tym świetna. jej strzały przerażająco celnie trafiają, a ona jest dumna z tego. Ale też wszyscy dokoła boimy się, że gdy pewnego dnia chybi, strzała przeleci i upadnie na czyjejś posesji i być może ugodzi kogoś. Nie ma z nią kontaktu. Z nikim nie rozmawia. Jakakolwiek próba perswazji jest kwitowana milczącym uśmiechem, z którego łatwo odczytać pogardę.

Kiedy wczoraj zginęły dwa oswojone żurawie mojego sąsiada, pana Wojtka, miarka się przebrała. postanowiłem zrobić coś, co wiedziałem, że jest bardzo ryzykowne i niestety trąci kryminałem. Chciałem ją ukarać na tyle, na ile umiałem i mogłem. Późnym wieczorem włożyłem na głowę silikonową maskę, którą zachowałem jeszcze z czasów, gdy przebierałem się na Halloween. Wygląda się w niej tak przerażająco, że gdy spojrzałem w lustro wiedziałem, że nie chciałbym zobaczyć tego gościa. Łysa, pomarszczona glaca, odstające długie uszy, spiczasta broda… Może właśnie tak się zestarzeję? Kto wie?

Około 23 spojrzałem w kierunku jej posesji i zobaczyłem, że światła palą się, jedno w pokoju na piętrze i dobrze oświetlona cała przybudówka, która zapewne służyła za ogród zimowy. Wymknąłem się z domu, by po chwili stanąć przed jej płotem. Wiedziałem, że nie ma psów. Ogrodzenie pokonałem bez trudu, by już po paru sekundach zajrzeć przez przeszklone drzwi… Okazało się, że to był kryty basen, nie za duży, ale cóż za luksus. nacisnąłem na klamkę, wszedłem najciszej jak umiałem. Właścicielka w pełni zrelaksowana pływała kraulem. nie mogła niczego usłyszeć ani też wiele zobaczyć. Serce mi dudniło. stanąłem na brzegu basenu i czekałem aż się odwróci. Gdy zaczęła płynąć w moją stronę wiedziałem już, że to się dzieje naprawdę, że ja zakradłem się na teren czyjejś posesji, że… nie chciałem nawet myśleć o konsekwencjach. Płynęła wprost na mnie i w pewnej chwili zorientowała się, że to coś przed nią, ten cień, to nie majak, to nie refleks odbijający się z toni wody, ale ktoś kto stoi tuż obok i ją obserwuje. Stanęła jak wryta, a to z trudem można zrobić będą w wodzie. Strach ją najwidoczniej sparaliżował. Straciła głos z przerażenia, bo wydawało się, że krzyczy, ale nie wydobywała z siebie żadnego dźwięku. jak u Muncha, pomyślałem. Jednak po chwili drżącym głosem zapytała:
– Co ty… kim pan jest?
Odczekałem chwilę i głosem jakimś nieziemskim, który starannie modulowałem powiedziałem:
– Nazywam się Śmierć.
– Co?
– Nazywam się Śmierć – powtórzyłem – i przyszedłem po Ciebie.
– Czego chcesz świrze?! – drżała i zakrywała rękoma biust choć miała na sobie stanik.
– Tej nocy zapłacisz za wszystkie śmierci, które zadałaś innym istotom.
– Spierdalaj! – krzyknęła i odwróciła się w drugą stronę, by spróbować wyjść z basenu.
szybko zaszedłem jej drogę. zaczęła płakać. była przerażona na dobre. Jak na filmach.

Spokojnie, a musiałem grać ten spokój, bo choć ona nie wiedziała, to serce dudniło mi przeraźliwie, zapytałem:
– Czy żałujesz?
– Spierdalaj, kurwa, bo wezwę policję! – darła się. – Czego ty chcesz? Weź złoto…
Zsunęła pierścionek i rzuciła mi go pod nogi. kopnąłem go i potoczył się do basenu.
– Dzisiaj nie umrzesz, ale pamiętaj, żebyś więcej nie zabijała. I wiedz, że za każdą strzałę, którą poślesz w kierunku innej istoty, aby ją śmiertelnie ugodzić, spotka cię kiedyś cierpienie, ciebie i twój pomiot…

Wystrzeliłem od niej jak z procy, by po chwili znaleźć się u siebie. Charty łasiły się do mnie gdy silikonową maskę chowałem do szuflady. Może się jeszcze kiedyś przydać… – pomyślałem.
– to był sen. 😉

Autor: Artur Cieślar