Zamachy terrorystyczne w Europie przerażają.  Zwyczajni obywatele giną z rąk szaleńców, których „gościnnie” wpuszczono pod dach. Lęk wzrasta po kolejnych doniesieniach o liczbie ofiar we Francji, Niemczech, innych krajach.

Bez wątpienia terroryści wygrywają te starcia. Czy to już wojna? Śmiem twierdzić, że tak.

Śmiem również twierdzić, że przywódcy Unii Europejskiej taki los nam zgotowali. Zabiegając o względy ekonomiczne

( tania siła robocza) nie chcieli wsłuchać się w rozsądne głosy, że nie tędy droga. Różnica kultur, religii nigdy nie pozwoli na pełną symbiozę we wzajemnym funkcjonowaniu.

Czas jakiś temu rozmawiałam z osobą, która pracuje w jednym z akademików zamieszkiwanych przez osoby wielu narodowości.

_ Są mili, sympatyczni, stwierdziła. Jedno mi tylko przeszkadza.

– Co takiego?

Cały personel, wraz ze mną nie może nosić krzyżyków na szyi, szkaplerzy, innych osobistych oznak chrześcijaństwa…

– Że  jak?- no tak. Nie możemy ranić uczuć gości, którzy są innego wyznania.

Ot czasy nastały. W cholerę z takim przybyszem, który gospodarza nie szanuje.

Jest u mnie, stosuje moje zasady, nigdy nie odwrotnie.  Gdybym weszła do Meczetu w butach, w najlepszym przypadku dostałabym w twarz. W ostatecznym – wynieśliby mnie skopaną, lub martwą.

Widzę bardzo szybkie wyjście z tego obłędu.

Jakikolwiek zamach terrorystyczny w danym kraju, jedna ofiara – TYSIĄC obywateli z rodu szaleńców wydalać do miejsca, skąd przybyli.

Większa ilość ofiar, pięć tysięcy osób wydalonych bez względu na swoje relacje z zamachowcem, zamachowcami.

Samodyscyplina jest najbardziej skutecznym środkiem zapobiegawczym. Między sobą trzymaliby porządek w obawie przed utratą dostatniego bytu.

Tylko…kto przeprowadzi takie działania w dzisiejszej dobie? Zapewne nie Ci, którzy kłaniając się w pas wpuścili „wiernych” na swoje tereny.

background-1044198_1280

Zdjęcia; Źródło: Internet