14 czerwca ma wyjść kolejna książka z moim nazwiskiem na okładce. Tym razem będzie to pierwsza część czegoś w rodzaju wspomnień. Nosi tytuł „Spowiedź Życia”, chociaż ja wolałem „U wrót Czyśćca”. Wydawca ma zawsze przewagę, ale uzyskałem przynajmniej zgodę na taki podtytuł. Jest to zapis luźnych rozmów z Przemkiem Wojciechowskim, przepraszam: redaktorem Przemysławem Wojciechowskim, wspaniałym dziennikarzem, któremu zawdzięczam w ogóle moją literacką „karierę”. To znaczy Przemek namówił mnie do napisania „Spisku”, a potem już poszło. Dzięki niemu zacząłem przepisywać mózgopisy i edytować je w komputerze. Uporządkowaliśmy te rozmowy i tak powstała ta niewielka książeczka.

W tym momencie mam prośbę do ewentualnych czytelników. Jeśli szukacie sensacji, materiałów kompromitujących lub plotek o wielkich i znanych, to nie czytajcie jej. Ta książka jest dość osobista i pokazuje raczej kuchnię pracy oraz obserwacje oficera na samym dole drabiny. Nie byłem w kierownictwie, nie piłem „herbatek” z Kiszczakiem lub Jaruzelskim, nie decydowałem o sprawach wagi państwowej. Nie byłem Bondem, ani Franzem Mauerem. Debiutowałem w roli „szpiega”, uczyłem się, a kiedy skończył się okres rozwoju zawodowego, zmienił się ustrój i znalazłem się w kontrwywiadzie.

Ta książka powinna wyjść pierwsza, ale rożne czynniki spowodowały, że wychodzi teraz. Dlatego też, niektóre historie są Państwu znane, gdyż mówiłem o nich kilkakrotnie. Nie staram się usprawiedliwić, a raczej pokazać naiwność młodego człowieka i „wziąć na klatę” swoją własną przeszłość. To cholernie trudne. Wierzcie mi.

Kiedy rozmawiałem z Przemkiem byłem w zupełnie innej sytuacji. Od tego czasu minęły ponad dwa lata. Ujawniłem się, „wyjąłem” ze zbioru zastrzeżonego i opublikowałem swoje akta. Jestem już w innym punkcie, lecz bardzo chcę, by moi Czytelnicy poznali początki. Nawet, jeśli się rozczarują.

Wspomniałem o zbiorze zastrzeżonym. Konieczne jest jego otwarcie i to jest także przesłaniem tej książki.

Jeśli jestem „U wrót Czyśćca”, to muszę zrobić krok dalej. Będzie i „Czyściec”. Pracuję teraz nad prawie 1000-stronicowym zapisem rozmów z jeszcze jednym publicystą, które miały miejsce równolegle do wydania mojej pierwszej książki. Dość znanym (na jego prośbę nie zdradzam nazwiska). Tam wrócę do pewnych wątków. Tym bardziej, że została przeprowadzona kwerenda w IPN w poszukiwaniu materiałów zawierających moje prawdziwe nazwisko i te „legalizacyjne”. Omawialiśmy wiele spraw i historii. „Czyściec” będzie gotowy na jesieni. Uprzedzam zarzut: nie jest to spowodowane chęcią mnożenia książek, by utrzymać się na rynku, ale wyłącznie różnicami, wynikającymi z czasu i kontekstu obu wywiadów. Wszyscy musieli „przełamać lody” oraz idiosynkrazje. I ja, i moi rozmówcy. Za co jestem im wdzięczny.

Jak już jestem przy swoich planach, to muszę dodać, że planuję jeszcze, jak zdążę, coś w rodzaju trzeciej części „Spisku” i „Weryfikacji”. Będzie nazywać się „Reset” i opowie o latach dziewięćdziesiątych. Pisze też coś publicystycznego, ale o tym na razie nie będę wspominał.

Najlepiej w tej książce wyszedł mi dobór motta. Jest to przepiękny i niepokojący zarazem fragment Pierwszego Listu Św. Piotra: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć.”.